Jesteśmy w średniodobrej sytuacji. To znaczy gospodarka jeszcze się rozwija, gdy gospodarki większości krajów rozwiniętych się zwijają. Banki mamy póki co stabilne, gdy banki w krajach rozwiniętych w wielu przypadkach mają ujemne kapitały. Ale przez wysoki deficyt budżetowy i deficyt w handlu zagranicznym jest małe pole do manewru. Jesteśmy uzależnieni od pożyczek z zagranicy.
Jednak od czasu do czasu odzywają się różne psuje typu Grzegorz EkoSękocin Kołodko i namawiają nas na zwiększenie wydatków budżetu, by ratować Polskę. Przełożenie ich ściemy na polski oznacza wołanie o poprawienie sytuacji wybranych producentów i konsumentów kosztem podatników. Zazwyczaj kasę dostają wpływowe politycznie grupy typu górnicy, zbrojeniówka, rolnicy, itp. Natomiast długi płacą politycznie bezradni, ale za to pracujący i karnie płacący podatki.
W obecnym czasie nawoływanie do zwiększenia wydatków jest nie tylko niesprawiedliwe, ale również ryzykowne. Rynki finansowe są kapryśnie i uważnie przyglądają się zanim komuś pożyczą kasę. Powszechnym jest oczekiwanie, że któryś ze słabszych krajów Unii Europejskiej nie sfinansuje swoich potrzeb pożyczkowych i będzie musiał prosić o pomoc z zewnątrz. Standard & Poor’s 14 stycznia obniżyła rating Grecji, a 19 stycznia obniżyła rating Hiszpani. Ratingi Irlandii i Portugali mają wystawioną negatywną prognozę. Inwestorzy tylko czekają, gdy jakiś kraj będzie błagał o pożyczenie po coraz wyższym koszcie, a jego waluta będzie spadać i spadać. Najlepiej negocjuje się ze słabym. Nie chcemy się tam znaleźć.
Ale rynek finansowy już testuje naszą sytuację. Ostatnie sześć miesięcy dla złotówki były słabe. Jej wartość obniżyła się o 40%. Słabsze były dolar Zimbabwe (ten kraj rządzony przez Mugabe, gdzie po chleb wybiera się z reklamówką gotówki), oraz ukraińska hrywna (której grozi szybka upadłość). Mocniejsze od złotówki w tym czasie były korona islandzka(!) oraz forint węgierski.
Dyrektorzy finansowi firmy, którzy wygenerowali straty na opcjach walutowych, by organiczyć te straty strają się rozwiązać umowy opcyjne. Do tego celu potrzebują kupić walutę. Potrzebują? No to zobaczymy jak bardzo potrzebują, zaoferujemy im walutę trochę drożej, zobaczymy jak bardzo się spocą i czy wezmą naszą ofertę. Biorą. To przyciśnijmy ich jeszcze trochę. I złotówka spada, powiększając straty na opcjach walutowych. A ci z opcjami pocą się jeszcze bardziej.
Wszyscy oczekują, że nasz eksport siądzie, a deficyt handlowy się zwiększy. Waluty krajów (póki co oprócz USA) z dużym deficytem handlowym spadają. A waluty tych z nadwyżką handlową (Japonia, Szwajcaria, Norwegia) rosną. Znajomi ekonomiści polscy twierdzą, że duża część naszego importu to import inwestycyjny, który szybko spadnie. Ale zanim się to stanie zobaczymy jak bardzo polski minister finansów się spoci, gdy zabraknie popytu na obligacje jego rządu, bo inwestorzy będą woleli pożyczać USA i innym pewniejszym gospodarkom.
Na szczęście jeśli nie zrobimy czegoś niemądrego, typu posłuchamy Kołodki, lub damy masowe dotacje bankom to jesteśmy w średniodobrej sytuacji. Za kilkanaście tygodni, gdy ci co mają przez opcje zbankrutować zbankrutują, minister finansów zmuszony będzie płacić wyższy procent od pożyczonych pieniędzy, a Rada Polityki pieniężnej wyczerpie swoją chęć dalszego obniżania stóp procentowych złotówka się odbije, i będziemy sobie radzić z osłabieniem gospodarczym ze średniodobrej pozycji. A w obecnych czasach i biorąc pod uwagą jak w przeszłości kryzysy wpływały na Polskę jest to całkiem dobry wynik.







To ten sam Kołodko co jako minister finansów głosił teorię, że najlepszym sposobem zwalczania inflacji jest obniżanie stóp procentowych. Ciągle chyba wykłada na Uniwersytecie Warszawskim. Ja tego nie rozumiem…
Takich profesorskich psujów co to uzasadniali dlaczego w czasie szybkiego rozwoju trzeba mieć deficyt zamiast nadwyzki budzetowej by sie kilku znalazlo (Belka, Rosati, Haunser).
Dlaczego wyplywaja? Sredni ekonomisci ale ponad przecietne osobowosci. Kolodke znam z czasow kiedy jeszcze w liceum chodzilem na seminaria do Insytut Finansow. Dzis moge powiedziec ekonomista z niego kiepski, ale organizator, oraz autopromotor bardzo dobry. Z glupstw ekonomicznych, ktore glosi moge sie smiac, ale osobe podziwiam.