Obniżenie wieku wyborczego – 2

Nie wiadomo czy kolejne pomysły ustawowe Platformy Obywatelskiej należy traktować poważnie, czy tylko jako luźne hasła rzucone dla zyskania głosów. Jednego dnia Platfoma obiecuje wybory w okręgach jednomandatowych, innego obniżenie wieku wyborczego, za tydzień będzie coś innego. Wiadomo jednak, że obniżenie wieku wyborczego z 18 do 16 lat, tak jak kiedyś obniżenie z 21 do 18, to dobry pomysł.

Wiek wyborczy określony na 18 lat jest całkiem nowym zwyczajem ustalonym przez polityków. Przez wieki młodzi mężczyźni zaczynali się liczyć w oczach dorosłych, gdy tylko stawali się zdolni skutecznie posługiwać bronią. W epoce miecza i tarczy wypadało to około 15 roku życia. I taki też był wiek wyborczy w większości kantonów, u zarania Szwajcarii. Podobnie stało się  w roku 1984 w Nikaragui, gdzie poborowi, którzy trafiali do wojska w wieku 16 lat, zagrozili buntem, jeśli analogicznie – do 16 lat – nie zostanie obniżone prawo do głosu w wyborach. Jednak świat zachodni od XIX wieku do lat siedemdziesiątych XX wieku upierał się przy wymogu 21 lat. Ta granica wiekowa wymyślona została w Anglii, a wzięła się ze średniowiecznych jeszcze zasad pasowania chłopca na rycerza dopiero po 21. urodzinach.

Dopiero w gorącym roku 1968, kiedy przez świat Zachodu przetoczył się bunt młodych, zaczęto obniżać tę granicę. W tamtym czasie pobór do wojska – w tym do walki w Wietnamie – zaczynał się od 18. roku życia, co przy wyborczym wymogu ukończonych 21 lat było wygodne dla rządzących: rekrut nie miał prawa głosu. Dwudziesta szósta poprawka do konstytucji USA weszła w życie w 1971 i zagwarantowała prawo głosu każdemu Amerykaninowi, który ukończył 18 lat. Podobnie w latach siedemdziesiątych uczyniły Wielka Brytania, Francja, Kanada, Australia i inne rozwinięte państwa kapitalistyczne. Ówczesny obóz socjalistyczny był szybszy: Polska i inne bratnie narody obniżenie wieku wyborczego do 18 lat uzyskały wkrótce po II wojnie światowej, jako dowód i potwierdzenie postępowości i demokratyczności nowej, ludowej władzy. Tyle, że wtedy nie miało to żadnego znaczenia, skoro o wszystkim i tak decydowała Partia.

Jeśli więc 18 lat to w dużym stopniu historyczny przypadek, to jaki wiek jest dobry? Współcześnie naturalnych kryteriów nie ma, a każda granica będzie wyborem politycznym, opartym o założenia tego, jakim chcemy być społeczeństwem. Przez wieki dorosłość wyznaczały naturalne atrybuty: zdolność do noszenia broni i rodzenia dzieci. Nie jest przypadkiem, że prawo kanoniczne Kościoła katolickiego jako minimalny wiek ożenku wyznacza 16 lat dla mężczyzn i 14 dla kobiet. Ale współcześnie cenzus dorosłości, administracyjnie ustanowiony na 18. rok życia, stanowi coraz bardziej pokraczny przekaz dla najmłodszych dorosłych. Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność małoletnich (od 15 roku życia) za niektóre czyny na równi z dorosłymi, ale polityczne prawo wyboru przedstawicieli, którzy o tej odpowiedzialności decydują, przyznaje im się dopiero trzy lata później. Ten sam kodeks karny stanowi, że od 15 roku życia młodzi dorośli mają wystarczające rozeznanie świata i samych siebie, by legalnie pójść z kimś do łóżka. Wciąż jednak rozeznanie nie na tyle wystarczające, by wybrać radnego powiatu czy posła. A przecież – z całym szacunkiem dla demokracji i parlamentaryzmu – czy i z kim iść do łóżka jest ważniejszą decyzją niż ta, na którą listę partyjną oddać głos w wyborach. Najczęściej powtarzanym argumentem przeciw obniżeniu wieku wyborczego do 16 lat jest stwierdzenie, że 16- i 17-latki nie dojrzały jeszcze do podejmowania poważnych decyzji. Jak każde uogólnienie, zwłaszcza oparte na kryterium wieku, jest ono nieprawdziwe. Tak, jak wielu dorosłych obywateli nie ma wiedzy i kompetencji potrzebnych do świadomego podjęcia decyzji związanych z głosowaniem, tak wiele młodych osób tę wiedzę i kompetencje posiada. Jeżeli test kompetencji miałby być poważnie traktowany, to należałoby pozbawić prawa głosu sporej części dorosłych wyborców. A dla wyborców w wieku powyżej 60 lat wprowadzić obowiązkowe badania neurologiczno-psychologiczne, dopuszczające do urn.

Co dwa, trzy lata odbywa się w Polsce powszechne narzekanie na spadający udział obywateli w wyborach, a jednocześnie zabraniamy głosować dużej grupie potencjalnych wyborców: młodych dorosłych w wieku 16-17 lat. Anachroniczne przepisy, uznaniowo ograniczające prawo do głosowania do osób, które ukończyły 18 lat, alienują młodzież od polityki i skazują na pustą frustrację w wieku, w którym ma się jeszcze sporo wolnego czasu i energii na aktywny udział w życiu społecznym. Ubezwłasnowolnienie najmłodszych dorosłych jest jednak wygodne dla współczesnego państwa, które ma zbyt wiele problemów z emerytami i bezrobotnymi, by jeszcze  przejmować się młodymi obywatelami. Tak wygodne, że w Polsce nauczycielom zdarza się się domagać od 18-letnich licealistów zwolnień podpisanych przez rodziców i ich obecności na wywiadówkach pomimo, że conajmniej jeden 18 letni licealista, choć mają do czynienia z pełnoprawnym dorosłym.

Generalnie wszystkie partie, zwłaszcza w kampanii wyborczej, stawiają sobie za punkt honory dotrzeć do mitycznych "młodych". Ostatnio pojawił ise projekt, dający młodym więcej praw i większy wpływ na rzeczywistość. Polityczne intencje PO są jasne. Młodzi raczej preferują PO niż PiS. Platforma teraz liczy, że PiS, którego szef twierdzi, że młodzi korzystają z internetu do oglądania gołych d… zareaguje podobnie i obrazi młodych obywateli. PiS mógłby co prawda zrobić PO psikusa u zagłosować za obniżeniem wieku wyborczego, oraz dodać inne korzystne dla młodych propozycje jak zlikwidowanie korporacyjnych barier dostępu do zawodów. Ale na razie stają na wysokości zadania i obrażają młodych obywateli.

Po tym linkiem będę gromadził ciekawe informacje o obniżeniu wieku wyborczego.
 
 
0 comments… add one

Leave a Comment