Zamordyzm rzekomych liberałów

Prof. Hartman swoimi wypowiedziami o kazirodztwie łamie tabu. Ma do tego prawo. Ludzie, którym nie podoba się łamanie tabu – a łamanie tabu z definicji większości społeczności się nie podoba – mają prawo krytykować Hartmana. Wydawałoby się prosta zasada, która pozwoli Polakom o różnych wartościach żyć obok siebie. Krytykuj i pozwól krytykować.

Niestety nie. Hartman, i jego obrońcy dowodzą braku zrozumienia wolności słowa. Hartman grożący sądem za krytykę swoich wypowiedzi wykazuje brak elementarnej odporności, w którą powinien uzbroić się każdy, kto narusza tabu. Natomiast jego rzekomo liberalni zwolennicy, którzy kibicują deklaracji o pozwach sądowych oraz twierdzą, że miał prawo tak kontrowersyjnie mówić bo jest profesorem filozofii to swoista polska odmiana liberałów z gatunku „my siedzimy w kawiarniach i nam wolno więcej”. Sorry w demokracji zarówno pastuch jak i profesor mają tę samą wolność wypowiedzi.

Ale po kolei. Czy wolno naruszać tabu? Jeśli jesteśmy cywilizowanym społeczeństwem, które chce się rozwijać krytycznie analizując własne postawy to zdecydowanie wolno. Nie ma świętych krów! Wolno naruszać tabu. Wolno też krytykować naruszających tabu. Bo nie ma świętych krów!

Jedyną granicą dla wolności słowa jest podanie ewidentnej nieprawdy w celu skrzywdzenia osoby prywatnej lub po prostu nawoływanie wprost do wyrządzenia krzywdy fizycznej. Wszystkie inne wypowiedzi, a zwłaszcza te niesmaczne i przesadne muszą być chronione. Niesmaczne i przesadne wypowiedzi są jak kanarek w kopalni – dopóki paskudne wypowiedzi i poglądy są dopuszczalne rozsądni i kulturalni nie boją się o swoją wolność wypowiedzi.

Ale Hartman i jego zwolennicy domagają się statusu świętej krowy chronionej przez sądy. Hartmana nawołuje do debaty o dopuszczalności kazirodztwa pomiędzy osobami pełnoletnimi. A gdy tygodnik Wprost streszcza to stanowisko okładką na której pisze „Prof. Hartman: kazirodztwo jest OK” to Hartman reaguje groźbami pozwu wobec tygodnika Wprost i innych ludzi(!) oraz prosi swoich znajomych z Facebooka, by groźbę tę rozpowszechniali:

Nawet profesor filozofii z UJ powinien być w stanie zrozumieć, że podnoszenie pytań stawia temat pytania jako dopuszczalny do dyskusji. Chyba jednak nie. Bo Hartman w oświadczeniu potrafi równocześnie powiedzieć, że nie propaguje kazirodztwa oraz “kwestia penalizacji kazirodztwa jest kontrowersyjna i niejednoznaczna, a więc wymagająca dyskusji”.

Każda kultura ma swoje tabu – słabsze i mocniejsze. Jeszcze nie wypowiedzi karalne, ale takie o których się nie dyskutuje, chyba że chce się narazić na mocną krytykę. Prof. Hartman stał się polityczną celebrytą łamiąc swoimi wypowiedziami wiele słabszych tabu. A teraz gdy ciemnota z UJ grozi mu sankcjami, a rzekomo postępowy Palikot wywalił go z partii straszy pozwami za krytykę swoich wypowiedzi. Boi się podyskutować z kolegami profesorami z UJ o wolności słowa? Nie przeszkadzało mu, że należał do partii, której statut pozwala zarządowi ot tak wyrzucić jej członka? W sumie rozumiem, zamiast postawić się kolegom profesorom i powiedzieć kilka słów prawdy o Palikocie rozmywa odpowiedzialność za swoje słowa (wcale nie promowałem kazirodztwa tylko proponowałem dyskusję o dopuszczalności kazirodztwa) i stara się z tygodnika Wprost zrobić kozła ofiarnego wywołanej przez siebie awantury.

Ale nie rozumiem jak wśród obrońców Hartmana znalazło się tak wiele osób podających za liberałów. Na przykład Leszek Jażdewski redaktor naczelny „Liberte”, który rozpowszechnił groźbę Hartmana wraz z dopiskiem wyrażającym nadzieję, że tygodnik Wprost obciążony zostanie ogromną grzywną:

Drogi Leszku niszczenie wolnej prasy skandalicznie wysokimi grzywnami nie ma nic wspólnego z liberalizmem. Pomyśl nad tym. A jak się nie zreflektujesz to przemianuj swój tygodnik na „AntyLiberte” lub „Liberte Bolszewickie”. Co zaś odpowiedzieć Hartmanowi na jego groźby procesów sądowych? Otóż ja publicznie przypisuję profesorowi Hartmanowi propagowanie kazirodztwa…

0 comments… add one

Leave a Comment