XXI wiek to nie te czasy, że społeczeństwo rozpadnie się, gdy ktoś podważy religię. Nie znaczy to, że należy w jej miejsca ustanawiać nowe tabu.

Karanie za bluźnierstwo przez wieki miało sens. Bluźnierstwo podważało porządek społeczny. Przysięga religijna w sprawach świeckich potwierdzała umowy, umożliwiała dochodzenie prawdy w sądzie. Jednak już od dawna prawo boże i ludzkie nie stanowią jedności. Nie potrzebujemy karać za brzydkie słowa o Bozi i jej wyznawcach.

Ale jeśli znosić w Polsce anno domini 2026 karę za bluźnierstwo to po całości i bez zamiany jednych prawackich tabu (uczucia religijne) na nowe lewackie tabu (mowa nienawiści).

Niestety minister sprawiedliwości proponuje jedynie usunięcie kary więzienia z przepisów o obrazie uczuć religijnych (art. 196 k.k.). A chce pozostawić kary grzywny oraz ograniczenia wolności. Dla odmiany prawicowi tradycjonaliści chcą utrzymania lub zaostrzenia kar za obrazę uczyć religijnych, np. zwiększanie kary więzienia z 2 do 3 lat.

Jeszcze śmieszniejsi w swym zacięciu są pseudoliberałowie typu Liberte. Głośno krzyczą: zlikwidować kary za obrazę uczuć religijnych! Ślepi pozostają na dążenia do ustanowienia nowych karalnych tabu w postaci kar za mowę nienawiści.

Jeśli ktoś musi dziś podrzeć lub spalić biblię, koran czy talmud byle robił to z własnym, a nie cudzym egzemplarzem niech sobie pali i drze tyle ile ma egzemplarzy. Z kodeksu karnego wykreślić należy ściganie za obrażanie Jezusa, Mahometa, Jahwe oraz ich wyznawców. Niech każdy o religii mówi sobie co chce.

Ale świat się też nie zawali, gdy jakiś prostak nazwie murzyna czarnuchem, geja pedałem, a muzułmanina kozojebcą, czy też będzie krzyczał wolna Palestyna od rzeki do morza.

Jednym z powodów dla trwałości w polskim prawie przednowoczesnych konstruktów typu obraza uczuć religijnych jest nieprzyswojenie przez polskich prawników rozróżnienia na czyny i słowa oraz publicznego i prywatnego.

Karalne powinny być czyny jak np. zakłócenia nabożeństwa w kościele czy modłów w meczecie lub synagodze. Większość skazań za bluźnierstwo w Polsce dotyczy niszczenia przydrożnych kapliczek i krzyży czy napisów na murach kościelnych. To jest to wandalizm. Jako taki powinien być karany. Ale obelżywe wypowiedzi wobec religii czy palenie jej świętych ksiąg choć niekulturalne wśród wolnych ludzi nie powinny być ścigane z mocy prawa.

Gdy powiesz polskiemu prawnikowi, że kościół, meczet i synagoga są przestrzenią prywatną udostępnioną do użytku publicznego wyrażą zdziwienie, a czasem oburzenie. Współcześnie religia jest rzeczą prywatną. Kościoły i inne miejsca kultu są własnością organizacji prywatnych. Gdy miejsca kultu są dewastowane lub obowiązujące w nich normy zachowania naruszane jest organizacja i osoby, które mogą podjąć stosowne kroki prawne w celu ich ochrony.

Tak, takie rozróżnienie znaczy, że zakłócanie mszy i modłów będzie traktowane podobnie jak najście na spotkanie filatelistów, klubu dyskusyjnego czy zakłócanie wykładu na uczelni. I to jest normalne. Wszystkie prywatne organizacje mają podobny poziom ochrony prawnej – nie ma przywilejów dla niektórych.

W awanturze o zmianę paragrafu o karalności znieważenie uczuć religijnych właściwym jest być przeciw obu stronom: rządowi i tradycjonalistom. A za całkowitym zniesieniem karalności za bluźnierstwo oraz za całkowitym zniesieniem karalności za mowę nienawiści. Pseudoliberałowie, którzy chcą jedno tabu zastąpić innym niewiele mają wspólnego z wolnością.

0 comments… add one

Leave a Comment