Zachodnia hegemonia symboliczna…

Gdy wieszają w Polsce portrety polityków to zagraniczni notable oraz rodzimi jurgieltnicy i przeciwnicy wolności słowa krzyczą: faszyzm! Gdy we Francji gilotynują kukłę Macrona i kopią zgilotynowaną głowę… nic, cisza, normalka.

Rok temu młodzi ONRowcy powiesili portrety polityków z PO. Jak wówczas pisałem, to powszechny we współczesnej kulturze politycznej zachodu sposób wypowiedzi . Ale tylko, gdy odbywa się tam. Bo gdy odbywa się w Polsce, to jest dowodem na faszyzm tubylców.

Ledwie zawisły portrety, a już oburzeniem unosiła się cała plejada zagranicznych notabli. Jak na przykład przewodniczący Europarlamentu:

Źródło: https://twitter.com/EP_President/status/935101358549749760

Niedawna rezolucja europarlamentu o faszyzmie w Europie jako jeden z przykładów rzekomej neofaszystowskiej przemocy(sic) wymienia owo powieszenie portretów polityków PO:

U nas również urzędnicy, którzy mają bronić obywateli jak Adam Bodnar rzecznik praw obywatelskich, domagają się karania za wieszanie portretów polityków:

Źródło: TVN

Tymczasem we Francji podczas ostatnich protestów ustawia się gilotyny:

Źródło: Źródło: https://www.dailymail.co.uk

https://www.dailymail.co.uk/news/article-6477953/Yellow-Vest-protesters-erect-GUILLOTINE-bearing-French-Presidents-political-party-amid-riots.html

Na niektórych z tych gilotyn, ścina się kukłę Macrona i następnie kopie zgilotynowaną głowę kukły:

Źródło: Źródło: https://www.dailymail.co.uk

Francuski faszyzm? Wzywanie do przemocy. Non! To Francja elegancja i ogólnie kultura się ma rozumieć.

Tu nie ma co z nimi dyskutować i tłumaczyć. Bo nie o argumenty chodzi. To, że podczas polskiego święta narodowego w Warszawie przemaszerowało ćwierć miliona Polaków radośnie i bez przemocy, a we Francji podczas świętowania ich święta narodowego spalono ponad 800 samochodów, tylko zwiększa potrzebę narracyjnego dokopania Polsce.

Zachód by utrzymać swoją hegemonię potrzebuje orientalizować Polaków, tj. przedstawiać ich jako dzikich, innych, obcych, dziecinnych i zarazem niebezpiecznych ludzi zacofanego wschodu.

Udowadnianie, ze nie jesteśmy nacjonalistami, antysemitami, itp. nie ma sensu. Bo nie o liczby i fakty chodzi. Bo nie chodzi, o to, że w ostatniej dekadzie mieliśmy największy w UE przyrost imigrantów (z Ukrainy), bez istotnych napięć społecznych. Nie chodzi o to, że to we Francji, a nie w Polsce, synagogi chronią uzbrojeni w broń maszynową strażnicy. Nie chodzi o to, że w Niemczech, a nie w Polsce prawie co dzień płonie mieszkanie lub ośrodek dla imigrantów. Chodzi, o to, by utrzymać przekonanie obywateli zachodu, że są lepsi, a Polaków, że są gorsi.

Większym problemem, od zachodnich oszczerców, są ich polscy współpracownicy. Verhofstad „w Warszawie maszerowało 60 tys faszystów”, Fukuyama „polski premier i prezydent przemaszerują w Warszawie z faszystami” niech sobie głoszą swoje kłamstwa. Groźniejsi są rodzimi jurgieltnicy typu Schetyna „to będzie marsz wstydu i hańby”. Na zachodnie zamówienie i dla własnego interesu potwierdzają ich brednie o nas. Przy okazji usiłują ograniczyć naszą wolność słowa.

Jeśli krytykujesz Brukselę, albo stawiasz się Berlinowi czy Paryżowi, to jest nacjonalistą lub faszystą. Berlin może łamać tyle europejskich norm prawnych ile chce (reguły dotyczące deficytu, reguły dotyczące imigracji, czy reguły wolnego przepływu usług), ale to Polska jest i będzie w zachodniej narracji antyeuropejska, nacjonalistyczna i faszystowska.

Nie ma co się pieklić. Rozwiązaniem jest mieć w d…., co Zachód o nas myśli. A tutaj zwiększyć formalnie obowiązującą wolność słowa. By jurgieltnicy typu Schetyna i Gräfin von Thun und Hohenstein oraz przeciwnicy wolności słowa typu Bodnar, nie mieli paragrafu na nas. A ci z Zachodu mogli usłyszeć: bo u nas w Polsce mamy wolność słowa, przyjedzie, spróbujcie, może się wam spodoba…

0 comments… add one

Leave a Comment