Podsumowanie
Kryzys to dopiero będzie. To co widzieliśmy ostatnio to zaledwie kryzysik. USA oraz spora część świata zachodniego jest coraz bardziej zadłużona. Zadłużenie to trzeba będzie zmniejszyć obniżając standard życia by wygenerować pieniądze na spłatę, odmawiając spłaty zadłużenia, lub korzystając z obydwu tych narzędzi.
Polska choć w innej skali ma podobny problem. Od lat 70-ych Polska tak jak USA konsumuje więcej niż wytwarza. Przy okazji kryzysiku udało się nam wywinąć od konsekwencji nadkponsumpcji. Ale za następnym razem będzie trudniej powtórzyć ten numer, zwłaszcza nam. Bo Amerykanie mają tę przewagę, że rozliczają się ze światem w swojej walucie, a w wypadku kryzysu (póki co) kapitał do nich napływa zamiast wypływać. My nie możemy liczyć na takie cuda. Więc wyciągnijmy lekcje z kryzysiku zanim, przyjdzie kryzys.
Jednakże by obniżone inwestycje i konsumpcja nie spowodowały poważnej recesji lub nawet depresji władze USA oraz innych państw rozwiniętych spadek załużenia prywatnego skontrowały znacznym wzrostem już i tak wysokiego zadłużenia publicznego. Ten dług albo trzeba będzie spłacić (podnieść podatk i obciąć wydatki), albo trzeba będzie odmówić jego spłaty (obciać realizację obiecanych świadczeń, zmniejszyść inflacją, lub w ostateczności nie spłacić).
Na razie w USA prawica odmawia zgody na podwyższenie podatków, a lewica odmawia zgody na opanowanie rosnących wydatków socjalnych. Zarówno lewica jak i prawica ma nadzieję, że dług stanie się za duży (co kolwiek to znaczy) gdy rządzić będzie druga strona. Wtedy każda ze stron dysponując wetem zmusi swych politycznych oponentów do przyjęcia swych postulatów. Ten numer już raz się udał. Republikanie za Regana tak zwiększyli wydatki, że Bill Clinton choć był lewicowy prezydentem musiał obcinać wydatki socjalne. To jest dość niebezpieczne, bo mogą się tak wzajemnie szantażować, aż nie będzie ich stać na spłatę zadłużenia. A tym którzy mówią, że USA zawsze spłaca swe zadłużenie przypominam nie tylko wysoką inflację w USA przełomu lat 70-ych i 80-ych, ale również to, że w 1933 Ameryka odmówiła spłaty swoich obligacji w złocie, choć emitując je obiecała taką możliwość. Ale gdy przyszło do spłaty to spłacała je tylko w papierowych dolarach, których wartość znacznie spadła. Nawet wyrok ichniejszego sądu najwyzszego z 1935 pozwalający odmówić spłaty długu w złocie potwierdza, że de facto rząd amerykański dokonał zawłaszczenia prywatnego majątku.
Na razie dzień rozliczenia strat z udzielenia nadmiernej ilości kredytów odsunięto w czasie bezprecedensową interewncją w gospodarkę polegającą na tworzeniu nie widzianych do tej pory ilości pieniądza. Ale rozliczenie nadejdzie wcześniej, czy później, bo nie usunięto przyczyn leżących u jego podstaw: nadmiernego zadłużenia, oraz strat wynikających z niespłacenia tego nadmiernego zadłużenia.
Jaki wniosek dla nas?
Po pierwsze, kryzys to dopiero będzie, bo dolegliwości spowodowane pęknięciem jednek banki uśmierzono pompując następną jeszcze większą. Ta obecna bańka też pęknie. Co prawda czeka nasz teraz okres ponadprzeciętnego wzrostu. Po kryzysach zarówno gospodarki jak i giełdy rosną zazwyczaj szybciej niż przeciętnie. Zdziwieni zwłaszcza będą ekonomiści, którzy mają tendencję do niedoszacowania odbicia się gospodarki po kryzysie, a wraz z nimi wszyscy, którzy zbyt uważnie ich słuchają.
Po drugie, jednak porecesyjny wzrost wobec konieczności odbudowania kapitałów przez banki, konieczności zmniejszaniu zadłużenia przez konsumentów i firmy świata rozwiniętego przy rosnącym zadłużeniu publicznym będzie mógł w każdej chwili się odwrócić.
Po trzecie, mieliśmy cholerne szczęście. To, że za walutę mieliśmy złotego, a jego wartość spadła o jakąś 1/3 pozwoliło naszym firmom zwiększyć eksport nawet w obliczu kryzysu,. To że jesteśmy w UE więc pieniądze pompowane w gospodarki przez zachodnie rządy przelewały się do naszej gospodarki, to że minister finansów a potem prezez NBP Leszek Balcerowicz ustanowił zamordystyczny sposób regulowania polskich banków wszystko wyszło nam na zdrowie.
Ale jak długo możemy igrać ze szczęściem konsumując więcej niż zarabiamy…? Jako państwo powinniśmy natychmiast ograniczyć nasze zadłużenie. To oczywiście się nie stanie, bo podobnie jak w USA prawica nie pozwoli podwyższyć podatków, a lewica nie pozwoli ograniczyć wydatków na socjal. Więc jedyne co pozostało to samemu ograniczyć swą konsumpcję i budować rezerwy na kryzys.
Inne wpisy w cyklu "Lekcje z Krysysiku":
Cisza przed burzą… – W naszej gospodarce jest trochę skromniej niż w latach uprzednich, ale obyło się bez wielkiego załamania. Jeśli uda się sztuczne pompowanie konsumpcji na zachodzie to mamy z 2-4 lata ciszy na uporządkowanie naszej gospodarki, oraz prywatnych finansów.
Obciąć wydatki, podnieść podatki i spłacać zadłużenie –
Po pierwsze prewencja – 4 czerwca 2009 – Skutki recesji należy łagodzić zanim się ona zacznie. Przede wszystkim gromadząc oszczędności publiczne, które można w recesji wydać, by zastąpić spadek wydatków prywatnych.
Trzymał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma –
Po opanowaniu kryzysiku będzie delewarowanie –
Polska zeszła ze ścieżki szybkiego rozwoju gospodarczego –
Skończył się łatwy dostęp do zagranicznych pieniędzy –







Polecam rewelacyjną książkę Jesusa Huerty de Soto – Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne. Wydana w tym roku nakładem Instytutu Misesa. Wiem, że Pan nie za bardzo z dogmatycznymi misesowcami, ale akurat de Soto wspaniale na kilkuset stronach udowodnia w jaki sposób obecny system bankowy zakłóca procesy gospodarcze. Powiem, że już dawno żadna książka mną tak nie wstrząsnęła. Ostatni raz podobne wypieki miałem na twarzy, jak w liceum czytałem Wolny Wybór Friedmana.
A wniosek z de Soto nasuwa mi się taki – jeszcze nigdy system bankowy nie wytrzymał na rezerwie cząstkowej dłużej niż 150 lat. Po czym następował przeogromny kryzys powiązany z wypłukiwaniem oszczędności ludności i hiperinflacją. Coś jak lata 30 XX wieku w USA, gdy Rosevelt zabronił używania złota i je zarekwirował. Książka nie należy do najtańszych, ale warto! także ten kryzysik już powoli mija, ale z bankami na Zachodzie nie zrobiono nic, aby uzdrowić.
A jeżeli chodzi o nasz system to i Balcerowicz i obecnie Filar (on chyba najbardziej z RPP) dbają nieźle o naszą walutę. Szkoda tylko, że po tylu latach walki o silną i stabilną złotówkę Balcerowicz chciałby się jej pozbyć na euro. Wtedy mielibyśmy u nas to co trójka bałtycka, która jest w korytarzu ERM2, PKB od -5 do -10, inflacja ponad 10%. brrr.
Dziękuję za polecenie książki, zaraz poszukam możliwości jej zakupu w sieci — czytam własnie sporo o historii pieniądza.
A co Euro to mamy problem — bo mała otwarta gospodarka, musiała by prowadzić super rozsądną politykę i mieć olbrzymie rezerwy, by opłacało się mieć własną walutę.
A Euro siłą rzeczy będzie mechanizmem wypłukiwania oszczędności ze względu na ogromne zobowiązania emerytalne, których zachód Europy nie udźwignie. A ponadto dla nich ze względu na niższe tempo wzrostu optymalne bedą niższe stopy procentowe. A te będą dla nas za niskie, co doprowadzi u nas do regularnych przegrzań gospodarki i krachów spekulacyjnych baniek. Proszę zauważyć, że kryzys z zachodnich państw kryzys najbardziej dotknął Hiszpanię i Irlandię, dla których optymlane byłyby o wiele wyższe stopy procentowe niż te które zafundował im ECB.