PiS a rynek domów i mieszkań

Czasami warto pogrzebać, by ustalić co się kryje za powszechnie używanymi słowami. Ot choćby rynek mieszkaniowy. Nie ma takiego rynku i mówiąc to prawie mam rację.  W województwie mazowieckim mieszka około pięć milionów i sto tysięcy osób.  W tymże województwie co roku sprzedawanych jest około dziesięć tysięcy lokali mieszkaniowych!  Tak konkretnie to w 2004 sprzedano 10.236 lokali, a w 2005 roku sprzedano 9.222 lokale. Oznacza to, że rynek nieruchomości, którym tak się podniecamy ze względu na galopujące ceny, jest tak płytki, że w zasadzie nie istnieje. Nie jest to zjawisko tylko warszawsko-mazowieckie.  Według oficjalnych danych w Polsce mieszka około trzydziestu ośmiu milionów i dwustu tysięcy Polaków. A co roku w całej Polsce sprzedaje się tylko siedemdziesiąt do osiemdziesięciu tysięcy mieszkań. 

Dlaczego?  Spytajcie panów Borowskiego,  Buzka, Kaczyńskich, Kalinowskiego, Kwaśniewskiego, Marcinkiewicza, Mazowieckiego, Olejniczaka, Pawlaka, Tuska, Rokitę i ich kolegów gdzie byli, gdy uchwalano prawo budowlane, oraz prawo o zagospodarowaniu przestrzennym? Dlaczego nie przeszkadza im, że właściciel nie może na własnym gruncie wybudować i sprzedać domu bez kilkunastu w większości niepotrzebnych pozwoleń i decyzji urzędników?

Kaczystów nie lubię, ale muszę przyznać, że są jedynymi, którzy mówią o zrobieniu, kroku co prawda za małego, ale przynajmniej w kierunku zmniejszenia obciążenia obywateli niepotrzebnymi przepisami budowlanymi.  Dziś jest tak, że na przykład jeśli gmina nie wywiązała się ze swych ustawowych zadań i nie stworzyła planu zagospodarowania przestrzennego, który określa co można budować w różnych częściach gminy, to właściciel działki zanim zacznie projektowanie domu musi wystąpić o tzw. warunki zabudowy dla swojej działki. W takiej sytuacji urzędnik powie właścicielowi czy może coś budować na swojej działce, czy też nie. Jakaż to urocza okazja do pertraktacji pomiędzy urzędnikiem, który może ale nie musi, z obywatelem, który ma pieniądze by budować dom na własnej działce.

Kaczyści proponują, by dać gminom dwa lata na wywiązanie się z obowiązku przygotowania planów zagospodarowania przestrzennego, a po dwóch latach jeśli planów takich nie będzie proponują znieść obowiązek uzyskania tzw. warunków zabudowy.  Za mało, za późno i na razie tylko czcze gadanie, ale zawsze cieszy, że kaczyści miewają sensowne pomysły na gospodarkę.

0 comments… add one

Leave a Comment