Mniej przywilejów. Więcej konkurencji. Państwo bardziej sprawcze, bo władza bardziej rozliczalna. Wolność słowa dla każdego. Przywrócić jedność władzy wykonawczej! Wzmocnioną władzę wykonawczą poddać realnej kontroli władzy ustawodawczej!
Dla liberalnego wyborcy jeśli chce poważnie być traktowany przez swoją partię okazjonalne głosowanie na PiS lub SLD ma sens. Wyborca o przekonaniach zbieżnych z programem parti jest wyborcą niedocenianym. Partia uważa, że taki wyborca zawsze zagłosuje na „swoją” partię, lub w najgorszym razie nie pójdzie do wyborów. Partia ufna w to założenie stara sie o tych innych wyborców: wyborców niezdecydowanych, wyborców tylko częściowi zgadzających się z programem parti, wyborców wachających czy się w ogóle głosować lub wyborców lekko wrogich. A swoich wyborców stara się zapędzić do urny kampaniami profrekwencyjnymi, oraz straszeniem innymi partiami, czy strasznym Jarkiem.
Ale wyborca liberalny ma broń: głosowanie przeciw PO. Gdy głosuje przeciw „swojej” partii to zyskuje siłę dwóch głosów. Partia traci głos tego wyborcy i jeszcze musi pozyskać dodatkowego wyborcę by zniwelować jego głos przeciw.
Jednak kalkulacja głosowania strategicznego ma sens tylko, gdy partia wie o groźbie głosowania strategicznego Wyborca danej partii nie może samotnie pójść zagłosować przeciw „swojej” partii, bo wtedy ma małą szansę wpłynąć w chwili obecnej na zachowania parti.
W praktyce oznacza to, że wyborcy zorganizowani wokół jednej sprawy, lub małej jej liczby mogą skutecznie zagrozić swojej parti głosowaniem przeciw i uzyskać teraźniejszy wpływ na działania parti.
Nie wiem czy dla młodych liberalnych wyborców sprawą, która pozwoli im się skoordynować i zyskać wpływ na zachowanie „swojej” parti będzie skok Tuska na ich pieniądze w OFE. Widzę za to rozpaczliwe krzyki różowego salonu, o tym że brak głosowania jest głosem na PiS. Dodam tylko, że głos rzeczywiście oddany na PiS lub SLD to dla wyborcy PO możliwość podwojenia swoich głosów.