Co się dzieje na rynkach finansowych? – 9

Długo już nie straszyłem opisem gospodarki. Pora, by znowu się nią zająć.

 

13.       Co się prawdopodobnie będzie działo przez najbliższe dwa kwartały?

Zachodni politycy postymulowali gospodarkę dosypując pieniędzy. Powróciła płynność na międzynarodowym oraz polskim rynku międzybankowym. Fajnie jest, najgorsze za nami.

Nic bardziej  błędnego. Rynki finansowe reagują szybciej i głębiej niż gospodarka realna, bo w instytucjach finansowych można szybciej podjąć i wykonać decyzję o przelaniu lub ściągnięciu kasy, niż w firmie o postawieniu lub zamknięciu nowej lini produkcyjnej lub nowego działu.

Rozwijanie zachodnich gospodarek coraz większą ilością zadłużenia już dalej nie jest możliwe. Rynki finansowe odzwierciedliły tę prawdę pomiędzy sierpniem 2007 a listopadem 2008. Zapaść na rynkach finansowych to nic innego jak koniec zwiększania zadłużenia gospodarek zachodnich i początek zmniejszania ich zadłużenia. Nawet jeśli USA i pare innych krajów chwilowo zwiększy dług, by rozkręcić gospodarki to się dla nich źle skończyć – dosypywać pieniądze na rozkręcenie gospodarki według zaleceń Kenynsa mogą Ci, którzy nie stoją na krawędzi bankructwa.

Większości jednak takie długoterminowe rozważania nie psują humoru. Jest trochę spokoju i optymizmu, mącona tylko lekkim niepokojem o najbliższe dwa lata. Instytucje finansowe troche odsapneły, już nie boją się, że każda z nich jest bankrutem.  Powoli zaczynają rozpoznawać które spośród nich poniosły jak duże straty. To będzie ciekawe, na razie chwieje się Citibank.

Teraz kolej na gospodarkę realną.  Banki powoli zaczną oficjalnie ujawniać straty na swoich bilansach. Obniży to ich kapitał oraz ograniczy możliwości rozwijania akcji kredytowej.  Szybkie odbudowanie kapitału poprzez pozyskanie nowych udziałowców będzie trudne w obecnych warunkach – chyba, że bank będzie bankrutował i dokapitalizuje go państwo, czyli podatnicy jeszcze bardziej się przy okazji zadłużając. Zmniejszanie  bilansów banków jest pożytecznym zjawiskiem – banki stały się w gospodarkach zachodnich zbyt dużą częścią gospodarek, odzwierciedlając przesadne zadłużenie. Ale będzie to bolesne. Bo będzie oznaczać mniej kredytów dla gospodarki realnej.

A gospodarka realna zacznie się w widoczny sposób pogarszać. W najbliższych miesiącach dzień po dniu będą kapać głównie złe informacje. Więcej stymulacji już się nie da ogłosić (to znaczy da, ale byłoby to bardzo niemądre) – co najwyżej dostaniemy szczegóły o sposobach wdrożenia już ogłoszonych stymulacji. A firmy realne będą dzień po dniu informować, że sprzedają mniej, znowu zwalniają. Nas to też dotknie. Spadnie eksport, czyli sprzedaż polskich firm zagranicę. Pożyczanie będzie droższe. Polskie banki też pokażą straty (halo deweloperzy, oraz spekulanci walutowi).  Na razie banki maskują straty. Przedsiębiorcy, którzy stracili na opcjach walutowych dostają od banków kredyty na spłatę opcji. To znaczy przedsiębiorcy żadnej kasy nie widzą, ale bank zamiast mieć na bilasnie wątpliwe aktywo w postaci opcji walutowej, której przedsiębiorca nie może spłacić ma kredyt, który przedsiębiorca może się starać spłacić, lub udawać że spłaca. Tak czy siak pasuje to zarówno przedsiębiorcy, jak i bankowi, który nie musi za szybko ujawniać wszystkich strat.

Pod napływem złych wiadomości giełdy mogą jeszcze trochę spać, bo więcej stymulacji nie da się ogłosić, a dzień po dniu kapać z gospodarki będą niedobre informacje z gospodarki. Ale jeżeli nie będzie depresji (moja prywatna definicja depresji: spadek PKB w 2 lata o więcej niż 15%), jesteśmy blisko dna wycen płynnych aktyw typu akcje notowanych spółek, oraz w ciągu 18-36 miesięcy powinniśmy ujrzeć dno mniej płynnych aktyw typu spółki nienotowane, oraz nieruchomości.

No chyba, że w USA pojawi się depresja…. ale o tym w następnym wpisie.

0 comments… add one

Leave a Comment