Lekcje z kryzysiku – 5

Po pierwsze prewencja

Skutki recesji należy łagodzić zanim się ona zacznie. Przede wszystkim gromadząc oszczędności publiczne, które można w recesji wydać, by zastąpić spadek wydatków prywatnych. U nas w odpowiednim czasie tego nie zrobiono. A odpowiedzialni za to Kaczyńscy i lewica swym dzisiejszym czarnowidztwem tylko pogarszają sytuację.

Głośne i publiczne przypominanie o nadchodzącej recesji może ją przyspieszyć i pogłębić. Od optymizmu konsumentów i producentów zależy w pewnym stopniu szybkość nastania, głębokość i czas trwania spowolnienienia. Dlatego jest skandalem, że Ci którzy zawczasu w latach tłustych mogli nas przygotować na recesję, a nic wtedy nie zrobili teraz krzyczą "RECESJA!".

W 2006, gdy premierował nam Kaczyński spora część Europy Zachodniej miała nadwyżkę budżetową:


Wynik budżetu jako procent PKB

Źródło: Europe in figures, Eurostat yearbook 2008.

Polska w tym samym czasie miała deficyt budżetowy w wysokości -3,8% PKB. Skutek jest taki, że według Eurostatu nasze zadłużenie jako procent PKB na koniec 2006 wynosiło 47,6%. Natomiast w Czechach 30,1%, Słowacji 30,4%, i Rumunii 12,4%.  Dziś oni może mogą sobie pozwolić, by pożyczyć i postymulować gospodarkę. My natomiast nie możemy, bo nas nie stać. Nie mamy ani oszczędności, ani bezpiecznej możliwości znacznego zwiększenia zadłużenia. W obliczu spowolnienie powinniśmy ciąć wydatki i podwyzszać podatki.

Więc dobrze. Kaczyński ma rację mówiąc, że spowolnienie i recesja kryzysikowa dopiero przed nami. Ale ja potrafię jeszcze bardziej straszyć, bo znam więcej ekonomii niż on: prawdziwy kryzys w odróżnieniu od kryzysiku, który dotyka świat od 2007 jeszcze przed nami. Zasypywanie recesji pożyczonymi pieniędzmi to pompowanie kolejnej większej niż obecna bańki.

 

Inne wpisy w cyklu "Lekcje z Krysysiku":

Trzymał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma

Po opanowaniu kryzysiku będzie delewarowanie

Polska zeszła ze ścieżki szybkiego rozwoju gospodarczego

Skończył się łatwy dostęp do zagranicznych pieniędzy 

2 comments… add one
  • Marek Jun 5, 2009, 6:53 am

    W 2007 r. we wrześniu Gilowska zostawiła nadwyżkę w wysokości 200 mln złotych. Niedużo, ale coś. Do końca roku (3 miesiące) rząd PO napukał 16 miliardów deficytu (z czego 10 miliardów przypadło zaledwie na 1 miesiąc grudniowy). I to pomimo tego, że w większości tzw. wykoananie deficytu przypada na pierwsze miesiące roku, a nie na ostatnie. Na PiS nie głosowałem (na PO zresztą też nie – farbowanych liberałów nie lubię) to jednak trzymajmy się faktów, że ten PiS taki straszny dla gospodarki nie był. Pomijając to, co teraz wygaduje Kaczyński – czyli socjalizm i Keynes do kwadratu – ale to chyba takie uroki bycia w opozycji i brak odpowiedzialności za cokolwiek.

  • Pawel Dobrowolski Jun 5, 2009, 7:55 am

    Marek,
    Rzad PIS dla wyplacalnosci Polski byl fatalny. W czasie kilku procentowego wzrostu PKB budzet panstwa powinien miec nadwyzke, a nie defcit.
    Co gorsza zamiast isc w kierunku nadwyzki (a nie plynac na fali wzrostu) rzad PIS obnizyl skladki ZUS.
    Co do nadwyzki Gilowskiej to robienie jej poprzez nieprzekazywanie zabudzetowanych z Ministerstwa Finansow do instytucji, ktoe je maja wydac to zadna sztuka.
    Nie ma tez zadnej zasady, ze deficyt budzetowy jest robiony bardziej w 1-szym, czy 2-gim kwartale, niz w drugiej polowie roku. Jedyne co jest to fakt, ze w miesiacach zimowych przychody sa zazwyczaj mniejsze niz w miesiacach letnich (rolnictwo, budowlanka, transport, rozliczanie podatkow w 2-gim kwartale). Wiec czesto sie zdaza tak, ze PROCENTOWE wykonanie budzetu jest wysokie w 1-szym i 2-gim kwartale, maleje w 3-cim kwartale i ponownie rosnie w 4-ym kwartale.
    Pawel

Leave a Comment