Chamie spadaj z salonów

W Samoobronie molestują!  Jak fajnie, że wielkomiejskie elity mogą w poczuciu wyższości moralnej mieszać z błotem arrywistów z Samoobrony.  Miejsce chama jest przecież w błocie, a nie na salonach.  Z odbiorników i gazet sypią się słowa o zażenowaniu, wstręcie i oburzeniu wypowiadane tonem emocjonalnym i kategorycznym przez rozemocjowanych redaktorów i profesorów. Jedna niemądra redaktorka z TOK FM stwierdziła nawet, że poczuła się osobiście zbrukana, choć jak zastrzegła nie miała bliższych relacji z Łyżwińskim.  

Szkoda tylko, że nie dostrzegamy prawdziwych przypadków molestowania, które dzieją się na codzień.  Gdy jakieś dwa lata temu pracownicę Frito Lay kilku przełożonych regularnie przez kilka miesięcy zmuszało do uprawiania seksu pod groźbą wyrzucenia z pracy to wielkomiejskie redaktorstwo i profesorstwo jakoś nie potrafiło się gremialnie oburzyć. Pojawiło się kilka skromniutkich notatek w prasie. Czy dlatego, że plebs wykorzystywał plebs i nie można było z tej okazji przywalić konkurentom do miejsca na drabinie społecznej?

Za to ostatnimi dniami, nasze pożal się Boże elity oburzają się na cały regulator i kilka szpalt. Wszystko w przypadku Pani, która robiła karierą przez łożko, bo przecież sama powiedziała, że nie chciała być sprzątaczką w szkole i dlatego przyjęła pracę w zamian za seks.  Przy tym kochane redaktorstwo i profesorstwo zapomniało, że kodek karny w artykule 199 wyraźnie definiuje molestowanie następującymi słowy „kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. O położeniu krytycznym Pani, która pracę sprzątaczki uznała poniżej swojej godności i wolała oddać swe ciało trudno mówić.  Tak samo jak nie można mówić o wykorzystaniu zależności służbowej, która nie istniała w momencie złożenia seksoferty.

Od strony prawnej sprawa jest tak cieńka, że prokuratura by prowadzić śledztwo zastosowała dziwaczną kwalifikację ponoć popełnionego przestępstwa jako łapówkarstwo. Rozumiecie, Lepper z Łyżwińskimi dawali łapówki w zamian za seks.  Blady strach padł na Don Juana, Casanowe oraz innych podrywaczy.  Teraz boją się zaprosić kochankę na kolację lub dać jej prezent, bo a nuż prokuratura uzna to za wręczenie korzyści majątkowej w zamian za seks.

0 comments… add one

Leave a Comment