Płacz nad demokracją liberalną, której w Polsce nigdy nie było.

Nie ma w Polsce demokracji liberalnej, jest co najwyżej demokracja elitarna. Demokracja liberalna to współistnienie trzech urządzeń politycznych:

(i) demokracji wyborczej, tj. zmiana władzy w wyborach i głos dla każdego obywatela,

(ii) ochrony majątku przed wywłaszczeniem,

(iii) daleko posuniętej ochrona grup z poza elity, zazwyczaj w formie ochrony praw mniejszości.

Tak rozumiana demokracja jest zjawiskiem angloamerykańskim. U Anglików najpierw w XVII, a może już nawet w XVI wieku pojawił się liberalizm, ideologia wolności i poszanowania praw mniejszości. A dopiero potem w drugiej połowie XIX wieku pojawiła się demokracja wyborcza.

Liberalizm jest mieszanką, która powstała w wyniku protestanckich wojen religijnych, gdzie każdy potencjalnie jest mniejszością oraz dążenia angielskiego ziemiaństwa do ochrony majątku przed konfiskatą przez koronę. Demokracja wyborcza pojawiła się dwa lub trzy wieki później pod wpływem rosnącej w liczbę i siłę klasy robotniczej, gdy zniesiono cenzusy majątkowe w wyborach. Na kontynencie europejskim ten rodzaj demokracji upowszechnił się dopiero po II wojnie światowej.

Natomiast w społeczeństwach postkolonialnych, takich jak Polska, demokracja wyborcza pojawiła się przed liberalizmem. A liberalizm nigdy się tu nie zadomowił jako ideologia określonej grupy społecznej, zawsze był ciekawostką akademicką i hobby nielicznych pasjonatów. W społeczeństwach postkolonialnych podziały polityczne w mniejszym stopniu są kreowane przez interes materialny, a w większym przez tożsamości jak na przykład tożsamość rasowa czy grupowa. Ochrona mniejszości jest w społeczeństwach poskolonialnych szczątkowa, bo elita mając władzę sama chroni swoje prawa oraz zapewnia sobie dostęp do usług zapewnianych przez państwo.

Polskość jest w swoim założeniu antydemokratyczna. Tym, czym dla Amerykanina jest amerykańskość, aspiracyjnym wzorem osobowym oraz software mentalnym regulującym zachowania grupowe, tym dla Polaka jest inteligenckość. Bowiem Polskość jest ściemą sprzedaną przez inteligentów chłopom, by swych byłych poddanych przywiązać do siebie i poddać sobie mechanizmem bardziej subtelnym niż naga władza pana nad chamem.

Nasza demokracja zarówno w wersji II RP jak i III RP była u swych początków demokracją wyborczą, dawała powszechne praw głosu i chroniła majątek. Ale w nikłym stopniu zapewniała ochronę ludzi z poza elit, wykluczonych i mniejszości. Nie chodzi o obecnie modne rozumienie mniejszości zaimportowane z zachodu w postaci mniejszości rasowych, seksualnych, itp. Bowiem u nas wykluczona była nie mniejszość, a większość, chłopi i ich potomkowie. Dostawy obowiązkowe płodów rolnych, ten ostatni przeżytek feudalizmu w Polsce zniósł dopiero Gierek w latach 70ych ubiegłego wieku! Do dziś dzień lewicujące autorytety jak prof. Łętowska słusznie twierdzą, że w naszym systemie prawnym konstytucyjne prawa dostępne są wyłącznie silnym, którzy mają koneksje, środki i wiedzę potrzebne by bronić swych praw.

Płacz Gazety Wyborczej, Komitetu Obrony Demokracji, Nowoczesnej, itp. nad wykańczaniem demokracji liberalnej w Polsce jest płaczem nad uśmiercaniem bytu, którego u nas nigdy nie było. A spirala histerii o tym, że żenada, wstyd (za granicą!), dyktatura, itp. jest jedynie narzędziem utrzymania hegemonii symbolicznej inteligencji urzędniczej.

Niestety ich żale są przedwczesne. Spora część kaczystów jest przerażona zarzutem naruszenia inteligenckich norm zachowania. Oni tylko chcieli rozepchnąć się na wyżynach drabiny społecznej niesłuszne w ich mniemaniu okupowanych przez łże inteligentów. Polsce nie grozi jakże, konieczna redystrybucja prestiżu, co najwyżej redystrybucja kasy, która będzie możliwa do dnia niewypłacalności Polski. Demokracja liberalna nam nie grozi.

Bo w Polsce gdzie narodem jeszcze nie tak dawno była wyłącznie szlachta, a cała reszta albo bydłem pociągowym, albo obcym importem, bo w Polsce gdzie szlachtę w roli warstwy dominującej zastąpiła inteligencja, nieco bardziej demokratyczna elita, gdyż nie trzeba było się w niej urodzić, a można było się do nie zapisać nabierając wykształcenia i ogłady towarzyskiej, cały czas nie uznajemy się za równych obywateli. I mimo gołosłownych deklaracji w prawie ciągle nimi nie jesteśmy.

Ale oprócz prawa ważny jest też dominujący kod kulturowy. U nas prosperujący stolarz jest zaledwie rzemieślnikiem. W społeczeństwach gdzie zadomowiła się demokracja liberalna ważniejsze jest, czy ów przykładowy stolarz ma na własność dom, w jakiej dzielnicy jest ten dom i jakim jeździ samochodem, a nie, czy żyje z pracy swych rąk.

Jest mała szansa, że populizm w wydaniu PiS przybliży nas do demokracji liberalnej. Raczej ich populizmu da wynik taki jak populizmy w byłych koloniach afrykańskich. Co prawda to prawica miała u nas tendencję do zmniejszania przywilejów (np. zawody prawnicze!) i zwiększania konkurencji (np. deregulacja Gowina), ale jest to raczej produkt uboczny ich populizmu.

Populizmu, który z drugiej strony spotyka typowy post-kolonialny elityzm. Za II RP próby przejęcia władzy przez plebs reprezentowany przez PSL i endecję ukrócił pucz Piłsudzkiego. Pucz przeprowadzony w interesie warstwy inteligenckiej, urzędników i wosjkowych. Dziś KOD, Nowoczesna i PO straszą nas majdanem, w obronie demokracji ma się rozumieć. A powinni raczej boleć nad tym, że nie wpisali, gdy mogli w nasze urządzenia polityczne niezbędnej dla demokracji liberalnej ochrony mniejszości. Bo skoki na najwyższe Trybunały to w demokracji normalka, miały na przykład miejsce w USA zarówno wiek temu jak i trzy wieki temu — ale nie przyniosły długotrwałych zniszczeń bo tam w porządek konstytucyjny wpisana jest również podwyższona ochrona mnijeszości, czego u nas brakło.

0 comments… add one

Leave a Comment