14. Banki na horyzoncie!
„Statek gospodarka zachodnia”, tu pilot do kapitana: „przed wami góry lodowe!”.
Gospodarki zachodnie płyną sobie po stymulacji pieniędzmi podatników. Na pokładzie zapanował pozorny spokój. Niesłusznie! Sypanie pieniędzy w gospodarkę przez rząd w krótkim okresie daje trochę wzrostu. Natomiast w długim okresie daje więcej długu, oraz spadek lub wzrost gospodarki w zależności od sposobu stymulowania i stanu gospodarki przed stymulacją. Jednak sypanie pieniędzy podatników na razie nie rozwiązało przyczyny obecnego kryzysu. Banki zachodnich gospodarek cały czas mogą wywołać gwałtowne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Banki w krajach rozwiniętych cały czas mają sporo złych aktyw na bilansach (aktyw wartych mniej niż wartość którą im przypisano w bilansie), oraz zbyt duży lewar (za bardzo finansują się długiem, za mało własnym kapitałem). Jednak w wypadku kryzysu nie wszystkie z tych banków są do uratowania ponieważ niektóre państwa są za małe, zbyt zadłużone, ich banki za duże, lub ich banki posiadają zbyt dużo zobowiązań w zagranicznej walucie. Do uratowania niektórych banków w niektórych państwach potrzeba na tyle dużo pieniędzy podatników, że niektórym państwom może ich zabraknąć…
Najbardziej takim wydarzeniem zagrożone są banki w małych krajach z dużymi systemami bankowymi w stosunku do PKB, które posiadają własną walutę, oraz dużo zobowiązań w zagranicznej walucie.
Dlaczego tak? W każdym kraju w ten lub inny sposób państwo gwarantuje wypłacalność banków. Ale jeśli banki staną się zbyt duże w stosunku do rozmiaru gospodarki to taka gwarancja przestaje być wiarygodna. A to już prawie samosprawdzająca się przepowiednia – o mój Boże, państwo nie jest w stanie uratować banków w tym państwie, muszę zabrać swoją kasę, i bach nie ma banków. Zazwyczaj w takich sytuacjach państwo drukuje gotówkę, by zagwarantować wypłacalność banków. Ma to taki efekt, że przerażeni depozytariusze, oraz pożyczkodawcy, którzy pożyczyli bankom kasę dostają swoją kasę z powrotem, a podatnicy-obywatele, mają mniej wartosciową walutę, wyższe zadłużenie zagraniczne (bo spadła wartość waluty krajowej) , wyższe zadłużenie krajowe, oraz wyższą inflację. Niestety w czasie kryzysu waluty małych krajów często nikt nie chce trzymać – a drukować dolarów lub Euro nikt im nie pozwoli. Mogą sobie drukować własną walutę na kilogramy i tony a nie uda im się nią spłacić zobowiązań swoich banków.
Był już taki jeden mały kraj, który miał olbrzymi sektor bankowy, oraz własną walutę. Nazywał się Islandia. Bilanse jego banków równe były 900% PKB Islandii. Wiemy jak się to skończyło. W Islandii nie ma banków. To znaczy państwo je przejęło, ale nie jest w stanie spłacić ich nieuregulowanych wierzytelność. Islandia jest bankrutem.
W Europie inne małe kraje z własną walutę oraz dużymi systemami bankowymi to Szwecja, Szwajcaria, i Dania – bilanse systemów bankowych tych krajów do PKB to w Szwecji ponad 900%, w Szwajcarii ponad 900% , oraz w Dani ponad 300%. Rząd szwajcarski może twierdzić, że jak przyjdzie co do czego to będzie ratował swoje banki. Tak będzie twierdzić i co najwyżej tylko tyle. Bo bilans dwóch największych banków jako procent szwajcarskiego PKB to 480% dla UBS, oraz 280% dla Credit Suisse.
Mamy jeszcze w Europie małe kraje z dużymi systemami bankowymi, ktore są w strefie Euro. Ich sytuacja jest o tyle lepsza, że w teorii pozostałe kraje strefy Euro nie pozostawią ich samych sobie tak jak to zrobiono z Islandią w najlepiej pojętym własnym interesie. Są to Luxemburg gdzie system bankowy jako procent PKB wynosi 3.400%, Irlandia (950%), Malta (760%), oraz Cypr (620%). Oczywiście tyle głosi teoria. Bo w praktyce nie ma w Unii Europejskiej mechanizmu transferu na przykład pieniędzy niemieckich podatników do duńskich lub greckich banków. Gdy upadał belgijsko-luksemburski Fortis (250% PKB Beneluksu) robiło się mocno nieciekawie. Na szczęście relatywnie małe straty w tym banku, oraz bardzo szybka i sprawna akcja ratunkowa dla Fortis w wykonaniu obydwu państw uratowała nas przed roszerzeniem się paniki. Aż strach pomyśleć co by było, gydyby w Beneluksie nie mieli długiej tradycji współpracy.
Są jeszcze dwa kraje, którym należy się przyglądać pod kątem możliwości kłopotów finasowych: Grecja i Wielka Brytania. Grecja ma co prawda mały system bankowy, bo jego pasywa to mniej więcej tylko180% PKB. Ale Grecja ma raczej średnie zaufanie rynków finansowych. A jej dług publiczny do PKB wynosi ponad 95% i co gorsza dług publiczny wartości około 20% PKB musi być zrolowany (stare kredyty spłacone a w ich miejsce pozyskanbe nowe) w tym roku. Jeżeli greckie banki zaczeły by się wywracać to ich rządowi zabraknie kasy na ich ratunek.
W podobnej sytuacji jest Wielka Brytania. Jest to duży kraj, z bardzo dużym systemem bankowym i własną walutą. Oraz z bardzo dużym zadłużeniem. Łączna zadłużenie rządu, banków, firm, oraz osób fizycznych wobec zagranicy stanowi około 400% PKB. Nie zrozum mnie źle Wielka Brytania cieszy się zaufaniem międzynarodowych rynków finansowych i dlatego może tak dużo pożyczać. Ale w tym roku musi zrolować zadłużenie rządu, banków, firm oraz osób fizycznych wobec zarganicy warte 300% PKB! Inwestorzy muszą gdzieś swoją kasę lokować, a Wielka Brytania na prawdę się cieszy wysokim zaufaniem. Jednak tak duże krótkoterminowe zadłużenie wobec zagranicy w roku, w którym tak dużo będzie się dziać na rynkach finansowych to bardzo ryzykowna sytuacja.
Najbliższ tygodnie i miesiące pokażą, czy ktróyś z tych negatywnych scenariuszy zarysowanych powyżej się sprawdzi, ale jeśli masz podjąć jakieś duże decyzje finansowe to weź tę możliwość pod uwagę.
p.s
. nie piszę nic o USA, bo oni jako jedyni mają przywilej drukowania waluty, która na razie cały świat jest gotów trzymać, więc rząd USA póki co zawsze będzie miał dolary by pokryć straty własnych banków. Jednak jeśli podatnik amerykański dosypie pod rządami Obamy kasy do amerykańskich banków to banki innych krajów zachodnich będą wyglądać relatywnie słabiej, a tam już podatnik amerykański nie będzie sypał kasy…






