27 listopada 2008

Polska to nie jest kraj dla młodych

Od kilku dni Gazeta Wyborcza daje cykl artykułów  „Polska to nie kraj dla starych ludzi”. Nasi seniorzy skarzą się jak źle są traktowani przez młodych i jak nie mogą się doczekać emerytury.

Gazeta cykl swój zaczęła między innymi od 42 letniej nauczycielki informatyki, która mówiła, że choć uczęszcza na kursy i się doszkala to dzieci ciągle wiedzą o komputerach więcej od niej, więc ona już powinna iść na emeryturę. Zastanawiam się jak takiego nieudacznika w ogóle dopuszczono do kontaktu z dziećmi i ile dzieci skrzywdzi zarażając swoją postawą życiową.

Ale basta. Nie będę pyskował na poziomie subiektywnych odczuć i opierał się na subiektywnych opiniach tak jak Gazeta i jej pupile. Pokażę Ci tylko dwa zestawy danych zerbanych przez Eurostat.

Po pierwsze więc, Polacy są młodym społeczeństwem a na emerytury wydają dużą część swojego dochodu narodowego.

Poniższy wykres na pionowej przedstawia nakłady na emerytury jako procent PKB. Polska jest tak wysoko na wykresie ponieważ jesteśmy liderem w Unii, płacimy bardzo dużą część naszego dochodu narodowego emerytom. Ale równocześnie jesteśmy młodym społeczeństwem co ilustruje oś pozioma przedsatawiająca udział osób w wieku powyżej 65 w społeczeństwie w poszczególnych społeczeństwach Unii.


Po drugie, młodzi Polacy są dyskryminowani na rynku pracy.  W każdym kraju Unii stopa bezrobocia młodych jest wyższa od stopy bezrobocia ogółu obywateli. Jednak Polska należy do krajów gdzie różnica ta jest bardzo wysoka. Oznacza to, że młody Polak jest o wiele bardziej zagrożony bezrobociem niż stary:

 

Żeby nie było wątpliwości to, że nie jesteśmy krajem najbardziej dyskryminującym młodych wynika tylko z tego,  że około milion głównie młodych Polaków wyjechało szukać pracy za granicą, bo jeszcze w 2006 przodowaliśmy w dyskryminowaniu młodych na rynku pracy:


 

 

15 listopada 2008

Z Rosją należy rozmawiać

Mam dość słuchania o konfliktach polsko-rosyjskich. Między Rosją a Polską nie ma fundamentalnej sprzeczności interesów. My potrzebujemy ich gazu i ropy. A oni potrzebują ten gaz i ropę sprzedawać.

Musimy sobie jedynie załatwić, by rosyjski gaz i ropę kupować jako Europa, a nie jako Polska. Tak by Polacy mieli taki sam dostęp i warunki zakupu jak inne kraje europejskie. W tym celu trzeba założyć kartel europejskich konsumentów gazu.

Jeśli więc już mamy z kimś realny konflikt interesów to z Włochami i Niemcami. Zamiast budować kartel europejskich konsumentów, na którym skorzystają wszyscy europejczycy Schroder i Berlusconi załatwiają obietnice tańszego i pewniejszego dostępu do rosyjskich surowców dla swoich obywateli, a przy okazji załatwiają jakieś prywatne interesy.

A prawda jest taka, że Rosjanie muszą sprzedawać gaz i ropę Europejczykom, bo tak biegną rosyjskie rurociągi i tak dyktuje geografia. Jedynym pytanie na które nie ma jeszcze odpowiedzi jest czy Rosjanie będą negocjować z każdym państwem europejskim oddzielnie i wycisną najlepsze dla siebie warunki, czy też będą negocjować z całą Europą.  Więc jeśli w Polskim interesie jest kogoś przycisnąć to Włochów i Niemców, a nie Rosjan.  Unia chce byśmy podpisali traktat nicejski? Nie ma problemu poprosimy najpierw o skuteczny europejski kartel konsumentów gazu, itd. itp.

A z Rosjanami należy rozmawiać. Dziwimy się teraz, że Rosjanie chcą nam zaszkodzić budując przez Bałtyk gazociąg omijający Polskę. A zapominamy jak przez ostatnie 20 lat skorzystaliśmy z każdej okazji, by przypierzyć ruskim. Nawet światłowód położony wzdłuż rurociągu był pretekstem do międzynarodowej afery, bo łamał monopol TPSA.  Nie rozumiem dlaczego akurat na korzyść francuskiej TPSA nasze władze psuły polskie relacje z Rosją. Ale cóż, naiwny jestem.

Jeżeli chcemy mieć normalne relacje z Rosją – a to sie poprostu opłaci, to w relacjach z Rosją trzeba kierować się racjonalnymi zasadami, a nie odruchem dopieprzenia ruskim. Niestety jest odwrotnie. Albańczykom w Serbii pozwoliśmy na ogłoszenie niepodległości i wspieramy ją polskimi policjantami, którzy pacyfikują Serbów. Natomiast Osetyńczykom w Gruzji odmawiamy prawa do ogłoszenia niepodległości i zbroimy wojsko gruzińskie. Nikt z polskich władz nie wytłumaczył Polakom dlaczego oficjalna polska polityka uznaje, że naród albański zasłużył sobie na niepodległość i samostanowienie, a naród osetyński już sobie nie zasłużył. W Moskwie odpowiedź już znają: bo chcemy dopieprzyć ruskim.  Nie rozumiem jakie wynikają z tego korzyści dla mnie Polaka.

Wolałbym więc, byśmy w naszej polityce wobec Rosji pilnowali własnego interesu, a nie odreagowywali własne kompleksy. Dziękuję więc rządowi, że nie zrobił rejtana wobec unijnych planów rozpoczęcia rozmów z Rosją.

13 listopada 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 8

12. Dlaczego nie ma u nas kryzysu instytucji finansowych

W czasie zawirowań z instytucjami finansowymi jest jak z tamą na rzece.  Jakąś ilość przypływającej wody wstrzyma, potem albo trzeba ją otworzyć, albo pęknie. Nasza tama, mogłaby być lepsza, ale i tak jest mocniejsza niż tamy sąsiadów.

Polska dzięki w miarę rozsądnej polityce pieniężnej, oraz w miarę rygorystycznemu nadzorowi bankowemu była lepiej przygotowana na zaniknięcie finansowania na międzynarodowych rynkach kapitałowych, oraz na nadchodzące spowolnienie gospodarcze. Mamy też w miarę zróżnicowaną gospodarkę, która cały czas się rozwija i pomimo spowolnienia będzie się rozwijać.

Inne kraje nie były tak dobrze przygotowane. Taka Rosja ma przechlapane. Cena baryłki ropy spadła z $120-140 do $60-70. A niestety rosyjski dochód narodowy w około 30% pochodzi z sektora naftowo-gazowego. Ich budżet w około 50% jest finansowany z sektora naftowo-gazowego. Ich eksport w około 65% jest wynikiem działalności sektora naftowo-gazowego.  Naturalnym i rozsądnym jest więc, że rosyjska giełda od początku tego roku spadła ponad 70%. Dla porównania nasza giełda spadła tylko o 48%. Tam naprawdę mają problem. My may tylko problemik. Od sierpnia rosyjskie rezerwy walutowe spadły o $110 miliardów – w samym październiku rosyjskie rezerwy walutowe spadły o $50 miliardów! Zostało im całkiem sporo rezerw, bo jakieś $480 miliardów, ale prawdopodobnie skończy się skokową dewaluacją rubla, oraz recesją.

Mamy też lepiej niż wielu z naszych pomniejszych sąsiadów. Polski nadzór bankowy był dosyć rygorystyczny, więc popełnił relatywnie mało błędów. W Polsce tylko około 25% kredytów jest denominowane w walutach zagranicznych – jak na mój smak za wysoko, bo osoby fizyczne nie powinny dostawać kredytów na dom w innej walucie niż zarabiają. Ale w takiej Bułgari kredyty w walutach zagranicznych to około 50% wszystkich kredytów. Na Litwie, Węgrzech, Rumunii 55%. A na Łotwie i Estonii około 80%! Oni, aż się proszą o kryzys instytucji finansowych, my tylko ryzykujemy.

W obecnej sytuacji jakoś dziwnie ucichli Ci co gromili schładzanie gospodarki i zamordzym nadzoru bankowego co to zabrania pożyczać Polakom. I dobrze. Teraz dzięki w miarę restrykcyjnej polityce pieniężnej, oraz w miarę rygorystycznemu nadzorowi bankowemu nasze instytucje finansowe są w lepszej sytuacji niż u wielu naszych sąsiadów.

2 listopada 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 7

11. Rozjazd waluty i zapadalności

Każda rosnąca gospodarka jest podobna, a każdy kryzys gospodarczy jest inny. Dlatego trudno przewidzieć sposób i moment objawienia kryzysu. Jednak wiele wskazuje na to, że jeśli będzie u nas w najbliższym czasie kryzys to objawi się w postaci braku waluty zagranicznej, oraz braku możliwości zrefinansowania krótkoterminowych zobowiązań zagranicznych.

Nie chcę krakać. Ale molestowany uponieniami o czarnowidztwo postanowiłem pogrzebać w danych. To co znalazłem zamieszczam poniżej.

(i) Polskie banki mają więcej zagranicznych pasyw niż zagranicznych aktyw:


Ostatni raz nasze banki miały mniej aktyw zagranicznych niż pasyw (wykres powyżej spada poniżej 1) w okolicy kryzysu rosyjskiego.

(ii)  Polski system bankowy (banki + NBP) ma coraz mniej zagranicznych pasyw w stosunku do zagranicznych aktyw:


Nasz system finansowy jako całość (banki + NBP) odnotowuje jeszcze nadwyżkę zagranicznych aktyw nad pasywami. Ale jest to nadwyżka systematycznie i szybko kurcząca się.

(iii) Udział krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego w zadłużeniu zagranicznym ogółem podwoił się w ostatnim czasie:

Od końca czwartego kwartału 2006 mamy szybki i stały przyrost krótkoterminowych zobowiązań zagranicznych w masie naszych zobowiązań zagranicznych. Dopóty wszyscy wierzą, że będziemy regulować nasze zobowiązania zagraniczne to jest OK.  Niedalej jednak jak tydzień temu JP Morgan testował tę wiarę usiłując wywołać panikę dotyczącą Polski -- powołując się m.in. na dane podobne do powyższych -- na razie się nie udało, ale w tej nerwowej atmosferze lepiej nie mieć szybkiego przyrostu zobowiązań, które trzeba regulowac na zaś.

Co to wszystko oznacza? Narasta rozjazd pomiędzy walutą finansowania a posiadanymi zasobami walutowymi, oraz pomiędzy rosnącą krótkoterminową zapadalnością finansowania a odpływem płynności na międzynarodowych rynkach finansowych.

Każda z tych danych sama w sobie nie jest zła. Złe jest, że pozwalamy sobie na szybki przyrost krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego, gdy podaż pieniądza na rynku spada, a zwłaszcza, gdy jest to waluta, której nie możemy sobie po prostu dodrukować, tylko musimy (jeśli nam pozwolą) pożyczać. 

Idzie zima, przetworów nie ma, opału też. Może zima będzie łagodna, a sąsiedzi życzliwi... czego sobie i tobie życzę.

1 listopada 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? – 6

10. Druga Fala

Najgorsze przed nami.  Na nasz piaskowy zamek spadła pierwsza fala kryzysu. Ku uciesze i zdziwieniu fala się cofnęła, a zamek nadal stoi. Radość jest przedwczesna. Za chwilę będzie druga fala.

Pierwsza fala kryzysu miała postać zaniku płynności (dostępności finansowania). Obawy o płynność i wypłacalność instytucji finansowych wywołały zanik płynności, oraz spowodowały długo oczekiwane delewarowanie (spłacanie długu) amerykańskich konsumentów i firm. Pękły bańki na nieruchomościach, surowcach i papierach wartościowych. Tanieją wyprzedawane aktywa. Nawet dobre firmy i wypłacalni konsumenci mają problem z pozyskaniem kredytu.

Nasi politycy i dziennikarze tłumaczą, że płacimy za cudze grzechy, ale generalnie jest dobrze. Bzdura. Żyjemy na kredyt. Od ponad 30 lat Polacy wydają więcej niż zarabiają. Więc nie dziwmy się, że gdy światowa podaż pieniądza maleje, to kredytodawcy pytają, czy Polsce nadal pożyczać. Nie dziwmy się też, że za pożyczone pieniądze musimy płacić więcej. Jak każdy dłużnik zależymy od kredytodawców. A niedługo ci będą jeszcze mniej łaskawi.

Szykujmy się na drugą falę. Spadek wzrostu gospodarczego w USA, a następnie w Europie Zachodniej dotknie nas szybciej i boleśniej niż nam się wydaje. W USA zaczęła się właśnie najbardziej dotkliwa od 20 lub 30 lat recesja. W trzecim kwartale bieżącego roku wydatki amerykańskich konsumentów spadły o 3,1%. Jest to największy spadek od roku 1980. Jest tym bardziej niepokojący, że podczas dwóch ostatnich recesji wydatki amerykańskich konsumentów nie spadały. Chyba Amerykanie się przestraszyli i stracili apetyt do dalszego zadłużania się. A pamiętajmy, że upadek Lehmana i spadki na giełdach miały miejsce dopiero w końcu tego kwartału, więc zostaną odzwierciedlone w zachowaniu konsumentów i producentów dopiero w biężącym kwartale...

Co gorsza cały czas nie wiemy ile jest strat na papierach wartościowych opartych o pożyczki dla Amerykanów o obniżonej zdolności kredytowej, oraz w których instytucjach ulokowane są te straty.  Takie AIG wydało już 90 z 123 miliardów dolarów, które uzyskało od rządu i nikt (poza AIG) na rynku nie wie na co poszły te pieniądze.

Co się stanie, gdy Zachód zacznie od nas mniej kupować i będzie pożyczać nam jeszcze mniej chętnie niż obecnie? Nasz wzrost gospodarczy spadnie w 2009 do 2-3% PKB. Jest też rosnące ryzyko wydarzenie kryzysowego, które może przybrać postać kryzysu naszych instytucji finansowych, lub kryzysu braku waluty na pokrycie naszych zagranicznych zobowiązań.

Najbardziej zagrożone instytucje to banki i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Ponieważ już kilku znajomych opieprzyło mnie pytaniem „co siejesz panikę” ograniczę się do zacytowania październikowego „Przeglądu Stabilności Systemu Finansowego” autorstwa NBP:

„Ryzyko nieodnawiania krótkoterminowego finansowania wzrasta w niektórych małych i średnich bankch pozyskujących finansowanie głównie od innych instytucji finansowych. Utrzymuje się nadwyżka jednomiesięcznych zobowiązań nad aktywami z terminem zapadalności do jednego miesiąca.”

Co się zaś tyczy towarzystw funduszy inwestycyjnych to ludzie wyciągają z nich pieniądze w ilości grożącej zawieszeniem wymiany jednostek uczestnictwa w funduszach na gotówkę. Fundusze w trzech kwartałach tego roku sprzedały jednostek za 65 miliardów złotych, a umorzyły jednostek za 91 miliardów złotych. Czyli w sumie z funduszy ubyło 26 miliardów złotych. Od wiewiórek rynkowych wiem, że w ostatnich dwóch tygodniach, było jeszcze gorzej. Po spadkach na giełdzie kolejna fala inwestorów rzuciła się umarzać jednostki i omało nie doprowadziła do zwieszenia wymiany jednostek na gotówkę.

Pierwsze głośno upublicznione kłopoty polskiego banku lub funduszu mogą wywołać panikę. W takiej sytuacji liczy się szybka i adekwatna do sytuacji reakcja nadzoru finansowego, banku centralnego i rządu. Chciałbym się mylić, ale jeśli będziemy mieli ten kłopot to trudno liczyć na szybką i adekwatną rekację naszych miłosciwie panujących. Kluza szef Komisji Nadzoru Finansowego w szczycie kryzysu wysłał list do TFI z zapytaniem czy zamierzają zawiesić wymianę jednostek na gotówkę – dobrze, że list ten nie dostał się do gazet tydzień, dwa temu, gdy ludzie wypłacali dużą kasę z TFI – nadzorca naszych isntytucji finansowych mógł sam wywołać panikę. Skrzypek prezes NBP jest taki jak każdy widzi, nie będę się nad nim pastwił, zauważę tylko, że jego wypowiedzi o oddalaniu w czasie przystąpienia do Euro, oraz zwalnianie w NBP ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie wprowadzania Euro podwyższają ryzyko, że zagraniczni pożyczkodawcy mogą się odwrócić od Polski. A nasz rząd? Biedaki ostatnio dyskutowali o tym, że gdyby była prawdziwa panika i państwo musiało postawić państwowy system rozliczeń międzybankowych to zajęłoby im to ponad pół roku, bo szybciej nie są w stanie zamówić komputerów – jakby była taka koniczność to taki system należy postawić w jeden weekend, po pół roku to już nie będzie banków.

Na szczęście inspirowana przez Balcerowicza zamordystyczna polityka nadzoru instytucji finansowych, restrykcyjna polityka pieniężna, oraz mały w porównaniu do naszych sąsiadów deficyt budżetowy powodują, że pierwsza fala nie zmyła naszego zamku piaskowego znad brzegu morza, i stoi w całkiem dobrym stanie.

Niestety w czasach prosperity mieliśmy deficyt budżetowy. Więc teraz zamiast oszczędności mamy długi, które musimy zrefinansować. A co gorsza rząd w czasie takiego kryzysu powinien zwiększyć swoje wydatki, które z braku oszczędności trzeba finansować zwiększonym pożyczaniem, które właśnie jest droższe i trudniej dostępne.

27 października 2008

Sport (nie)wolny

Jednym z powodów dla których nie studiowałem w Polsce był sport. A raczej zamordystyczne podejście do sportu.  Przez dwa tygodnie studiowałem na anglistyce na Uniwersytecie Warszawskim. Dłużej nie wytrzymałem. Na polskich uczelniach wychowanie fizyczne było (jest?) obowiązkowe.

W ramach dbania o moją kondycję UW nakazał mi ćwiczyć w jakiejś szkolnej sali gimnastycznej pod Okęciem. Na obowiązkowe zajęcia wyznaczono godzinę 20-tą.  Ponieważ mieszkałem na Żoliborzu droga z domu do wyznaczonej mi sali gimnastycznej zajmowała w jedną stronę półtorej godziny. Pomijam taki drobiazg jak brak pryszniców, bo na początku lat 90-ych było to zjawisko nieznane w naszych szkołach.

Przyznam, że choć lubię sport to nie uśmiechało mi się dymać komunikacją publicznją trzy godziny na drugi koniec miasta i z powrotem, by w nocnych godzinach pod przymusem w obskurnej sali dbać o swoją kondycję. Na obowiązkowe zajęcia z WF-u pojechałem tylko raz lub dwa. Potem powiedziałem, basta! Z całą świadomością, że wylecę z uczelni jeśli nie zaliczę wychowania fizycznego. O dzięki wam światli włodarze Uniwersytetu Warszawskiego za dbanie o mą kondycję fizyczną.

Trzy lata później trafiłem na Harvard. Nie było tam obowiązkowego WF-u. A jednak moja uczelnia wystawiała zespoły sportowe do konkurowania z innymi uczelniami w ponad 120 dyscyplinach sportu. Zespoły te składają się ze studentów, którzy zostali sportowcami z własnej nieprzymuszonej woli.

Natomiast ci studenci, którzy nie chcieli ćwiczyć tak intensywnie jak reprezentacja uczelni mogli uprawiać sport w ramach konkurencji wewnątrz uczelnianej. Poszczególne akademiki konkurowały w kilkudziesięciu dyscyplinach sportu. W lidze wewnątrz uniwersyteckiej równierz grają tylko ochotnicy.

Ja na studiach zostałem wioślarzem. Z własnej woli uczestniczyłem w obowiązkowych treningach sześć razy w tygodniu – opuszczeniu choć jednego treningu skutkowało wyrzuceniem z drużyny, nigdy nie opuściłem ani jednego treningu.

U nas wychowanie fizyczne było obowiązkiem ezgekwowanym przez uczelnię, tam doborowlną decyzją każdego studenta.  U nas młodzież jest cherlawa, tam wysportowana. Ot taka drobna różnica mentalna pomiędzy Polską a USA.

26 października 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 5

9. Nie przejmuj się to tylko panika

Panika!!! – wśród szerokich mas rozkręca się w najlepsze. Na szczęście większość kryzysu finansowego już za nami, teraz została jeszcze recesja, oraz powiększenie skutków kryzysu i recesji przez panikę.

Ryzyko załamania się systemu finansowego zmniejszyło się. W wiodących państwach dokapitalizowano instytucje finansowe, oraz wprowadzano gwarancje państwowye dla transakcji międzybankowych.  Ale świadomość recesji nadchodzącej w USA i Europie Zachodniej, oraz zauważenie kryzysu instytucji finansowych przez dziennikarzy i szerokie masy rozkręca panikę. „W kantorach brak walut” – straszy nagłówek Dziennika, „Kredyt umiera pierwszy” – głosi na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza.

Jak zwykle zorientowani i na czasie.  Kryzys zaczął się w sierpniu 2007 – czyli rok temu, kiedy w powszechnym przekazie królowały wypowiedzi o wspaniałych perspektywach dla Polski.  Wtedy właśnie po raz pierwszy od pięciu lat przestały rosnąć ceny amerykańskich nieruchomości oraz spadł indeks ABX.  Również od tamtego czasu szybko spadała płynność na rynku międzybankowym (banki pożyczały sobie nawzajem coraz mniej).

Spadek cen amerykańskich nieruchomości był złym sygnałem dla rynku ponieważ wartość instrumentów finansowych opartych o kredyty nieruchomościowe dla Amerykanów o mniejszej zdolności kredytowej zależała od wzrostu cen tych nieruchomości. Amerykanie kupowali domy, na które często nie było ich stać. Ale ponieważ rosła wartość domu za chwilę brali nowy kredyt, pod tę większą wartość domu.  Tym nowym kredytem spłacali poprzedni kredyt. Na nowy kredyt nadal często nie było ich stać, ale za jakiś czas ceny domów rosły... itd.

Natomiast spadek cen indeksu ABX był informacją fatalną. I to on wywołał panikę na rynku międzybankowym wiodących państw. Obecny kryzys ma swoje fundamentalne źródła w zbyt dużej podaży taniego pieniądza oraz słabym nadzorze państwa nad instytucjami finansowymi. Za dużo zbyt taniego pieniądza w stosunku do dochodowych inwestycji wywołało bańki na rynkach nieruchomości, surowców naturalnych, oraz giełdach. Jednak bezpośrednim detonatorem kryzysu, oraz powodem dla, którego kryzys jest tak silny i tak trudno z nim sobie poradzić jest brak informacji o skali i miejscu ulokowania strat z instrumentów finansowych opartych o kredyty nieruchomościowe dla Amerykanów o mniejszej zdolności kredytowej. Większość tych instrumentów finansowych handlowana jest w obrocie prywatnym (poza giełdami), co uniemożliwia stronom trzecim poznanie cen transakcji – a więc nie jest możliwe poznanie opinii inych osób co do wartości tych instrumentów. Stworzony w roku 2006 indeks ABX –  jest indeksem wartości synetycznego portefla instrumentów finansowych opartych o nieruchomości sprzedane Amerykanom o niższej zdolności kredytowej. Utworzenie tego indeksu umożliwiło poznanie opini innych uczestników rynku co do wartości tych instrumentów, a była ona negatywna. Pod koniec 2006 indeks ten zaczął słabnąć, by w 2007 spaść na pysk.

Na czym polega magia tego indeksu?  Wszyscy na rynku wiedzieli, że opisany powyżej mechanizm sprzedawania domów osobom o niskiej zdolności kredytowej zależy od dalszego wzrostu cen tych domów. Wszyscy wiedzieli, że wartość instrumentów finansowych tworzonych na podstawie tych kredytów zależy od dalszego wzrostu cen tych domów. I do czasu było dobrze. Od 1997 do 2007 ceny tych domów rosły (n.b. dla czepialskich: średnia krocząca za okres dwóch lat). Natomiast wszscy mieli bardzo różne opinie co do tego,  czy ceny domów będą dalej rosły, kiedy przestaną rosnąć i jaki będzie skutek spadku cen tych domów dla wartości aktywów opartych o te ceny. Spadek indeksu ABX o 80% od lutego 2007 do sierpnia 2007 pokazał, że większość uczestników rynku jest przekonana o bardzo złym wpływie spadku cen domów na wartość papierów wartościowych opartych o pożyczki dla amerykanów o niskiej zdolności kredytowej. A na rynku, gdy wszyscy mają tą samą opinię ceny muszą bardzo szybko spadać (lub rosnąć).

Resztę, już znacie, piszą o tym gazety. Bańki na nieruchomościach, surowcach i papierach wartościowych pękły. Banki pożyczają sobie mniej lub w ogóle. Firmy sprzedają mniej, więc kupują mniej i zatrudniają mniej.  Wszystko wskazuje na to, że w USA będzie recesja na jakieś 2 lata, a potem stagflacja przez kilka kolejnych lat. W Europie zachodniej recesja pewno potrwa 2-3 lata, a potem będzie powolny wzrost po recesji.

A co w Polsce? Jeśli KNF i NBP nie zrobią czegoś bardzo głupiego to wzrost PKB spadnie do 2-3% rocznie.  Oficjalnie wszyscy jeszcze mówią, że wzrost spadnie z 4-5% PKB, do 3-4%, ale raczej dlatego, że nie chcą co miesiąc zmieniać swych prognoz i czekają na mocniejsze potwierdzenie swych oczekiwań. Tak samo ze złotówką jeżeli KNF i NBP nie zrobią nic głupiego to już niedługo powinna odrobić sporą część ostatniego spadku wartości.

16 października 2008

Konstytucja do wymiany

Jak widać i słychać konstytucję mamy źle napisaną. Władzę dzieli pomiędzy zwalaczające się obozy polityków, wedle myśli, by każdy miał choć trochę. A przy okazji pozbawia obywateli kontroli nad rządzącymi.

Premier i prezydent są wedle konstytucji współrządzącymi. W przepychankach o krzesło na sali szczytu UE to Donald ma rację, ale Kaczor ma równą rację.  Wedle artykułu 146 Konstytucji to Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej.  Ale wedle artykułu 126 to prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej. I już nie dojdziesz na podstawie konstytucji komu należał stołek. A że konstytucja to najważniejsza ustawa dopóki obowiązuje nie rostrzygniemy kto u nas rządzi.

Co gorsza w Polsce nie ma podziału władzy, który chroni obywateli przed nadużyciami władzy. Parlament rządu nie kontroluje, bo w rządzie zasiada kierownictwo partii, która ma w Sejmie większość. Jak szeregowi posłowie PO i PSL mają kontrolować rząd? Wyobrażasz sobie takiego szeregowego posła PO, który postawi się Donaldowi albo Schetynie w imieniu swoich wyborców?  Nawet, gdyby taki się pojawi to jak bum cyk cyk przy okazji kolejnych wyborów nie dostanie miejsca na liście wyborczej .

Lepszą konstytucję mają w USA.  Istnieje tam rzeczywisty podział władzy. Wybory do parlamentu i rządu to dwa odrędbne wydarzenia. Co cztery lata Amerykanie wybierają prezydenta, który sobie dobiera rząd wedle własnych gustów. A co dwa lata głosują w wyborach do Kongresu podczas których wybierają cały skład House of Representatives, oraz 1/3 Senatu.

Tam prezydent i jego rząd rzeczywiście rządzą.  Nikt nie usiłuje podsiąść prezydenta USA. Bo nikt do tego nie ma prawa. Jeśli prezydent wyborcy podpadnie, to wyborca może w połowie kadencji prezydenckiej wstawić do Kongresu większość z przeciwnej partii, by ostudzić prezydencki zapał do działania na szkodę obywateli.

No ale my mamy konstytucję pisaną przez najmądrzejszych, która zakłada, że przy władzy są państwo z tego samego salonu, więc zawsze się dogadają. Na szczęście chamy (zdefiniuj sobie to pojęcie w zależności od tego jakie masz sympatie) mogą się u nas dopchać do władzy... a to w głowie się nie mieściło mędrcom piszącym naszą konstytucję.

12 października 2008

Panstwo polskie moim przyjacielem – 2

Wiele się u nas mówi, o tym że nasz sektor usług zdrowotnych jest nieefektywny i niewydajny – nie osiąga wszystkich celów dla których istenieje, a te które osiąga kosztują nas za dużo. Wszystko to prawda, zwłaszcza w przypadku poważniejszych przypadków wymagających skoordynowania większej ilości działań i ludzi.

Na szczęscie drobne usługi medyczne można u nas dostać tanio, łatwo i szybko. W minionym tygodniu jak co roku poszedłem do Szpitala Bielańskiego zrobić sobie gruntowne badanie krwi. Wszedłem. -- bez żadnego skierowania lub innego kwitu. Dotarłem wiedziony oczywistymi napisami tam gdzie trzeba. Powiedziałem co potrzebuję – co bym zrobił bez internetu! Zapłaciłem trochę ponad 300 złotych, co zważywszy na wielość badań nie było drogie. Czekałem około 5 minut. Pobrano mi jakieś pięć czy sześć tubek krwi. Następnie udzielono wyczerpujących informacji na temat, kiedy będą dostępne, które wyniki. Po 20 minutach wyszedłem sobie.

Taka drobna rzecz, a cieszy.

9 października 2008

Zdemonopolizować sport = Zabić PZPN


Do działaczy sportowych trzeba się zabrać tam gdzie ich zaboli, oraz tam gdzie są słabi. Słowem trzeba dobrać im się do kasy i do ich zbójeckiego monopolu. Monopolu?

A owszem. Nasze prawo stanowi, że „W danej dyscyplinie lub dziedzinie sportu może działać tylko jeden polski związek sportowy. (…) Polski związek sportowy może być utworzony jedynie za zezwoleniem prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu, który zatwierdza statut oraz wszelkie jego zmiany.”.  Wystarczy skreślić ten artykuł ustawy o kulturze fizycznej oraz uchylić  rozporządzenie MEN w sprawie wykazu dyscyplin i dziedzin sportu, w których mogą działać polskie związki sportowe, oraz szczegółowych warunków i trybu udzielania zezwoleń na tworzenie związków sportowych.

Z jednej strony wiemy,  że od lat na bazie państwowego monopolu są ci sami, głównie komuszkowaci działacze, którzy rozkradają i marnotrawią. A z drugiej strony państwo nieudolnie zabiera się do czyszczenia monopolu, które samo ustanowiło.

Zniescie monopol. Każdy Polak będzie mógł założyć konkurencyjną ligę sportową. W normalnych krajach dzieje się tak regularnie.  W USA każdy znaczący sport z futbolem amerykańskim włącznie przeżywał okresy, kiedy była więcej niż jedna liga w danej dyscyplinie. Kończyło się jak to zazwyczaj w biznesie połączeniem obydwu lig, lub bankructwem jednej. Sama możliwość pojawienia się konkurencyjnej ligii, działa bardzo dopingująco na tamtejszych działaczy sportowych.

Panie Palikot, Panie Drzewiecki chcecie przestraszyć Listkiewicza i kumpli? To prosimy zabierzcie PZPN i innym związkom sportowym monopol. Życie już samo wymusi na nich naprawę. Bo jak nie, to znajdą się chętni, by zorganizować konkurencyjny Związek Polskiej Piłki Nożnej. Oni się was nie boją, ale uczciwej konkurenci owszem, bardzo się będą bać.

I nie przejmujcie się krzykiem, który się podniesie. Będzie świadczył o tym, że trafiliście ich tam gdzie boli. A jeśli działacze zapytają jak wyłonimy reprezentacje Polski, odpowiedzcie im, że jeśli będziemy mieli luksus więcej niż jednego związku w danej dyscyplinie sportu to ustawimy sportowców z róznych związków na mecie i Polskę będzie reprezentował ten, który dobiegnie pierwszy, dopłynie pierwszy, skoczy dalej, strzeli celnej, itd, itp.

2 października 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 4

7. Co dalej?

Rządy i banki centralne świata dosypują góry pieniędzy. Jest to konieczne leczenie objawów, ale nie zakończy kryzysu. Dobrze, że wczoraj Senat amerykański uchwalił wydanie $700 miliardów. Dobrze, że przedwczoraj Europejski Bank Centralny rzucił na rynek kolejne 30 miliardy Euro. Są to jednak wszystko rozwiązania tymczasowe i leczenie objawów. Dopóki nie poznamy ile i w których instytucjach są papiery wartościowe oparte o ryzykowne nieruchomości amerykańskie dopóty będziemy mieli doczynienia z kryzysem.

Bezpośrednim źródłem kryzysu jest brak informacji o tym ile jest strat na papierach wartościowych opartych o ryzykowne nieruchomości, oraz w których instytucjach te straty są ulokowane. Brak informacji spowodował brak zaufania pomiędzy instytucjami finansowymi – nie chcą sobie nawzajem pożyczać pieniędzy. A to już jest poważny problem, ponieważ może doprowadzić do upadłości nawet instytucje, które nie mają nic wspólnego z amerykańskimi papierami opartymi o ryzykowne nieruchomości, oraz ograniczy finansowanie normlanych firm.

Problem jest poważny ponieważ z definicji instytucje finansowe w krótkim okresie czasu są niewypłacalne. Instytucje finansowe zamieniają oszczędności w inwestycje. Polega to na tym, że długoterminowe projekty (takie z których kasę dostaną po długim czasie) finansują za pomocą krótkoterminowego finansowania (takiego które szybko muszą spłacić).  Ten rozjazd pomiędzy długoterminowym zwrotem, a krótkoterminową strukturą finansowania oznacza, że prawie każda instytucja finansowa jest w krótkim okresie czasu niewypłacalna.  By przeżyć instytucje finansowe muszą regularnie pożyczać sobe pieniądze. A właśnie ta płynność wyschła.

Wyschnięcie źródeł finansowania jest duże. Dla przykładu we wrześniu tego roku firmy amerykański wyemitowały obligacji na sumę $15 miliardów . Niby dużo. Ale, tak naprawdę bardzo mało. Bo we wrześniu 2007 roku firmy amerykańskie wyemitowały siedem razy więcej, czyli $101 miliardów obligacji. Podobnie jest na rynku pieniężnym. W pierwszych 24 dniach września tego roku firmy amerykańskie wyemitowały papierów komercyjnych za $44 miliardy, ale we wrześniu 2007 było to $244 miliardy.

Każda instytucja finansowa i firma, która w najbliższych 18 miesiącach będzie musiała pozyskać finanowanie może mieć kłopot. Rosja, która jeszcze niedawno ustami doradców Putina chwaliła się, że kryzys wykorzysta, by tanio kupować zagraniczne firmy właśnie zrozumiała, że jej firmy do końca roku muszą zrefinansować zadłużenie(wziaść nowe kredyty, by spłacić stare) w wysokości $40 miliardów, a do końca przyszłego roku kolejne $80 miliardów.

Nie wiem jaka jest przyszłość. Gdybym wiedział to bym mądrzył się z jakiegoś ładnego zamku położonego w pięknej okolicy. Natomiast możemy z dużym prawdopodobieństwem spodziewać się upadków kolejnych zagranicznych instytucji finansowych, recesji w USA i Europie Zachodniej. Spadku tempa wzrostu PKB w Polsce w przyszłym roku z prognozowanyh 4-5% do 2-3%. Upadłości sporej liczby polskich deweloperów – mają kłopoty z płynnością od drugiej połowy zeszłego roku. Natomiast w upadłość polskich banków na razie nie wierzcie – ale bądzcie rozsądni i patrzcie co się dzieje.

 

8. Prezydent Kaczyński jest głupim szkodnikiem

Kryzys, kryzys, kryzys mówi Kaczyński. Niestety prezydenckie gadanie może doprowadzić do kryzysu. W obecnej sytuacji nawet nieprawdziwe pogłoski mogą mieć prawdziwe konsekwencje.  Jeżeli Kaczor przekona obyateli, że jest kryzys, to kryzys będziemy mieć. Gdy ludziska zaczną wypłacać kasę z banków to banki zbankrutują.

Jeżeli te dwa półgłówki Jarek i jego brat prezydent Polski chcą zrobić coś dobrego dla Polski to obaj powinni sobie założyć konta w banku, zdeponować tam kasę swoją i mamusi, oraz podać to do publicznej wiadomości.

A silenie się na medialne zaistnienie poprzez straszenie kryzysem, którego w Polsce na razie nie ma powinni sobie darować.

1 października 2008

Państwo Polskie Moim Przyjacielem – 1

Zazwyczaj krytkuję urządzenie naszego państwa. Dziś jednak napiszę wam, że czasami nasze państwo jest dobrze urządzone.

Raz lub dwa razy do roku dostaję groźnie brzmiące wezwania, by stawić się w urzędzie skarbowym. Zwykle coś policzyłem nie tak w podatkach, albo nie zapłaciłem mandatu. Byłem tam przedwczoraj. Miałem źle obliczone zaliczki podatku za ubiegły rok i niezapłacony mandat.

Każdy urzędnik, którego wczoraj spotkałem był dla mnie sympatyczny i pomocny. Dzieńdobry, dziękuję, proszę, z uśmiechem, autentyczną sympatią i pełnym wyjaśnieniem co mam zrobić dalej.

Lubię swój urząd skarbowy. To znaczy zabierają mi kasę, której ciągle mi brakuje. Takie mamy prawo. Ale panie i panowie, którzy tam pracują są niezwykle mili – nawet poborcy podatkowi. Takie wrażenie z urzędu skarbowego wynoszę już od kilku lat. Wydaje mi się, że oni naprawdę się starają, bo wiedzą, że administracja skarbowa jest źle opisywana.

I dodam coś jeszcze, gdy usłyszycie kolejnego posła, który mówi źle o urzędnikach, to przypomnijcie, że wewnętrznie sprzeczne lub niezrozumiałe przepisy, które egzekwują urzędnicy są uchwalane przez polityków.

29 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 3

6. Kto jest winien kryzysu?

Powodów obecnego kryzysu finansowego jest kilka. Wskazywanie na jeden powód jest błędem.  Kto jest winien gdy na morzu podczas wielkiej burzy zatonie niesprawny statek prowadzony przez pijanego kapitana? Kapitan, bo pił? Armator, bo nie naprawił statku? Pogoda, bo była wielka burza? Kapitan portu, bo pozwolił statkowi wypłynąć. Załoga, bo się na taki statek zaokrętowała i słuchała takiego kapitana?

Poniżej opisuję powody, które przyczyniły się do obecnego kryzysu, mniej więcej w kolejności ich wagi dla spowodowania kryzysu:

Po pierwsze, gospodarka amerykańska jest niesamowicie zadłużona.  Za czasów Busha II zadłużenie publiczne USA wzrosło z około 60% do jakieś 69% PKB.  Ale to nie cały obraz. Zadłużenie publiczne i prywatne w USA wynosi 350% PKB! Amerykanie od około 30-tu lat żyją na kredyt. Wszyscy wiedzą, że to nie może trwać wiecznie, ale nikt nie wie kiedy amerykanie zostaną zmuszeni, by produkować więcej niż konsumują, zamiast konsumować więcej, niż produkują. Wprowadza to sporo nerwowości na rynek finansowy.

Po drugie, amerykańskie władze monetarne prowadziły luźną politykę pieniężną. W odróżnieniu od europejskich banków centralnych, które za zadanie mają wyłącznie dbać o stabilność pieniądza, Bank Rezerwy Federalnej ma za zadanie dbać o stabilność pieniądza i wzrost gospodarczy –zadania te są często sprzeczne. Zarządzający FEDem korzystają z tej dowolności celów. Alan Greenspan, kilka lat temu miał status bożyszcza. Między innymi dlatego, że gdy pękła bańka internetowa wpompował setki milardów dolarów w rynek, czym uchronił gospodarkę USA przed znaczną recesją. Te pieniądze jednak trafiły między innymi na rynek nieruchomości, oraz nauczyły inwestorów, że gdy zabraknie im rozsądku w ocenie inwestycji to Fed uratuje ich pompujac pieniądze w gospodarkę. Gdy już było (kilka lat temu!) oczywiste, że na rynku nieruchomości jest bańka to Fed nie zrobił nic by utrudnić dostęp do pieniądza i zatrzymać tę bańkę wcześniej.  Ben Bernanke, obecny szef FEDu niko nie pytając o zgodę uratował AIG kosztem 80 miliardów dolarów. Co gordza obecne władze Fed bardzo długo ociągały się z podniesniem stóp procentowych, gdy było to konieczne. Ten łatwo dostępny pieniądz łatwo się pożyczało, wiec trafiał tam, gdzie było spore ryzko, że nie wróci.

Po trzecie, państwowe instytucje regulujące rynek nie sprawdziły się. Fannie Mae, Freddi Mac i AIG to były jedne z najbardziej regulowanych i prześwietlanych przez państwo instytucji finansowych. Pomimo całego państwowego aparatu nadzorczego zbankrutowały. Po prostu żaden urzędnik, lub polityk nie odważył się powiedzieć nie pożyczajcie biednym (czarnym) na kupno domu, bo nie oddadzą tych pieniędzy. A ci, którzy pilnowali instytucji finansowych nie odważyli się powiedzieć nie finansujcie takich pożyczek. Przesadziłem? Nie, tylko dobitnie zilustrowałem ekonomię polityczną regulacji rynku finansowego.

Po czwarte, banki inwestycyjne, od prawie 30-tu lat przestały być chronione przed konkurencją na polu emisji papierów wartościowych dla firm. W odpowiedzi na coraz większą konkurencję ze strony banków komercyjnych (tzn. normalnych banków, które biorą depozyty i pożyczają pieniądze) banki inwestycyjne inwestowały pożyczone pieniądze by utrzymać swą dochodowość. Teraz okazało się wiele z tych inwestycyji było nietrafionych, a banki inwestycyjne operujące pożyczonymi pieniędzmi są modelem biznesu, który jest zbyt ryzykowny.

Po piąte, cały świat wierzy amerykanom, że oddadzą pieniądze, oraz wie, że amerykanie są największą potegą militarną na świecie. Czyni to z USA, z jego waluty i aktyw realnych, oraz finansowych bezpieczne miejsce do lokowania inwestycji. A przynajmniej czyniło. Coraz więcej inwestorów obawia się, że Amerykanie są teraz tak zadłużeni, że mogą skorzystać z inflacji, by zmniejszyć wartość swojego zadłużenia. A to oznacza, że zagraniczne pieniądze, które finansowały konsumpcję Amerykanów mogą przestać płynnąć do nich w takich ilościach. Już sama możliwość takiego odwrócenia przepływów finansowych osłabia warunki do inwestowania w USA.

Po szóste, spadek wartości nieruchomości. Bańka na rynku nieruchmości była oczywista od kilu lat. Wiedzieli o tym wszyscy w świecie finansów, ale liczyli na to, że zanim pęknie oni te inwestycje sprzedadzą komuś innemu, a w międzyczasie sami skorzystają na wzroście. Taka kalkulacja była możliwa ponieważ, amerykański rynek finansowy korzystał z łatwych pieniędzy udostępnionych przez władze amerykańskie, oraz zagranicznych inwestorów. Kiedy Greenspan zdecydował się pompować pieniądze w gospodarkę USA pomimo oczywistej bańki na nieruchomościach każda instytucja finansowa, która chciała mieć wyniki nie gorsze od innych musiała inwestować w aktywa oparte o amerykańskie nieruchomości.

27 września 2008

Zamordyzm i zakuwanie

 „Nauczyciel angielskiego musi przyznać, że opanowanie przez ucznia ortografii oraz stawiania znaków przestankowych, umiejętności rozpoznania i napisania zdania podwójnie złożonego są mniej ważne od wykształcenia nawyku uczciwego i otwartego mówienia, umiejętności słuchania, przyzwyczajenia do czytania wielu rodzajów książek, magazynów i gazet, oraz pisania tego w co się wierzy, co myśli i co czuje.”   

- Modern Language Association, 1968

Miałem okazję parę dni temu widzieć wiceminstra edukacji narodowej Prof. Zbigniewa Marciniaka, który bardzo się chwalił jak to jego ministerstwo przygotowuje skuteczną, przyjazną i nowoczesną podstawę programową. Nie wierzę panu wiceministrowi. Od kiedy pamiętam ministerstwo pisze nowe programy. Gdy poszedłem do szkoły w roku 1979 byłem pierwszym rocznikiem, który jak się wtedy mówiło szedł nowym programem. I co? Dziś znowu kolejny minister pisze nowe programy. A Polska szkoła cały czas jest zamordystyczna i uczy niepotrzbnej wiedzy encyklopedycznej.

Mamy mądre ministerstwo, które decyduje za rodziców i dzieci czego uczniowie będą się uczyć w szkole. I właśnie dlatego cały czas, choć od obalenia komuny minęło 20 lat, polska szkoła nie potrafi nauczyć mówić i pisać po angielsku – jeśli chcesz się nauczyć  angielskiego idziesz na kursy i zajęcia poza szkołą. Po co nam ministerstwo z jego programem i wymogami jeżeli nie potrafi załatwić tak prostej i zarazem tak ważnej i potrzebnej rzeczy jak nuaczenie młodych Polaków posługiwać cię językiem angielskim?

Jeżeli coś ma się zmienić w szkołach na lepsze to państwo musi się odczepić od szkół. Reformy wymyślane przez centralę w Warszawie należy zastąpić szkołą, która rozwija się i poprawia na co dzień. Dziś to jest niemożliwe. Kilkaset rozporządzeń wydanych w Warszawie szczegółowo określa jak pracuje szkoła. Ale my potrzebujemy takiej szkoły, która będzie szybko i sprawnie odpowiadać na zmieniające się potrzeby uczniów i rodziców, zamiast czekać aż narastająca frustracja wywoła kolejną reformę planowaną i wdrażaną z Warszawy.

 

p.s. przykład niezwykłych mądrości ministerstwa – jedno z ostatnich zdań w „Podstawa Programowa – Jak organizować edukację w szkkole podstawowej” to: „Odnośnie młodszych przedszkolaków zaleca się, aby co najmniej jedną czwartą czasu dzieci spędzały bawiąc się w ogrodzie, w parku, na łące.”.  Czy Polacy naprawdę są tak głupim narodem, że potrzebujemy Ministerstwa, które będzie pilnowało, by dzieci w przedszkolu przebywały na świeżym powietrzu?

20 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 2

4. Kryzys w USA będzie miał ujemny wpływ na polską gospodarkę.

Nie wierz tym, którzy mówią, że Polska gospodarka rośnie szybko i  nadal będzie tak rosła,  oraz tym, którzy twierdzą, że nasze instytucje finansowe są w pełni bezpieczne.

Kryzys pośredników finansowych na rynkach zachodnich wpłynie na gospodarkę realną (fabryki i firmy usługowe) tamtych krajów.  Ale spowolnienie wzrostu tam spowolni również nasz eksport i zmniejszy inwestycje u nas co obniży nasz wzrost gospodarczy. Gdyby władzom amerykańskim nie udało się rozładować kryzysu w uporządkowany sposób nasze instytucje finansowe również będą zagrożone.

5. Czy mam się martwić o swoje konto w banku, biurze maklerskim, lub polisę ubezpieczniową?

Na razie nie ma takiego powodu. Ale obserwuj co się dzieje.  Działania amerykańskich władz są modelowe i na razie powstrzymują upadek tamtejszego systemu finansowego (duża ilość bankructw ograniczająca kredyt do gospodarki realnej na wiele miesięcy), co pozwala na uporządkowaną restrukturyzację.

Jeżeli jednak panika okazała się za silna, by działania rządu ją powstrzymały to światowy system finansowy przez wiele miesięcy przestanie fnansować gospodarkę realną.

Jednak na razie nie musisz się bać. Ale możesz wykazać się elementarną ostrożnością. Na przykład, jeżeli masz dużo gotówki – rozprowadź ją po kontach w kilku bankach. W Polsce rząd gwarantuje depozyty do równowartości 1000 Euro w 100%. Powyżej tej kwoty do równowartości 22.500 Euro rząd gwarantuje depozyty w 90%. Gwarancja ta przysługuje na jedną osobę w jednym banku, więc nadwyżki ponad 22.500 warto ulokować w innym banku.

Raczej też nie brał bym teraz nowych kredytów. Jeżeli nie masz wcale oszczędności to postaraj się trochę odłożyć -- na większe wydatki, na wypadek gdybyś stracił pracę, oraz na emeryturę.

Słyszę ostatnio trochę polotek. Jeden z mniejszych banków w Polsce miewa chwilowe kłopoty z utrzymaniem płynności (zapewnienie gotówki na realizację bieżących zobowiązań). Polskie banki narażone są na straty w wysokośc 400-500 mln złotych w związku z upadkiem Lehman Brothers. Oraz „polski Warenn Buffet” i dwóch dużych oligarchów mają  kłopoty z płynnością. W sumie nic strasznego, ale słuchaj uważnie co w mediach i co mówią ludzie. Nie wierz od razu we wszystko, ale pamiętaj również, że nieprawdzie pogłoski mogą mieć prawdziwe konsekwencje.

19 września 2008

Państwo Polskie Moim Wrogiem - 7

Idę sobie dziś rano do pracy Powiślem, by zapracować na siebie i moje państwo i co widzę? Przed "Krajowym Centrum Szkolenia Kadr Sądów Powszechnych i Prokuratury" przy ulicy Bednarskiej 7 robotnicy zrywają betonowe całkiem dobre płyty chodnikowe i zastępują je kamiennymi. A jakże, urząd ważny musi być. A bez kamiennych płyt chodnikowych nie ma powagi.

Można, by co prawda doposażyć nasze sądy, bo proste sprawy wloką się w nich latami. Ale gdzie tam. Kamienne płyty muszą przed urzędem być i basta. Nie będzie noga Pana prokuratora Andrzej Leciaka, który dyrektoruje KCSKSPiP stąpała po przaśnym betonie.

Fajnie jest. Dobra, zabieram się do pracy, by wypracować podatki na  kolejne metry kwadratowe granitu. Na ra.

18 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych?

1. Spadek notowań na giełdach, oraz spadek cen nieruchomości to tylko symptom problemu.  Prawdziwym źródłem problemu jest upadek zaufanie do sektora finansowego. 

Dziś nie wiemy, gdzie w sektorze finansowym ulokowały się straty na inwestycjach w amerykańskie nieruchomości o podwyższonym ryzyku. Brak tej wiedzy powoduje niechęć instytucji finansowych do pożyczania sobie pieniędzy co ogranicza podaż pieniądza na rynku, oraz stwarza ryzyko upadku wielu znajdujących się w dobrej kondycji instytucji finansowych.

We współczesnym świecie większość przepływów finansowych dokonuje się pomiędzy instytucjami nie podlegającym rygorystycznym regulacjom bezpiecznościowym, oraz których aktywa i pasywa nie są znane światu zewnętrznemu. Właśnie te instytucje są szczególnie zagrożone upadłością. Upadek tych instytucji może pociągnąć upadek kolejnych instytucji finansowych, czy to bezpośrednio poprzez utratę pieniędzy, czy też poprzez dalsze obniżenie zaufania do sektora finansowego.

Upadek zbyt dużej ilości instytucji finansowych, lub zbyt dużych instytucji finansowych ograniczy finansowanie osób i firm do tego stopnia, że spowoduje bardzo poważną recesję. Nawet nieznaczne zmieniejszenie finansowania osób i firm spowodowane obniżonym poziomem zaufania do instytucji finansowych doprowadzić może do recesji.

2. Takiego kryzysu z jakim teraz mamy doczynienia nie było od lat 1929-31.

Wszystkie poprzednie recesje amerykańskie w ostatnoich 80 latach były wywołane podwyższeniem stóp przez Federal Reserve Bank, by zmniejszyć inflację. Wzrost stóp po których Fed pożyczał pieniądze bankom powodował wzrost cen pieniądza dla przedsiębiorstw i ludności, oraz doprowadzało do upadłościu wielu słabszych przedsiębiorstw.

Obecne recesja jest spowodowana ograniczeniem finansowania gospodarki amerykańskiej. Tym razem jest to tym badziej poważne, że gospodarka amerykańska (podobnie jak Polska) od 30 lat konsumuje więcej niż wytwarza (żyje na kredyt).

Na razie upadają (na razie) tylko instytucje finansowe, które tracą zaufanie innych instytucji finansowych. Zaufanie jest kluczowe dla istnienia instytucji finansowych ponieważ zazwyczaj instytucje finansowe pożyczają klientom na długie okresy (kredyty na domy, kredyty inwestycyjne dla firm), a same finansują się krótkoterminowo. W ten sposób spełniają bardzo pożyteczną rolę, ale zawsze są narażone na to, że nie znajdą krótkoterminowego finansowania na kolejny okres, by pokryć długoterminowe finansowanie, które same udzieły.

Nie upadła jeszcze żadna instytucja spowodu paniki wśród zwykłych ludzi.

3. Obecny kryzys jest bardzo niebezpieczny ponieważ może bardzo szybko się rozprzestrzenić na kolejne instytucje finansowe, oraz gospodarkę realną.

Przy braku pełnych informacji o stanie instytucji finansowych wystarczy tylko podejrzenie, że utraciły one płynność (nie ma gotówki na realizowanie bieżących zobowiązań), by doprowadzić do ich upadłości.

W takiej sytuacji jest racjonalnym, by każda osoba lub firma na podstawie najlżejszego podejrzenia przesuwała swoje pieniądze z podejrzanej do bezpiecznej instytucji. Jednak to co jest racjonalne w skali indywidualnej, gdy przyjmuje skalę zachowań powszechnych staje się nieracjonalne. Jeżeli ja podejrzewając możliwość kryzysu wyjmę swoje pieniądze z banku i schowam do materaca zachowuję się racjonalnie. Jednak, gdy my wszyscy postąpimy podobnie doprowadzimy do upadku całego systemu finansowego.

Nie jest to teoria. Bank inwestycyjny Bear Stearns, był wypłacalny (to co miał równało się temu co był winieny), ale ponieważ utracił płynność (nie był w stanie regulować bieżących rachunków), gdyż inne instytucje przestały mu ufać i odmówiły dalszego finansowania to zbankrutował. Ubezpieczyciel AIG również prawdopodobnie był wypłacalny.

Dopóki nie powróci zaufanie do instytucji finansowych żadna nie jest bezpieczna.

16 września 2008

I będzie jeszcze gorzej!

Odporny jestem. Ale jednak dopiekło mi kilkanaście maili i smsow otrzymanych w ostatnich tygodniach, z których wynikało, że uprawiam narodową ułomność zwaną marudztwem. Mam takie wrażenie, że moi znajomi i reszta Polaków chce koniecznie wreszcie nacieszyć się rzeczywistością. Poimitować naszych zachodnich odpowiedników. Pobawić się w wyrafinowaną konsumpcję, która potwierdzi naszą przynależność do cywilizowanych narodów świata.

Chcemy się tak bawić. I bardzo, ale to bardzo niedopuszczamy do siebie myśli, że jest to konsumpcja na kredyt – bardzo dosłowny kredyt, bo my Polacy od lat 70-ych konsumujemy więcej niż wytwarzamy. Ja niestety nie potrafię wczuć się w ten klimat  samozadowolenia.  

Po pierwsze obawiam się o swoją przyszłość, gdy widzę jak indywidualny wysiłek Polaków zderza się ze wspólną niemocą.  Ja i ty indywidualnie możemy zrobić sporo. Ale ten wspólny wysiłek jest umniejszany przez chroniczną i systemową niewydolność naszego państwa. Weźmy taki prostry przykład jak drogi. Nawet w te kilkaset osób, które czytają tego bloga autostrad w Polsce nie zbudujemy. Przyznam, że gdy widzę drogi na Litwie, w Czechach, Słowacji, Ukrainie i Niemczech to szlag mnie trafia. Budowa dróg to taka prosta rzecz. Wytycza się ścieżkę, leje beton i asfalt, a potem puszcza samochody. Ale moje państwo nie potrafi od 20 lat zrobić tak prostej rzeczy. Jest skrajnie niewydolne. I wcale nie domagam się sieci drogich autostrad. Tych wcale nie potrzebujemy. Na obecnym etapie rozwoju wystarczyłaby pomiędzy dużymi miastami trochę lepsze gierkówka – dwa pasy ruchy i skrzyżpowania bezkolizyjne w bardziej ruchliwych miejscach. Tylko na wylotach z dużych miast i  w obrębie kilku aglomeracji przydałyby się krótkie odcinki o jakości autostrad. Niestety od 20 lat fundujemy sobie za drogie jak na naszą kieszeń autorstrady. To znaczy najpierw nic nie robimy. Potem koncesje na budowę bardzo drogich autostrad rozdajemy firmom o podejrzanej prowiniencji. Tak, ty i ja rozdajemy – bo państwo w naszym imieniu, to też ty i ja. A potem przez wiele lat jeszcze się przepychamy z tymi firmami strasząc je odbiorem koncesji. Mógłbym pisać dalej i więcej. Ale chodzi o sposób, smak i podejście. Budowa dróg, która nam nie wychodzi jest prosta. Natomiast stworzenie prawa gospodarczego, które wypośrodkuje sprzeczne interesy obywateli, tak by umożliwić nam szybki rozwój to dopiero wyzwanie...

Po drugie, dzień w dzień widzę niesamowity rozjazd pomiędzy moimi oczekiwanami, a działaniami miłościwie nam administrujących polityków.  Ja potrzebuję, by rządzący wprowadzili tysiące drobnych usprawnień w naszym wspólnym życiu, które sumują się do nowoczesnego państwa. Nie potrzebuję od nich wielkich haseł i słów.  Gdy czytam w weekendowej „Gazecie Wybiórczej”, że kobieta, która we własnym domu urodziła dziecko musi błąkać się od szpitala do szpitala, bo państwo nie ma procedur(!) dla rejestracji dziecka urodzonego poza szpitalem to czuje się jak u Kafki. Nie mam nadmiernych oczekiwań. Wiem, że wszystkiego nie zrobimy od razu. Czasami, wystarczyłoby mi żeby wybrani na wyeksponowane stanowiska przestali marnować twoje i moje pieniądze.  Gdy rzecznik prezesa NBP oświadcza mi, że prezes NBP to ważna persona i dlatego musi jeździć limuzyną za 250 tys. złotych to mam ochotę uderzyć tego Pana i kazać mu kupić limuzynę za swoje a nie za twoje i moje.

Po trzecie i najważniejsze gospodarka.  Po 20 latach słowa reforma i gospodarka powodują u nas odruch niechęci. Ale niestety proste rezerwy typu prywatyzacja najbardziej wartościowych firm i obniżenie inflacji zostały już wykorzystane. Z tych bardziej skomplikowanych źródeł wzrostu takich jak twórcza siła umysłów, ciężka praca oraz sprawne i uczciwe zarządzanie dobrem wspólnym Polacy nie potrafią korzystać. Nie dlatego, że są głupi tylko dlatego, że nie mamy warunków dla tworzenia postępu technicznego i organizacyjnego. Nasze uczelnie symulują rozwój wiedzy. Polacy potrafią też cięzko pracować. Przynjajmniej ci, którzy pracują. Ale w swej masie jesteśmy najbardziej leniwym narodem Europy. Najmniejsza pośród europejskich narodów część zdolnych do pracy, pracę tą wykonuje. I nie jest to lenistwo genetyczne, tylko takie stworzyliśmy Polakom zachęty. Tak ty i ja – bo państwo działające w naszym imieniu to ty i ja. Starszym opłaca się uciekać na emerytury na koszt młodyszych podatników. Młodszym podatnikom fundujemy opodatkowanie pracy na poziomie opodatkowania towarów akcyzowych, więc może im się bardziej opłacać olać ojczyzną i wyjechać do pracy za granicę. Przeciętny Polak mieszkający sam i zarabiający przeciętną pensję płaci 44% podatku, Brytyjczyk 33%, a Irlandczyk 24%.

Niestety dobra międzynarodowa koniunktura się własnie kończy. Recesja, która pięknie rozwija się  w Stanach jest zupełnie inna od tych recesji, które mieliśmy tam w ostatnich kilkudziesięciu latach. Te wcześniejsze podowował Bank Rezerwy Federalnej podnosząc stopyu procentowe w obliczu wyższej inflacji. Ta obecna wynika z braku zaufania do instytucji finansowych. A to znacznie poważniejsza sprawa...

Jest dobrze!

Żołnierzu powiedzcie jednym słowem jak sytuacja na froncie. Dobrze! A dwoma słowami? Nie dobrze!

Jak fajnie jest, że nie muszę się obawiać o moją przyszłość w tym kraju! Nawet jeżeli indywidualnie jestem leniem, to nasz wspólny wysiłek i sprawnie zorganizowane państwo wyciągną mnie za uszy. Jak fajnie jest, że nie oplata mnie sieć durnych nikomu niepotrzebnych przepisów. Jak fajnie jest, że autostradami i drogami ekspresowymi mogę szybko, ekonomicznie i bezpiecznie dojechać w każdy zakątek kraju. A towary i usługi sprawnie docierają do odbiorców, dzięki czemu nasza gospodarka prężnie się rozwija. Dziękuje prezydentowi miasta Warszawy Kaczyńskiemu za Most Północny w Warszawie. Dziękuje Platformie, że już niedługo dotrzyma swych obietnic budowy autostrad. Dziękuje Hannie Gronkiewicz Waltz, za Most Północny, za Most Krasińskiego. Jak fajnie jest, że gdy moja partnerka urodzi dziecko w domu zamiast w państwowym szpitalu to państwo nie tworzy przeszkód w jego zalegalizowaniu.

Jak fajnie jest, że miłościwe administrujący nam politycy i ja mamy takie same zapatrywanie na wspólne sprawy. Jeśli mamy w budżecie 2 miliony złotych to oczywiście wydamy je na leczenie weterenów z Iraku i Afganistanu, a nie na durne defilady w Warszawie podczas napuszonych i naburmuszonych święt narodowych. Jak fajnie jest, że w związku ze starzeniem się społeczeństwa poczyniono rezerwy na emerytury i leczenie naszych dziadków i rodziców. Jak fajnie, jest że ta Pani co kiedyś zarządzała ZUS lekcje języka angielskiego kupoiwała za własne a nie za nasze pieniądze. Dzięki o wam Ci którzyście wdrapali się na eksponowane stanowiska!

Jak zajebiście fajnie jest, że nasza gospodarka ma jeszcze kupę prostych rezerw rozwoju, a na świecie panuje niesamowita koniunktura. Wcale nie trzeba dobrze gospodarzyć Polską i nie trzeba przejmować się naprawą polskich szkół i uczelni. Ale nawet jeśli dziś nie trzeba to nasi przewidujący politycy w czasie dobrobytu spłacili długi publiczne i zrobili rezerwy na chude lata.

7 września 2008

Jestem i będę niesympatyczny

Słyszę ostatnio coraz częściej, że jestem na blogu niesympatyczny, że narzekam, marudzę i się czepiam. Może. A nawet owszem tak! Marudzę i będę dalej marudził, bo jestem małosilny, by zmienić te elementy naszej rzeczywistości, które utrudniają Polakom osiągnięcie należnego nam miejsca na drabinie rozwoju cywilizacyjnego. Znam Polaków. Widzę indywidualny wysiłek, który wkładany w polepszenie naszej egzystencji. Naprawdę ciężko pracujemy. Ale widzę też, jak to co wspólne ogranicza nas w osiągnieciu wyższego dobrostanu. Swoje frustracje związane z tymi obserwacjami wystukuje na klawiaturze. Lepsze to niż picie, bo czasami ktoś coś odpowie lub dopowie.  W ten sposób uczę się i rozwijam. A może nawet tę indywidualną niemoc przekuwam na wspólną moc. Pożyjemy, zobaczymy.

Po za tym gdybym miał się z czego cieszyć i chwalić to bym to robił. Ale gdzieś tak od 13 lat, czyli od  zwycięstwa SLD a potem Kwacha, chęć ulepszenia tego co wspólne zamarła w Polsce. Każdy z nas – no może trochę przesadziłem – ale na pewno większość z nas wkłada indywidualnie wielki wysiłek w poprawę swego dobrostanu. Symptomem tego są nasze wysiłki mieszkaniowe. Jak Polska długa i szeroka ludzie remontują i upiększają swoje mieszkania, odkładają na mieszkanie, czekają na lub własnie kupili mieszkanie. Ale ten indywidualny wysiłek nie wystarczy. Zderzy się niedługo ze wspólną niemocą.  I nie jest to wina jakiś polityków, urzędników, układów. Lecz jest to wina nas Polaków. W tym ciebie i mnie. Polacy, czyli ty i ja, budzą się ze zwykłej sobie apatii wtedy, gdy jest już za późno.  

A już jest zapóźno, by na przykład naprawić polskę energetykę. To wyłączenie prądu, które dotknęło kilka tygodni temu południową Warszawę, oraz brak prądu w Szczecinie kilknaście tygodni temu to zwiastun nadchodzących kłopotów z prądem. Za jakieś trzy lata wyłączenia prądu staną się regułą. Wiadomo było o tym od kilkunastu lat. Polskę elektryfikowano w latach 60-ych i 70-ych. Od tamtego czasu niewiele zrobiono. Przepracowane kotły w elektrowniach i całe bloki energetyczne niedługo trzeba będzie wymieniać. Ale na razie nikt nie złożył na nie zamówień. Taki kocioł do elektrowni buduje się do dwóch lat... .  Ja już do domu kupiłem sobie jeden mały generator prądu. A w przyszłym roku kupię taki spory dislowski na którym cały dom będzie mógł chodzić przez kilka dni. Jeśli macie dom radzę wam zrobić to samo. Bo tak mniej więcej w okolicach Euro 2012 w Polsce zacznie brakować mocy wytwórczych prądu, oraz spolegliwych linii energetycznych.

Enregetyka to nie jedyne zapóźnienie rozwoje wychodowane na nasze życzenie. Jest już za późno na małobolesne rozwiązanie wielu innych problemów. Chociażby takich jak sfinansowanie kosztu emerytur i leczenia starzejącego się społeczeństwa, oraz na małobolesną naprawę polskich uniwersytetów i szkół. Za 5-10 lat trzeba będzie podnosić podatki, by sfinansować emerytury i leczenie, drastycznie obcinać zakres usług medycznych obiecanych przez państwo, oraz poziom emerytur wypłacanych w przyszłości. I nie winmy sympatycznych głuptasów typu Cymański, Komorowski, Chlebowski. Nasi wiodący politycy są tacy mili, sympatyczni i pozbawieni rządzy naprawy naszej rzeczywistości, bo miły i nierozgarnięty polityk, który nic od nas nie wymaga jest towarem, który dobrze się sprzedaje. By stać się tak miłym i sympatycznym Donek zanim został premierem przeszedł niezłe pranie osobowości przy pomocy nawybitniejszych polskich psychologów. PISuary teraz też kombinują jak zrobić, żeby Kaczor dał się lubić. Na razie kombinują przy wizerunku medialnym.  Nie tędy droga.  Z  trudem kreowanego wizerunku zawsze wyjdzie Kaczor. Szkoda czasu. Najpierw zabierzcie Kaczora do psychologów niech mu ustawią osobowość. Potem róbcie wizerunek.

Tylko taki narwaniec jak Rokita, który miał ambicję coś zmienić nie zajmował się takimi pierdołami jak wizerunek i ustawianie osobowości. Czym się to skończyło wiemy. Odstawiony został na boczny tor. Zamiast niego mamy premiera, którego głównym zadaniem jest uroczyste otwieranie kolejnych boisk piłkarskich. Stało się tak, nie tylko dlatego, że Rokita nie potrafił tworzyć własnej ferajny do zdobycia władzy, i że bardziej zależało mu na tym by być najmądrzejszym, niż najsympatyczniejszym. Ale również dlatego, że panuje wśród nas ogromna niechęć do naprawy tego co wspólne. Rokita zrozumiał swój błąd jakieś trzy lata temu. Tuż przed wyborami po których przestał być kandydatem na premiera usłyszałem od niego, że do zdobycia władzy i sprawowania władzy potrzebni są różni ludzie. Natomiast Polacy jeszcze nie zrozumieli swojego błędu. Potrafimy się zjednoczyć emocjonalnie przeciw rozpasaniu ekipy Millera i Kwacha, oraz przeciwko wybuchowi kaczystowskich złości, zawiści i urawniłowki. Ale nie potrafimy zjednoczyć się za czymś. Ten blog nie jest pierwszym miejscem z którego słyszałeś o tym, że jest za późno na naprawę polskiej energetyki. Gazety i inne media nadają o tym od kilku lat. Ale olałeś ten komunikat. Niedługo będziesz nad nim myślał przy świeczkach.

Z życzeniami sympatycznego niedzielnego wieczoru.

2 września 2008

Państwo polskie moim wrogiem - 6

W lutym byłem w zakładzie energetycznym. Kupiłem sobie dom i chciałem przepisać licznik z poprzednich właścicieli na mnie. Wiecie, robię się starszy i bardziej grzeczny, więc wolę żeby był porządek w papierach. Jak to w zakładzie energetycznym odstałem swoje w kolejkach. Przyjechałem też dwa razy, bo za jednym razem nie jest możliwym załatwić przepisanie  licznika. Wypełniłem też masę papieru. Na koniec miła pani w zakładzie energetycznym zapewniła mnie, że nową umowę otrzymam po miesiącu. Nawet jej uwierzyłem, bo była taka miła i przekonująca.

Dziś mamy wrzesień. Od wizyty w zakładzie energetycznym upłynęło sześć miesięcy. Umowy jak nie było tak nie ma. Za to od zakładu energetycznego właśnie dostałem przypomnienie w/s niezapłaconej faktury. Znowu ktoś powie, że jestem na blogu niesympatyczny: wkurwiłem się! Podpisując umowę uregulowałem wszystkie należności. Żadnej faktury od tamtego czasu nie dostałem. A teraz mam pismo przypominające o niezapłaconej fakturze z adnotacją, że „za każdy dzień zwłoki naliczane są odsetki”.

Mogę teraz marnować czas i udowadniać, że faktury nie było. Że urząd, sorry zakład energetyczny nie może naliczać mi odsetek, itp, itd. Niestety każdy Polak wie, że szkoda czasu i energii. Po raz kolejny państwo polskie mnie dyma i ma w nosie. A ja jestem bezsilny. Żadne odsetki od niezapłaconej faktury, tej państwowej firmie nie należą się. Ale nie mam siły walczyć z wszystkimi absurdami tego państwa. Niby powinnem być obywatelski wytykać absurdy tego państwa, nawet jeśli nic poza ich nagłośnieniem nie uzyskam, w nadziei, że  razem z innymi obywatelami coś z tym  absurdem jednak zrobię. Ale dziś akurat mam to w dupie. Poddaję się. Potulnie zapłacę na podstawie przypomnienia za fakturę, której nigdy nie widziałem. A potem, gdy naliczą mi odsetki też grzecznie zapłacę, bo tak jest rozsądniej.

Ale coś się we mnie gotuje. Jeszcze nie wiem co, ale coś zrobię...

10 sierpnia 2008

Pięc lekcji z Gruzji


Z wydarzeń w Gruzji możemy i powinniśmy wyciągnąć lekcje dla nas.

Lekcja pierwsza: Z Rosją konfrontować mależy się tylko wtedy, kiedy mamy jasny długofalowy plan konfrontacji i środki do jego zrealizowania. Wszystko jedno jak dolegliwe będą w przyszłości ewentualne rosyjskie prowokacje wobec Polski to nie możemy się dać sprowokować jeśli nie jesteśmy gotowi na dalszą eskalację. Gruzja miała prosty pomysł. Szybka interwencja wojskowa, by położyć kres prowokacjom Osetyjskim sponsorowanym przez Rosję. A potem świat każe obydwu stronom zaprzestać działań wojennych. Gruzini planowali, że zostaną z Osetią południową, a Rosjanie jak niepyszni zostaną powstrzymani przez wspólnotę międzynarodową. Ta łatwa interwencja nie udała się. Dziś rosyjskie czołgi i samoloty nie tylko odbiją Osetię południową, ale zrujnują strategiczną infrastrukturę gruźińską i zduszą odbijającą się od dna gospodarkę gruzińską. W Abchazji drugiej separatystycznej republice Gruzji wszczęto walki mające wypchnąć Gruziniów jeszcze dalej. Wojska rosyjskie kazały Gruzinom wycofać się z terenów wokół Abchazji. Rozbiór Gruzji stanie się coraz bardziej prawdopodobny. Coś wam to przypomina...?

Lekcja druga: Umiesz liczyć, licz na siebie. Gruzja sądziła, że ponieważ jest jedynym nierosyjskim terenem przez który do Europy można ściągnąć nierosyjską ropę i gaz to wspólnota międzynarodowa obroni Gruzję przez rosyjskim odwetem.  Jednak cwani Rosjani podkreślają, że nie mają intencji podbijać Gruzji, lecz co najwyżej sugerują, że okroją Gruzją z kilku terytoriów. Europa ciągle będzie miała jakieś nierosyjskie terytorium przez, które będzie mogła kiedyś (jeśli zechce) pobudować gazo i ropociągi.

Wspólnota międzynarodowa nie pomoże Polsce jeżeli istotne interesy innych krajów nie będą zagrożone. Utarta częsci terytorium przez Gruzję nie szkodzi wspólnocie międzynarodowej. Zniszczenie gruźinskiej infastruktury gospodarczej oraz pokonanie jej armii, może co najwyżej osłabić wewnętrzne poparcie dla prezydenta Gruzji. Europę i resztę świata mało to obchodzi. Niektórzy ja na przykład Niemcy będą się wręcz z tego cieszyć – niektórzy jak zastępca niemieckiego MSZ uczynią to publicznie.

Nie liczmy też na wdzięczność za polskie zasługi. Jedyna wdzięczność, której możemy oczekiwać, to wdzięczność ze usługi jeszcze niewyświadczone. Gdy inne państwa wycofywały swej wojska z Iraku to Gruzini przysłali do Iraku więcej wojsk. Jeszcze w tym tygodniu mieli trzeci największy po Amerykanach i Brytyjczykach kontygent wojsk w Iraku. Sądzili, że to coś im da. Amerykanie przez piątek i sobotę nawet nie zauważali załamania się gruźińskiej ofensywy. Gruzini wołali, że wycofają z Iraku połowę żołnierzy. Mieli nadzieję, że Stany jakąś zareagują by powstrzymać Rosyjski odwet na Gruzji. Zero reakcji. Potem postanowili, że wycofają wszystkich żołnierzy.

Lekcja trzecia: nie ma zasad, są interesy. Współczesny porządek międzynarodowy jest oparty o dwie sprzeczne z sobą zasady: prawa narodów do samostanowienia i nienaruszalności granic. Dopóty jest jasne kto stanowi, które narody mają prawo do samostanowienia, a które granice są nienaruszalne jest spokój.

Gdy jednak równowaga sił zostaje zachwiana status quo oparte oparte o zgodę silnych i pozorne zasady zostaje również naruszone. My Polacy nie jesteśmy tu wyjątkiem. Nasze państwo twierdzi, że Kosowo ma prawo do ogłoszenia niedpodległości od Serbii, ale tego samego prawa odmawiamy Abchazom i Osetyńcom, którzy chcą odłączyć się od Gruzji.

Nie liczmy, że nasze interesy zostaną ochronione przez jakieś zasady. Zawsze budujmy własną siłę i koalicje zainteresowane wspieraniem nas w konkretnych sprawach. Zasady to parawan za którym powinniśmy chować nasze brudne sprawki, oraz szczytne hasło to  propagowania naszych interesów.

Lekcja czwarta: Nie ma jednej Rosji. Przestańmy mówić Rosja to, Rosja tamto. W Rosji jest wiele ścierających się grup interesów. Dopóki będziemy Rosję uważać, za wiecznego wroga dopóty nie będziemy rozumieć dynamiki władzy w Rosji.

Rosja ma swoje interesy, które bywają sprzeczne z naszymi. Ale Rosjanie nie są naszymi wrogami. Największym wrogiem Rosjan są oni sami. Ich gospodarka napędzana petrodolarami, generuje oligopole władzy, które wzajemnie się przepychają i odstawiły zwykłych Rosjan od realnego wpływu na władzę. Ale ta sama gospodarka nie potrafi stworzyć podstaw postępu technologicznego i organizacyjnego, które są motorem rozwoju gospodarczego. Nawet w przemysłach wydobycia surowców, które są podstawą obecnego wzrostu rosyjskiej gospodarki Rosjanie najnowsze technologie muszą importować.  Ich społeczeństwo nie ma siły przyciągania. Młodzi rosyjscy profesjonaliści, którzy cieszą się świetną pozycją, wysokimi zarobkami i garściami korzystają z dzisiejszego wzrostu gospodarczego (Moskwa jest obecnie o wiele fajniejsza niż Warszawa), wiedzą jak kruche są ich społeczeństwo i gospodarka. Stan zdrowia Rosjan, oraz ich oczekiwany okres życia stawiają Rosję na równi z państwami trzeciego świata. Rosjanie nie dbają o to co mają najcenniejszego, nie dbają o Rosjan.

Rosja sama będzie sobie tworzyć wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Gdyby Rosja potrafiła spowodować, że Czeczeni i Gruzini zechcieliby zostać lojalnymi obywatelami rosyjskimi to wtedy rzeczywiście musielibyśmy się bać Rosji (lub zostać Rosjanami). Na szczęście państwo i społeczeństwo Rosyjskie, tworzy stereotyp słowiańskiego blond Rosjanina. A ten słowiański blond Rosjanin, gdy już zgnoi śniadych i ciemnowłosych przyjezdnych jest przez swoje państwo pomiatany. Może to się kiedyś skończyć jakimś nieprzyjemnym paroksyzmem, ale w sumie w długim okresie znacznie osłabia Rosję.

Z Rosją należy rozmawiać. Nie żadną, która nam przypada do gustu, ale z tą, która jest. Bo żadnej innej nie będzie. Z Rosją należy szukać pozytywów. A wbrew pozorem jest wiele pozytów. Nawet szowiniści wśród Rosjan docenią, że granica z Polską jest jedynym kawałkiem ich bardzo długiej granicy, o którą nie ma sporów.

Lekcja piata: Przyjacielska twarz do wszystkich, rozmowa ze wszystkimi, zmniejszać swoje słabości, i zwiększać siłę.

Publiczne manifestacje wrogości typu, udostępnienie przez prezydenta Kaczyńskiego swej strony internetowej władzom gruzińskim sytuacji Gruzji nie zmieni, a nam przysporzy wrogów w Rosji. Pomimo hakerskich ataków na gruzińskie serwery, wiele stron gruźinskich jest nadal dostępnych (polecam www.civil.ge). Rosjanie na pewno odnotują, że w czasie kiedy giną ich żołnierze, nasz prezydent udostępnia swoją stroną internetową naczlenmu dowódcy wojsk strzelających do Rosjan. Gruzji w ten sposób nie pomożemy, sobie zaszkodzimy. Po co?

Bewzględnie powinniśmy określić swoje interesy i w możliwe niekonfrontacyjny sposób ich bronić. Nasza główna słabość wobec Rosji to energia. Zamiast krzyczeć na Rosjan powinnśmy się sami zabrać do roboty u nas w kraju. Powinniśmy jak najszybciej wybudować elektrownie atomowe, podłączyć się rurociągiem do zachodnich systemów gazociągów, odbudować nasze starzejące się elektownie konwencjonalne, oraz zwiększyć efektywność energetyczną gospodaraki w sposób stopniowy i przewidywalny co ro