Dług publiczny rośnie. Poczucie Polaków, że jesteśmy obywatelami o równych prawach i obowiązkach jest słabo ugruntowane. A ministra kultury chce kolejnej grupie dać emerytury na koszt reszty obywateli:

Większości parających się sztuką trudno zostać uznanym artystą o wysokich zarobkach. Sztuka na tym właśnie polega! Wielkie uznanie pozwalające żyć dostatnio przeznaczone jest nielicznym. Reszta artystów posiada unikalne umiejętności, które jednak nie znajdują wystarczających nabywców na polu sztuki. Artyści niedocenieni lub po prostu słabi mogą znaleźć przyziemną pracę jak każdy normalny człowiek. Ale nie! Lepiej dojściami do polityków załatwić sobie dofinansowanie emerytur na nasz koszt.
To nic nowego. Artyści już mają przywilej preferencyjnych automatycznych 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu. Normalny człowiek typu stolarz czy budowlaniec potrzebuje zbierać faktury, udowadniać, że koszty są związane z uzyskanym przychodem. A jaśnie artyści tak po prostu z mocy ustawy mogą uznać, że do przychodu mają magiczne 50% kosztów nie wymagające zbierania faktur, itp. prozaicznych wysiłków.
Załatwienie przywileju automatycznego kosztu uzyskania przychodu towarzyskimi dojściami tak opisuje biograf Tadeusza Boya Żeleńskiego:

Źródło Józef Hen, Tadeusz Boy-Żeleński, błazen-wielki mąż. Str 181, 2008
Świętych emerytalnych krów jest więcej. My zwykli obywatele finansujemy m.in. emerytury księżom. Zaczęło się od tego, że PRL zabrał kościołowi nieruchomości (poza samymi kościołami). Ale w zamian PRL wziął na siebie finansowanie emerytur kleru. W III RP kościół odzyskał swoje nieruchomości. Ale emerytury duchownych dalej finansują podatnicy.
Zamiast poprosić kościoły, by swoim klerykom same finansowały emerytury ministra kultury, planuje stworzyć kolejną uprzywilejowaną kastę: artystów.






