Hipokryzja

Senator Misiak ani mi brat, ani swat. Ale Himalaje hipokryzji wypowiedziane i wypisane z okazji przyłapania Misiaka na uchwalaniu ustaw na których mogła skorzystać jego firma zachęciły mnie do zadania kilka pytań.

Jeżeli oczekujemy, że biznesmeni, którzy zostaną politykami mają sprzedać swoje firmy lub oddać je w zarząd obcym ludziom to, czy oczekujemy, że:

 

– rolnicy, którzy zostaną posłami sprzedadzą swoje gospodarstwa, lub oddadzą je w zarząd obcym ludziom,

– profesorowie, którzy zostaną posłami pozbawieni zostaną wszystkich tytułów do magistra włącznie, a po zakończeniu kadencji będą musieli zrobić licencjat, magistra, doktorat i habilitację,

– lekarze, którzy zostaną posłami stracą uprawnienia zawodowe,

– dziennikarze, którzy zostaną politykami nie będą pisać artykułów do gazet i występować w mediach?

Tak pytam, bo nie rozumiem dlaczego jest OK, że związkowiec będący posłem może głosować za ustawami korzystnymi dla związków zawodowych, nauczyciel, który jest posłem może głosować, za podwyżką płac nauczycieli, rolnik może głosować przeciw podatkowi dochodowemu od rolników, oraz za dotacjami do KRUS od płacących podatek dochodowy, którego sam nie chce płacić, profesor może głosować za zwiększeniem wydatków budżetowych na uniwersytety, a biznesmen nie może głosować, za rozsądnymi ustawami, które mogą też przynieść korzyści m.in. jego firmie?

2 comments… add one
  • szkoda gadac Mar 18, 2009, 12:47 pm

    Dlatego, że w czasie trwania swojej kadencji nauczyciel NIE uczy, lekarz NIE operuje, dziennikarz NIE pisze rolnik NIE sieje. A biznessman bez przeszkód robi sobie dobrze wykorzystując możliwość stanowienia prawa. Mgr inż. prof to tytuły naukowe. Od zostania posłem zdobytej wiedzy się raczej nie utraci.

  • Zembooo Mar 20, 2009, 9:43 am

    @szkoda gadac:
    wszyscy wymienieni przez ciebie mogą (i prawdopodobnie będą) stanowić prawo na swoją korzyść, nawet jeśli w danym momencie nie operują/sieją/orzą.
    Ale nie o tym chciałem napisać. Dziwi mnie czemu nikt nie podejmuje najprostszego i najbardziej sensownego rozwiązania tego problemu.
    Otóż spór o konflikt interesów jest nie do rozwiązania na poziomie parlamentu. Ten konflikt mogą rozwiązywać wyłącznie wyborcy, decydując o tym, który parlamentarzysta przekroczył granicę, a który nie.
    Wystarczy dać wyborcom narzędzie, które umożliwi im karanie tych parlamentarzystów, którzy ‘przeskrobią’. Tym narzędziem powinna być dobra ordynacja wyborcza: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.
    Obecna ordynacja niemal automatycznie transportuje do parlamentu ludzi z pierwszych miejsc list wyborczych. W efekcie to partie, a nie wyborcy decydują jakie konkretne OSOBY wejdą lub nie wejdą do parlamentu.
    Pomijając cały szereg innych szkód które taka zła ordynacja wyrządza, to pozbawia ona również wyborców możliwości KARANIA (przez niewybranie w następnych wyborach) np. w przypadku rażącego konfliktu interesów.
    Wg mojej opinii, większość patologii naszej klasy politycznej wynika właśnie ze złej ordynacji wyborczej, która powoduje, że parlamentarzyści to bezwolne maszynki do podnoszenia rąk na rozkaz wodzów partii, a powinni być grupą indywidualnych i maksymalnie niezależnych osób, które dbają o interesy swoich wyborców.

Leave a Comment