Ciąć administrację
Dwóm z moich znajomych ukradziono ostatnio tablice rejestracyjne. Jeden z nich mieszka w San Francisco, drugi w Warszawie. By otrzymać nowe tablice rejestracyjne znajomy z San Franciso spędził 10 minut z policjantami, którzy do niego przyjechali, oraz 17 minut w Department of Motor Vehicles. Natomiast znajomy z Warszawy najpierw musiał pofatygować się na komisariat, gdzie spędził ponad dwie godziny, a następnie zmarnował ponad półtorej godziny z gburowatymi pracownicami wydziału komunikacji. Uzyskanie nowych tablic rejestracyjnych zajęło w Stanach 27 minut. A w Polsce zważywszy na konieczność dojazdu na komisariat ponad dziesięć razy dłużej!
Piszę wam o tym dlatego, że w Gazecie Wyborczej opublikowano artykuł*, którego autorem jest Krzysztof Janik. Ten były minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Millera ma czelność twierdzić, że obywatele niesłusznie widzą w rozrośniętej biurokracji swojego ciemiężyciela. W jego opinii, my Polacy ślepo kierujemy się „obowiązującym od pokoleń stereotypem wrogiej, omnipotentnej i rozrzutnej administracji”. Owo wrogie nastawienie „wielu obywateli” uniemożliwia politykom naprawę administracji, bo muszą uginać się przed wolą wyborców i „nieustannie nękać (administrację), pozbawiając (ją) rzeczywistych i domniemanych przywilejów”.
W mniemaniu Janika naprawa administracji polega nie na cięciach, lecz na gruntownej reformie. Przy tym Janik nie precyzuje, na czym polegają te cięcia oraz gruntowne reformy. Z lekkością byłych aparatczyków PZPR rzuca sporo sympatycznie brzmiących ogólników, które mogą spodobać się zarówno biurokracji (potrzebują wyższych pensji, więcej komputerów i komórek), jak i liberałom (prywatyzacja części zadań administracji).
Niestety, gdy wyjdziemy poza sympatyczne Janikowe ogólniki to okaże się, że corocznie mamy więcej urzędników i wyższe koszty ich utrzymania. Od roku 1990 do roku 2005, ilość zatrudnionych urzędników definiowana jako administracja państwowa i samorządowa wzrosła z 161 tysięcy do 366 tysięcy, a ilość zatrudnionych urzędników definiowana jako administracja publiczna i obrona narodowa oraz obowiązkowe ubezpieczenia społeczne i zdrowotne wzrosła z 260 tysięcy do 557 tysięcy.
Polacy, którzy chcą być obywatelami, a w administracji widzieć sektor usługowy pracujący na nasze potrzeby czują się coraz bardziej ciemiężeni przez rosnącą biurokrację. Ta rosnąca biurokracja kradnie nam czas i pieniądze, a swoje obowiązki wykonuje opieszale i gburowato. Dlatego wbrew temu co twierdzi były poseł i były minister Janik należy najpierw radykalnie ograniczyć zadania administracji, następnie radykalnie zmniejszyć ilość urzędów oraz urzędników, a dopiero potem skoncentrować się na zwiększeniu skuteczności i efektywności obsługi obywateli przez pozostałe po cięciach urzędy.
* „Gazeta Wyborcza, Piątek 22 grudnia 2006, „Państwo nie może być tanie”






