Nasze kiepskie uczelnie
Wedle wszystkich dostępnych mierników jakości polskie uczelnie na tle uczelni międzynarodowych wypadają słabo. W dorocznym ranking 500 najlepszych uczelni świata przygotowywanym przez Jiao Tong University z Shanghaju z Polski łapią się zaledwie dwie: Uniwersytet Jagieloński oraz Uniwersytet Warszawski. I to z nienajlepszą lokatą, bo dopiero w trzeciej setce najlepszych uczelni świata. Dla porównania z malutkich Węgier z 10 milionami obywateli też łapią się dwie uczelnie ,ale już w drugiej setce! Z Czech z ich 7 milionami obywateli łapie się jeden uniwersytet. Pod względem europejskich krajów z uczelniami na liście 500 najlepszych uczelni w proporcji do obywateli Polska jest ostatnia, jedyne pocieszenie jest takie, że są kraje, które się w ogóle nie załapały na listę 500:
Źródło: Jiao Tong University, Rocznik Statystyczny 2007
Inną miarą jakości naukowców, uczelni i siły naukowej poszczególnych krajów jest wskaźnik cytowalności artykułów naukowych, czyli tego jak często inni naukowcy odwołują się do myśli i spostrzeżeń autorów. Jest wiele indeksów cytowalności, wszystkie wskazują to samo, polscy naukowcy piszą mało odkrywcze prace, które rzadko są cytowane w miedzynarodowym obiegu myśli. Poniżej ilustrowacja wykorzystująca bazę cytowalności udostępnioną za darmo w interencie przez Thomson Scientific. Polska jest znowu ostatnia:

Źródło: http://isihighlycited.com/, Rocznik Statystyczny 2007
We wskaźniku cytowalność artykułów naukowych kryje się też istotna dla nas lekcja. Najczęściej cytowani są naukowcy z krajów anglosaskich, oraz z krajów, których obywatele dobrze znają angielski, a ich uczelnie często prowadzą zajęcia po angielsku, pomimo, że angielski nie jest ich językiem urzędowym lub narodowym. W Unii Europejskiej takie kraje to Szwecja, Holandia i Dania. Dobra znajomość angielskiego i częste posługiwanie się angielskim na rodzimych uczelniach pozwala im wyprzedzić Niemcy, Francję Włochy oraz Hiszpanię, których obywatele kiepsko radzą sobie z angielskim, a ich uczelnie upierają się przy uczeniu w rodzimym języku. Jeśli poważnie traktujemy nasze uczestnictwo w międzynarodowym obiegu naukowym powinniśmy wykładać na naszych uczelniach po angielsku. To nie jest żadna rewolucja tylko normalność. Dziś angielski jest łaciną świata nauki. W średniowieczu była nią łacina i właśnie w tym języku nasze uniwersytety prowadziły wówczas zajęcia.
Nasze szkoły wyższe istnieją dla profesorów, którzy na nich dzierżą pełnię nigdzie indziej nie spotykanej władzy. Nie należy się więc dziwić, że według raportu Banku Światowego o polskich szkołach wyzszych nasze uniwersytety zamknęły się same w sobie i prowadzą głównie badania teoretyczne, które mają mały związek z realnym światem. Nie dziwne też więc, że pod względem patentów na milion obywateli Polska jest na szarym końcu, zarówno gdy chodzi o patenty zgłoszone do europejskiego biura patentowego, jak i do jego amerykańskiego odpowiednika:

Źródło: Eurostat

Źródło: Eurostat
Dystans do potęg światowych można by jeszcze od biedy łumaczyć zapóźnieniami po PRL, drugą wojną swiatową i ubóstwem. Ale pod względem ilości patentów na milion obywateli Polska ustępuje również krajom naszego regionu takim jak Czechy, Węgry, Słowacja, Łotwa i Estonia:

Źródło: Eurostat

Źródło: Eurostat
A co już powinni wywołać zatrwożenie wśród Polaków planujących żyć i pracować w Polsce według przeprowadzone przez OECD w latach 90-ych International Adult Literacy Survey, międzynarodowego badania kompetencji dorosłych blisko trzy czwarte Polaków w wieku 16-65 nie potrafi czytać, liczyć i myśleć na poziomie niezbędnym na nowoczesnym stanowisku pracy.
Tyle w kwesti jakości nszych uniwersytetów. W następnym wpisie o tym dlaczego tak jest…







Nie widzę bezpośredniego związku między wykładowym angielskim na uczelniach a liczbą cytowań. Prace naukowe, artykuły, chcąc w ogóle zaistnieć w świecie muszą być po angielsku. A cytowania to efekt poziomu merytorycznego tych prac.
Nawet najmadrzejsze opracowania wyrazone koslawym angielskim, a ten jest norma na naszych uczelniach, nie doczekaja sie publikacji.
Po za tym angielski jest jezykiem precyzyjnieszym w wyrazaniu mysli nie polski. Nie tylko dlatego, ze terminy naukowe i profesjonalne powstaja w tym jezyku, ale po prostu dlatego, ze polski jest jezykiem bardziej rozlazlym i mniej dokladnym. Nie wiem czy dlatego ze nie potrafimy dzis sie nim poslugiwac, na przyklad niektore XIX wieczne ksiazki porazaja mnie precyzja w uzyciu polskiego dzis niespotykana — czy tez dlatego ze polski jezyk adasia mickiewicza i spolki ktorzy stanowia wzorzec po prostu taki rozlazly jest. Natomiast spytaj zawodowych tlumaczy jak to jest ze polski przeklada jest dluzszy od angielskiego oryginalu o 20-30%…
Nie bardzo chce mi się wierzyć, żeby prace naukowe pisane w innych krajach, nawet w tych z wykładowym angielskim, przez ludzi, dla których angielski nie jest pierwszym językiem, nie wymagały korekty tłumaczy.
@Art – wierzyc nie musisz, faktem jest, ze wiekszosc naukowcow nie korzysta z korekty ‘tlumaczy’ – inaczej by sie nawet za granica nie znajdowali…
artykuly przed publikacją przechodza przez (ciezki) proces krytyki ‘peer review’
Wiecej informacji o procesie: http://en.wikipedia.org/wiki/Peer_review
http://en.wikipedia.org/wiki/Academic_journal