Pokazali nam Francuzi, jak konstytucję zmieniać mamy!

Ewolucja obecnej konstytucji francuskiej od ustroju parlamentarnego w kierunku silniejszej władzy wykonawczej skoncentrowanej wokół prezydenta i ściślejszego rozliczania władzy przez obywateli jest ciekawym dla nas przykładem.

Nie, dlatego, że Francja jest jakimś samoistnie ważnym dla Polaków wzorem. Lecz dlatego, że nasi pożal się Boże ojcowie założyciele tworząc konstytucję wzorowali się na konstytucji francuskiej. Jednak sami Francuzi dążą do zminimalizowania wad swojej konstytucji, które my zmałpowaliśmy i pogłębiliśmy ponad te z pierwowzoru, przede wszystkim zaś:

– dysfunkcji dwugłowej prezydencko-premierskiej egzekutywy oraz

– przewagi elit nad obywatelami, we wpływie na władzę.

By zrozumieć ewolucję ustroju francuskiego należy cofnąć się do 1958, tj. ustanowienia ich obecnej konstytucji. De Gaulle wówczas wezwany przez elity do objęcia władzy, by oddalić ryzyko zamachu stanu. Miał on przemożony, choć nie całkowity wpływ na kształt francuskiej konstytucji. Uważał on, że Francja potrzebuje silnego ponadpartyjnego prezydenta. To jego przekonanie brało się z porażki Francji, w 1940, która w jego ocenie wynikała z braku silnego przywództwa nad narodem oraz roli, jaką De Gaulle pełnił, jako ponadpartyjny przywódca wszystkich Francuzów podczas drugiej wojny światowej.

Jednak, ponieważ nawet De Gaulle nie jest wieczny, a w obliczu jawnych przygotowań do wojskowego zamachu stanu, groźba dyktatury we Francji była realna, zdecydowano się na ustrój parlamentarno-prezydencki z dwugłową prezydencko-premierską egzekutywą. Prezydent i senat pochodzili z wyboru pośredniego. Prezydent był wybierany przez zgromadzenie narodowe, a senat z wyboru kilkudziesięciu tysięcy wyższych urzędników. A jedynie izba niższa wybierana była bezpośrednio przez obywateli.

Francuski prezydent posiadał od początku funkcjonowania konstytucji znaczne uprawnienia władcze, jak np:

– samodzielnie nominował premiera, bez konieczności wysłuchania czyjejkolwiek opinii, bądź skrępowania jakimikolwiek procedurami (Artykuł 8),

– przewodniczy posiedzeniom rządu, gdy ten zajmuje się prezydenckimi projektami ustaw (Artykuł 9),

– po dochowaniu formalności takich jak zasięgnięcie opinii premiera oraz przewodniczących obydwu izb może rozwiązać izbę niższą parlamentu (Artykuł 12),

– w czasie zagrożenia instytutucji republiki, niezawislości narodu oraz integralności terytorialnej prezydent otrzymuje wiele uprawnień innych władz, w tym możliwość stanowienia prawa (Artyuł 16),

– kierować ustawy do trybunału konstytucyjnego (Artykuły 54 i 61),

– nominuje prezesa i trzech członków trybunału konstytucyjneg (Artykuł 56)

Izba niższa, jako jedyna władza wówczas pochodząca z wyboru bezpośredniego, była uznawana ze przedstawieciela woli narodu. I jako taka stanowić miała przeciwwagę dla prezydenta i jego premiera.

Jednak już w 1962 De Gaulle, korzystając z zamachu terrorystycznego (Petit Clamart) wymierzonego w niego wymógł nowelizację konstytucji, która ustanowiła bezpośredni wybór prezydenta. Do tego czasu naturalnym było, że większość parlamentarna skupiała się wokół prezydenta, którego sama wybierała.

Wraz ze zmianą narzuconą przez De Gaulle Francja dostała ustrój, który w sytuacji, gdy prezydent i większość parlamentarna są podobnych zapatrywań, to Francja z jej silnym prezydentem o wielu władczych uprawnieniach ma system prezydencko-parlamentarny. Jednak, gdy przydarzy się cohabitation, tj. współistnienie prezydenta i większości parlamentarnej o różnych zapatrywaniach Francja dryfuje w kierunku systemu parlamentarnego.

Kohabitacja miała być według De Gaullea, tylko teoretycznym zagrożeniem. De Gaulle zakładał, że jeśli Francuzi wybiorą izbę niższą o innych zapatrywaniach politycznych, niż prezydent, to prezydent poda się do dymisji – sam tak zrobił w 1969. Przez pierwsze trzy dekady nowej konstytucji, tj. w latach 1958-86, powojenne elity francuskie zachowały względną wewnętrzną spójność. Kolejni prezydenci byli barw politycznych podobnych jak każdorazowa większość parlamentarna. Pierwsza kohabitacja miała miejsce dopiero w latach 1986-88 (Mitterand kontra RPR-UDF pod przewodnictwem Chiraca. Druga w 1993-95 (Mitterand kontra Balladur). A trzecia w 1997-2002 (Chirac kontra Jospin).

Technicznym powodem kohabitacji był rozjazd pomiędzy 5cio letnią kadencją parlamentu i 7mio letnią kadencją prezydenta. Polityczno-społecznym powodem, dla którego możliwość ta stała się realnością dopiero po trzech dekadach funkcjonwania konstytucji, było narastanie podziałów wśród elit oraz rosnące trudności z dotrzymaniem obietnicy założycielskiej nowoczesnej republiki francuskiej równoczesnego zapewnienia bezpieczeństwa socjalnego i rosnącego standardu życia. Trente glorieuses, trzy dekady poczynając od 1945 w których Francja szybko się rozwijała i zapewniała w miarę powszechne przywileje socjalne zakończyły się w latach 70ych.

Po dwóch dekadach eksperymentowania z cohabiation w ramach dwugłowej egzekutywy Francuzi postanowili wzmocnić prezydenta i poddać go częstszemu sprawdzianowi wyborczemu. Nowelizacja konstytucji z 2000 r., wzmocniła prezydenckość francuskiego ustroju, usuwając techniczną przyczynę kohabitacji poprzez skrórcenie kadencji prezydenta z 7 lat do 5 lat, by była zbieżna z 5-letnią kadencją parlamentu oraz zapewnienili, że wybory prezydenckie odbywają się przed wyborami parlamentarnymi.

Co to znaczy dla nas w Polsce? W naszej konstytucji nie daliśmy odpowiedzi na pytanie, „kto jest przedstawicielem suwerena-narodu?”. Prezydent? Czy parlament? Stworzyliśmy dziwotwór, bezsilnego, ale wybieranego bezpośrednio przez naród prezydenta.

Jeśli chcemy rozliczalności władzy przez szeroką rzeszą Polaków to przedstawicielem narodu powinien być prezydent. Prezydenta możemy rozliczyć jednoosobowo. Natomiast, jeśli, chcemy dalszego uprzywilejowania elit to reprezentować powinien nas parlament, gdzie wśród setek posłów i senatorów oraz w obliczu potrzeby dziergania koalicji tworzącej rząd rozmywa się odpowiedzialność za politykę rządzących.

Jeśli to jednak prezydent ma być naszym przedstawicielem, a Sejm jedynie organem kontrolnym, to należy prezydenta wzmocnić, a premiera mu podporządkować lub usunąć z porządku konstytucyjnego. W Polsce podobnie jak we Francji mamy dwugłową egzekutywę. Z tym, że u nas prezydent jest wykastrowany, miał w zamyśle autorów być ornamentem. I w odróżnieniu od francuskiej mamy niechlujnie napisaną konstytucję, która nie rozgranicza wyraźnie kompetencji poszczególnych władz. Wzmocnić prezydenta można zmianą konstytucji, niektórych ustaw, lub dając niechlujnej konstytucji nowe znaczenie, jak właśnie czyni to Andrzej Duda i obóz PiS.

Z drobniejszych zmian można, skrócić kadencję prezydenta do 4 lat, by pokrywała się z kadencją Sejmu oraz przekazać prezydentowi pomniejsze uprawnienia jak dać prawo obsadzania sędziów trybunału konstytucyjnego, czy dać prezydentowi prawo podpisywania/lub nie rozporządzeń rządu – bez nich rozporządzenia będą nieważne (analogicznie do Artykułu 13 paragraf 1 francuskiej konstytucji).

Wyczerpywanie się barier rozwoju Polski prowadzi do zaostrzenia polityki. Gdy jest mniej do podziału, a liczba gęb do wykarmienia taka sama będzie rosnąc polaryzacja i konflikt. W tej atmosferze, będzie szansa zmiany konstytucji lub reinterpretacji praktyki konstytucyjnej.

0 comments… add one

Leave a Comment