Złamałem się i poszedłem głosować. Uśmiechnięty Tusk w debacie z naburmuszonym Kaczorem, oraz pragnienie, by po raz pierwszy w życiu poczuć, że ci na których głosowałem wygrali okazały się silniejsze niż rozsądek i wcześniejsze deklaracje.
Co prawda, gdy stanąłem nad kartą wyborczą miałem chwilę wątpliwości. W moim okręgu wyborczym w Warszawie „wybieranie” posła polegało na wskazaniu jednego nazwiska spośród 272 nazwisk, by wybrać 19 posłów. Większość z nas wybrała podsuniętego nam na pierwszym miejscu danej listy „lidera”. Ciekawe jak byśmy zaregowali w podobnej sytuacji w sklepie, gdy do jednej wybranej przez nas butelki wina sprzedawca na podstawie wyboru innych kupujących dorzuciłby nam jeszcze do koszyka kolejnych osiemnaście butelek? Ale ucieszyłem się na myśl zrobienia na złość kaczystom i powiedziałem niech będzie Donek Tusk plus osiemnaście niespodzianek.
Jak każdy Polak dziś nie wiem kogo wybrałem do Sejmu. Nie wierzysz? To jeśli jesteś z Warszawy wymień tych 19 posłów, którzy reprezentują Ciebie w Sejmie. Co, nie potrafisz…? A jeśli jesteś z Torunia to wymień swoich 13 posłów. Też nie potrafisz? To niech Gdańszczanie wymienią swoich 12 przedstawicieli. Nikt kto przeczyta te słowa nie jest w stanie wymienić swoich przedstawicieli w Sejmie.
To nie jest przypadek, tak ma być. Rzekomą zaletą proporcjonalnej ordynacji wyborczej, którą mamy w Polsce jest, że pozwala on w Sejmie zasiąść przedstawicielom reprezentatywnym dla poglądów wyborców – nawet z Warszawy do Sejmu trafiło trochę mocheru. Natomiast realną wadą proporcjonalnej ordynacji wyborczej jest mała możliwość rozliczenia konkretnych polityków przez wyborców, oraz rozmywanie odpowiedzialności za rządy z konkretnych partii na mgliste koalicje (PiS chciał dobrze, tylko LPR i Samoobrona mu przeszkadzały – PO też będzie chciała dobrze, ale PSL nie pozwoli). Pod ordynacją wyborczą to nie ty i ja decydujemy kto się znajdzie się liście wyborczej, lecz politycy. A ponieważ w rzeczywistości nasze głosy oddawane są na listy a nie na osoby, to nawet nie mamy możliwości ukarania nielubianego polityka. Oddając głos na drugiego polityka na liście, tak naprawdę oddałeś głos na pierwszego polityka na liście i może na drugiego, jeżeli wybrana przez Ciebie lista zbierze wystarczająco głosów, by weszło z niej do Sejmu więcej niż jeden poseł.
Ale tak nie musi być. Za dwa tygodnie w Rumunii odbędzie się referendum na temat zmiany ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na ordynację większościową. Referendum zostało rozpisane przez prezydenta wbrew elitom politycznym, które boją się utraty kontroli nad obsadą stanowisk w parlamencie. Jeśli Rumunii zgodzą się z propozycją prezydenta, a wszystko wskazuje, że się zgodzą to będą wybierać swoich przedstawicieli w małych jednomandatowych okręgach wyborczych, kandydować będzie mógł każdy, a nie tylko wybrańcy elit politycznych, zwykli obywatele będą decydować, kto konkretnie trafi do parlamentu.
Może, by tak i u nas… Z podatkiem liniowym nie wyszło. Prawie wszyscy sąsiedzi już mają liniowca. To może będziemy jednymi z pierwszych w naszym peryferium Europy, którzy wprowadzą ordynację większościową?







Dodatkowo, jak to jest że np. głosujemy na PO (bodaj 70% głosów oddanych w UK), następnie Donald przyjeżdza do Londynu ‘podziękować za głosy’, spotyka się z Marcinkiewiczem i – znienacka dowiadujemy się że 14stu posłów PiS, podobno związanych z Kaziem przechodzi do PO. Więc tym bardziej nie wiadomo jaki głos i na kogo tak naprawdę został oddany. Każe się wierzyć w wagę głosu i obowiązek głosowania, a jednocześnie można mieć wrażenie że legitymizuje się, właśnie – do końca nie wiadomo co.
W czasie ostatnich wyborow zrobilam sobie wlasny JOW – zamiast glosowac w Warszawie pojechalam do Krakowa aby zaglosowac na jedyna znana mi osobe, ktora chcialam w tym parlamencie widziec. Na szczescie dostala sie… i tak powstal moj prywatny JOW!