O głosowaniu strategicznym

Dla liberalnego wyborcy jeśli chce poważnie być traktowany przez swoją partię okazjonalne głosowanie na PiS lub SLD ma sens. Wyborca o przekonaniach zbieżnych z programem parti jest wyborcą niedocenianym. Partia uważa, że taki wyborca zawsze zagłosuje na „swoją” partię, lub w najgorszym razie nie pójdzie do wyborów. Partia  ufna w to założenie stara sie o tych innych wyborców: wyborców niezdecydowanych, wyborców tylko częściowi zgadzających się z programem parti, wyborców wachających czy się w ogóle głosować lub wyborców lekko wrogich. A swoich wyborców stara się zapędzić do urny kampaniami profrekwencyjnymi, oraz straszeniem innymi partiami, czy strasznym Jarkiem.

Ale wyborca liberalny ma broń: głosowanie przeciw PO. Gdy głosuje przeciw „swojej” partii to zyskuje siłę dwóch głosów. Partia traci głos tego wyborcy i jeszcze musi pozyskać dodatkowego wyborcę by zniwelować jego głos przeciw.
 
Jednak kalkulacja głosowania strategicznego ma sens tylko, gdy partia wie o groźbie głosowania strategicznego Wyborca danej partii nie może samotnie pójść zagłosować przeciw „swojej” partii, bo wtedy ma małą szansę wpłynąć w chwili obecnej na zachowania parti.

W praktyce oznacza to, że wyborcy zorganizowani wokół jednej sprawy, lub małej jej liczby mogą skutecznie zagrozić swojej parti głosowaniem przeciw i uzyskać teraźniejszy wpływ na działania parti.

Nie wiem czy dla młodych liberalnych wyborców sprawą, która pozwoli im się skoordynować i zyskać wpływ na zachowanie „swojej” parti będzie skok Tuska na ich pieniądze w OFE. Widzę za to rozpaczliwe krzyki różowego salonu, o tym że brak głosowania jest głosem na PiS. Dodam tylko, że głos rzeczywiście oddany na PiS lub SLD to dla wyborcy PO możliwość podwojenia swoich głosów.

0 comments… add one

Leave a Comment