W silnej i zdrowej demokracji naturalna jest kłótnia o konstytucyjne granice władz cz. 2

Naturalny w demokracji spór o siłę i granice trójpodzielonych władz będzie w Polsce intensywniejszy. Konstrukcja naszych urządzeń politycznych wyostrza ten spór. Nasz Trybunał nie może wyczekać, aż w dyskusji publicznej i orzeczeniach sądów niższych instancji wykrystalizuje się przedmiot sporu i wyklaruje zapatrywanie ogółu obywateli. Trybunał musi wchodzić w gorące spory polityczne w całej ich rozciągłości zanim jasnym staną się wartości wyznawane przez społeczeństwo oraz pełne konsekwencje stosowania danego przepisu lub jego uchylenia. Częściej też musi nasz Trybunał przekraczać granice pomiędzy interpretowaniem prawa, a jego tworzeniem. Intensywność sporów z udziałem Trybunału zwiększają, m.in.:

– uprawnienie Trybunału do wydawania interpretacji oderwanych od konkretnej sprawy na wniosek różnych władz i uprzywilejowanych organizacji,

– fakt, że Trybunał jest wyspecjalizowanym sądem ds. konstytucji oraz

– uzurpacja Trybunału, który wbrew konstytucji zakazał sądom powszechnym orzekania o konstytucyjności.

Uprawnienie Trybunału do wydawania interpretacji oderwanych od konkretnej sprawy utrudnia wybór spraw w których orzeka Trybunał oraz utrudnia zawężenie skutków orzeczenia.

W Polsce różne instytucje mają prawo wnosić do Trybunału abstrakcyjne zarzuty niekonstytucyjności ustawy, w oderwaniu od jakiejkolwiek sprawy sądowej. Prawo wnoszenia o uznania jakieś ustawy za niekonstytucyjną mają m.in. prezydent, marszałek sejmu, marszałek senatu, premier, 50 posłów, 30 senatorów. Prawo to również przysługuje pierwszemu prezesowi sądu najwyższego, prezesowi naczelnego sądu administracyjnego. I co już zupełnie dziwaczne kościołom i innym związkom wyznaniowym, ogólnokrajowym organom związków zawodowych, ogólnokrajowym władzom organizacji pracodawców i organizacji zawodowych.

Gdy prezydent, duża grupa posłów, czy premier podrzuca Trybunałowi polityczny problem trudno Trybunałowi uniknąć orzekania, przecież konstytucja daje innym władzom prawo podrzucania problemów. Trudno Trybunałowi powiedzieć: panie prezydencie, zawetuj ustawę zamiast kierować ją do Trybunału.

Co gorsza orzekając o abstrakcyjnych zarzutach, oderwanych od jakiejkolwiek konkretnej sprawy, Trybunał nie może ograniczyć swojego wyroku do stwierdzenia niekonstytucyjności w jednej tylko sprawie, orzeczenie jest o wiele szersze, bo dotyka całej konstytucyjności danego przepisu. Amerykański sąd najwyższy, znacznie łatwiej może ograniczyć orzeczenie o niekonstytucyjności przepisu do danej sprawy, a zostawić do późniejszego rozstrzygnięcia konstytucyjność tego przepisu w innych sprawach opartych o ten sam przepis.

Wyspecjalizowanym sądowi konstytucyjnemu trudniej odmówić rozpoznania sprawy, trudniej uniknąć całościowego przesądzania o konstytucyjności przepisu, trudniej swą legitymację do zderzenia z pozostałymi władzami czerpać z dobrego rozsądzania spraw zwyczajnych ludzi.

Są dwa rodzaje sądów konstytucyjnych :

1. sądy najwyższe, które są najwyższym sądem w państwie. Takie sądy zajmują się sprawami, które trafiają do nich jako sądu najwyższej instancji, i niejako przy okazji rozstrzygają o konstytucyjności,

2. wyspecjalizowane sądy konstytucyjne jak nasz Trybunał Konstytucyjny, które orzekają przede wszystkim o konstytucyjności.

Gdyby sąd konstytucyjny z monopolem na orzekanie o konstytucyjności zbyt często odmawiał rozstrzygnięcia o konstytucyjności, to oznaczałoby pozbawienie obywatela jakiegokolwiek osądzenia konstytucyjności. W USA, gdy amerykańskie sąd najwyższy odmawia orzekania w jakiejś sprawie, nie oznacza to pozbawienia orzeczenia o konstytucyjności, bo sądy niższej instancji już o niej orzekały.

Sąd najwyższy, który osądza zwykłe sprawy jak i konstytucyjne może oprzeć się o inny przepis niż konstytucja. Amerykański sąd najwyższy przyjął wręcz doktrynalny wymóg, by rozstrzygać w oparciu o zwykły przepis, jeśli do rozstrzygnięcia sprawy można zastosować zwykły przepis oraz konstytucję. Odwrotnie jest, gdy do naszego Trybunału Konstytucyjnego trafia nawet konkretna sprawa, a nie abstrakcyjny zarzut niekonstytucyjności, to naszemu Trybunałowi trudniej zastosować unik, orzekając na podstawie innych przepisów niż konstytucja, bo przecież jest sądem konstytucyjnym.

Gdzie kończy się interpretowanie, a zaczyna tworzenie prawa było, jest i będzie przedmiotem dyskusji. Jednak wyspecjalizowany sąd konstytucyjny częściej przekracza granicę pomiędzy interpretowaniem a tworzeniem prawa. Gdy nasz Trybunał ocenia przepis, o sporej społecznej przydatności, który jednak w konkretnym przypadku powoduje dużą szkodę, nie może tak łatwo stosować uników, typu „orzekamy tylko w tej jednej sprawie”, czy też oprzeć się o prawo niższej rangi niż konstytucja. Zmuszony jest korzystać z rozwiązań typu orzeczenia interpretacyjne – stwierdzających jaka interpretacja przepisu jest konstytucyjna. Bardziej wtedy ryzykuje wejście w uprawnienia władzy ustawodawczej.

Sądy czasem wchodzą w kompetencje władzy ustawodawczej, interpretują prawo tak szeroko i nowatorsko, że de facto tworzą nowe prawo. I dobrze! Po to mamy trójpodział władzy. Gdy jednak z powodów strukturalnych zbyt często interprtacją tworzą nowe prawo to zbyt często zaogniają konflikty pomiędzy władzami, gdy nie mają po temu ani podstaw ani poparcia obywateli.

Uzurpowanie przez trybunał wyłączności do orzekania o konstytucyjności

Powyższe przyczyny zaostrzania konfliktów Trybunału z pozostałymi władzami wynikają z konstrukcji urządzeń politycznych zapisanych w konstytucji. Ale uzurpacja Trybunału w zakresie orzekania o niekonstytucyjności jest wyborem Trybunału.

Sądy powszechne mają w naszej konstytucji prawo orzekania o niekonstytucyjności. Art.8 konstytucji stanowi, ze konstytucję się stosuje bezpośrednio:

Ponadto art. 178 konstytucji stanowi, że sędziowie podlegają tylko Konstytucji i ustawom:

Wreszcie zwykła logika wskazuje, że jeśli w prawie obowiązuje hierarchia aktów prawnych od konstytucji poprzez ustawę do rozporządzenia, to w wypadku sprzeczności norm wynikających z różnych aktów przesądzająca jest norma ulokowana w akcie wyższego rzędu.

Ale nie! Trybunał swoimi wyrokami odebrał sędziom sądów powszechnych prawo wyrokowania o konstytucyjności, a sędziowie sądów powszechnych póki co szanują te skandaliczne wyroki Trybunału. Najbardziej sławny z wyroków Trybuunału uzurpujących do wyłącznej kompetencji Trybunału przesądzania o konstytucyjności jest ten z 31 stycznia 2001 r. (P 4/99):

Spójrz zatem do artykułu 188 konstytucji na, który powołuje się Trybunał i znajdź tam słowa „wyłącznej kompetencji”:

Widzisz gdzieś powyżej „wyłącznej kompetencji”? No, nie widzisz. Z dupy, a nie z konstytucji to sobie wzięli. Zresztą teraz, gdy PiS za chwilę obsadzi Trybunał swoimi sędziami, środowiska prawnicze coraz częściej piszą i mówią, o tym, że jednak sędziowie sądów powszechnych mogą i powinni stosować konstytucję w orzeczeniach.

Urządzając nam Trybunał Konstytucyjny z monopolem na orzekanie o konstytucyjności nasze elity obniżyły jakość naszej demokracj. Zamiast głębokiego namysłu, zamiast dojrzenia do zrozumienia społecznych, technologicznych i rynkowych konsekwencji orzeczeń, mamy na wskroś polityczne i bieżące interwencje sędziów Trybunału w życie społeczne i polityczne.

Pozbawieni jesteśmy możliwości powolnej cząstkowej ewolucji rozumienia konstytucji orzeczeniami dotyczącymi cząstkowych aspektów poszczególnych spraw, dokonywanymi przez tysiące sędziów na przestrzeni wielu lat. U nas trzeba orzekać o konstytucyjności, bez względu czy wyjaśniły się wszystkie konsekwencje zmiany przepisu i czy społeczeństwo publicznie przepracowało temat i jest gotowe do rozstrzygnięcia czy nie.

W USA ustawa jest znoszona stopniowo, kolejnymi orzeczeniami, przez wiele lat, wydawanymi przez różnych sędziów w całym państwie, siły polityczne mają możliwość zmobilizować zwolenników lub pogodzić się przegraną, nie są zaskakiwane ostatecznym orzeczeniem o konstytucyjności, które się bierze nie wiadomo skąd. To znaczy wiadomo, w Polsce z wewnętrznego przekonania kilkunastu Trybunów, a np. w USA z wieloletniej debaty publicznej i dziesiątek wyroków w podobnych sprawach.

4 comments… add one
  • mcsquare Aug 29, 2016, 9:49 am

    Pan tak na poważnie z tym trójpodziałem władzy w Polsce? W jaki niby sposób rozdzielona jest władza ustawodawcza i wykonawcza w Polsce? Może w specyficznych sytuacjach ustawodawca musi liczyć się z prezydenckim wetem, ale ciężko traktować polskiego prezydenta (ogólnie a szczególnie tego…) jako centralną istytucję władzy wykonawczej – pomijając karkołomne interpretacje, jest nią w Polsce rząd, a ten jest programowo związany z władzą ustawodawczą (ogólnie, a szczególnie ten…).

    Doprawdy ciężko też traktować jako poważną dyskusję dotychczasowe propozycje partii rządzącej w sprawie sądu konstytucyjnego – wygląda na to, że do tej pory ich jedynym celem jest jego paraliż i nie wchodzenie w drogę połączonym władzom ustawodawczej i wykonawczej. Nie dostrzegłem tam ani grama poważnej analizy, choćby takiej blogowo-uproszczonej jak pańska notka.

  • Pawel Dobrowolski Aug 29, 2016, 10:18 am

    o brak podzialu wladzy wykonawczej i ustawodawczej, ktory to brak ulatwia przejecie pelni wladzy i naduzywanie wladzy prosze miec pretensje do autorow konstytucji

    podobnie prosze miec pretensje do autorow o krociutkie kadencje sedziow Trybunalu, nawet bez obecnej awantury, PiS bylby mial kontrole nad trybunalem w niedlugim czasie

    natomiast co do wzajemnego paralizowania sie wladz to jest istota trojpodzialu, dopoki wladze sie nawzajem paralizuje obywatele sa dosc bezpiecznie

    • mcsquare Aug 29, 2016, 11:24 am

      Hmm, co do pierwszego, nie chodzi o to, do kogo mieć pretensje (choć oczywiście należy je mieć, ale wycieknięte “projekty” konstytucji PiSu w żadnym razie nie są poważnymi propozycjami, żeby poprawić ustrój), tylko o to, że analizy, które nie uwzględniają tego de facto zespolenia 2 z 3 władz, są w najlepszym razie niekompletne — choćby dlatego, że ta trzecia staje się wtedy jedynym dostępnym hamulcem awaryjnym, którego powinno się bardziej strzec niż w normalnym trójpodzielonym systemie.

      Co do ostatniego, to jednym (choć nie jedynym) przykładem, że w przypadku polskiej blokady obywatele nie mogą się czuć bezpiecznie, jest ustawa o obrocie ziemią rolną, która jest dość oczywistym bublem prawnym, ale w tej chwili nie ma sposobu, żeby ją zakwestionować — chyba, że sądy zaczną wydawać wyroki z nią sprzeczne, ale to już będzie totalny chaos, cytując klasyka:

      “Np. kilka milionów posiadaczy nieruchomości zechce je sprzedać, „Rząd” oświadczy, że ustawa tego zabrania, ci odwołają się do sądów, sądy będą rejestrować sprzedaże, a podlegający administracji geodeci odmówią nanoszenia tego na mapy. Lub w jakiejkolwiek innej poważnej sprawie.”

      Klasyk pisze o zagrożeniu wojną domową, co IMHO jest nieco przedramatyzowane, ale na pewno nie jest to bezpieczny i przyjemny ustrój do życia i robienia interesów.

      • Pawel Dobrowolski Aug 29, 2016, 11:58 am

        Mamy ulomny – bo z posklejonymi władzami ustawodawcza i wykonawca – ale jednak trojpodzial władzy.

        Jak pokazuje choćby szorstka przyjazn prezydenta Kwasniewskiego i premiera Millera, czy rozejście się prmiera Marcinkiewicza z PiS pochodzenie obydwu władz z jednego obozu nie gwarantuje ich pelnego wspólnego działania.

        A o tym, ze tropodzial z polczona wladza wyjonawcza i wykonawcza jest ułomny pisze tu na tyle, często ze czuje się zwolniony ze wspominania o tym w każdym wpisie.

        Co as do ziemi rolnej na razie jest bardziej upierdliwosc urzednicza niz pelnogebny zamach na wolnosc — agencja w wiekszosci wypadkow daje pozwolenie na sprzedaz ziemi. Oczywiscie mozna zadawac sobie pytanie w ktorym momencie suma zlych regulacji staje sie zamchem na wolnosc, ale tu odpowiedz zostawiam ogolowi Polakow, w tym w ktorym wrzenie spoleczne bedzie znacznie wyzzsze niz dzis…

Cancel reply

Leave a Comment