Polacy składają się z obywateli i poddanych. Poddani się cieszą, gdy miłościwie nam panujący uchwalają ustawy zezwalający poddanym coś robić. Dziś poddani mają nowy powód do radości. Rząd przyjął wczoraj projekt ustawy wprowadzający do kodeksu pracy telepracę. Teraz już każdy poddany będzie wiedział jakie są prawa i obowiązki telepracownika i jego pracodawcy.
Jednak obywatele wśród Polaków dziwią się. Wielu z nas już pracuje bądź pracowała w domu i nie potrzebuje do tego żadnej ustawy. Szczerze mówiąc niechętnie patrzymy na projekt ustawy, który w nieeleastyczne zapisy prawa usiłuje wepchnąć to co winno być regulowane zwyczajem i umową pomiędzy pracownikami i pracodawcami.
Gdy już posłowie uchwalą i prezydent podpisze ustawę o telepracy to okaże się, że zarówno obywatele jak i poddani będą obchodzić nieżyciowe elementy ustawy. Moraliści będą się burzyć, Państwowa Inspekcja Pracy nakładać kary, politycy i urzędnicy będą szukać sposobów na uszczelnienie prawa.
Więc może zanim uchwalimy kolejną nieżyciową ustawę wspólnie się zastanówmy czy wolimy być poddanymi czy obywatelami. Czy, by pracować w domu potrzebujemy pozwolenia posłów i pana prezydenta? Czy każde nowe rozwiązanie techniczne i organizacyjne musi być w Polsce podejrzane lub nielegalne zanim nie zostanie dopuszczone mocą ustawy?







A juz mialem nadzieje na zdalna prace dla firmy w Holandii. Nawet nie chce mi sie patrzec do ustawy, zeby zobaczyc co tez wymyslili zeby to uniemozliwic…
Z ostatnich ustaw zwraca uwage ustawa o zmianie ustawy o rzemiośle ktora dolacza kilkadziesiat zawodow do listy zawodow korporacyjnych (fryzjer, malarz pokojowy itd). Juz nie mozna tych zawodow wykonywac bez zdania odpowiedniego platnego egzaminu w izbie rzemieslniczej.