Polskie państwo wciąż zmusza przedsiębiorców do wielokrotnego raportowania tych samych danych — do różnych systemów, różnym urzędom, w różnych formatach. Zanim zorganizujemy kolejną konferencję o cyfryzacji, innowacyjności czy AI, ustalmy jedno: jedną jednostkę danych firma powinna podawać państwu dokładnie raz.
JPK wymaga raportowania co, ile, kiedy i komu sprzedano. Od tego roku doszły do tego środki trwałe: daty nabycia, wartości początkowe, stawki amortyzacji. KSeF zbiera niemal identyczne informacje o fakturach. ZUS chce wiedzieć, komu i za co firma płaci — a do tego wymaga osobnych zgłoszeń dotyczących każdej nieobecności pracownika: chorobowego, urlopu bezpłatnego, wychowawczego.
I domaga się sprawozdania o przychodach, kosztach i wyniku finansowym. Osobno — nakładów na środki trwałe. Osobno — zatrudnienia i wynagrodzeń. Nierzadko te same dane trafiają do GUS kilka razy, w różnych sprawozdaniach, w różnych terminach.
Krążą już pomysły, by wymagać od spółek Skarbu Państwa raportowania udziału „polskiego contentu” w zakupach. Po co? Nasze państwo już ma dane, z których urzędy mogą to wyliczyć samodzielnie.
Zmuszanie firm do wielokrotnego opisywania tych samych zdarzeń gospodarczych to realny koszt prowadzenia biznesu: czas pracowników, ryzyko błędów, energia, którą można by przeznaczyć na tworzenie wartości.
Jeśli urzędy naprawdę chcą być „smart”, niech zaczną ze sobą rozmawiać. Zamiast kolejnych raportów i systemów raportowania — zbudujmy mosty między tymi, które już istnieją.
Zasada powinna być prosta: Koniec z cyfrową biurokracją — „Raz i wystarczy”!






