W krótkim okresie tylko imigracja znacząco zwiększy podaż pracy

Ograniczenia podaży w Polsce są strukturalne. Możemy podejmować działania zwiększające podaż pracy Polaków. Ale ich efekty w większości będą niewielkie i odłożone w czasie.

Decyzja o podjęciu pracy jest wieloczynnikowa, wpływają na nią m.in.: płaca, pozapłacowe warunki pracy, umiejętności, wysokość podatków, odległość pracy od miejsca zamieszkania, dostępność mieszkań tam gdzie jest praca, praca lub brak pracy współmałżonka, wiek, zdrowie, samoistna satysfakcja z pracy, sytuacja materialna, itp.

Zazwyczaj znaczne zwiększenie pracy podaży pracy działaniami publicznymi wymaga wpłynięcia na kilka z tych czynników. Dlatego polityka publiczna nie jest w stanie, ani znacznie, ani szybko zwiększyć podaży pracy.

Poniżej, pod twoją rozwagę, daję listę kilkunastu możliwych interwencji, okraszonych gdzie niegdzie, krótkim komentarzem:

Po pierwsze, potrzebujemy obniżyć opodatkowanie pracy najmniej zarabiających. Polska ma ponad przeciętnie wysokie opodatkowanie pracy najmniej zarabiających:

Łączne opodatkowanie pracy osoby zarabiającej 2/3 średniej krajowej

Źródło: OECD Taxing Wages 2017, dane za 2016

Polak, który w Polsce zarabiał 2/3 średniej i przeprowadzi się do Irlandii, by tam również zarabiać 2/3 średniej, zmniejszy opodatkowanie swojej pracy prawie o połowę! Co gorsza ta niedobra różnica w opodatkowaniu najmniej zarabiających w Polsce i na świecie narasta z czasem. Poniżej widzisz opodatkowania pracy osoby zarabiającej 2/3 średniej krajowej w Polsce i przeciętną dla OECD:

Źródło: OECD Taxing Wages 2017, dane za 2016

Przy płytkim i drogim rynku wynajmu mieszkań, potencjalni pracownicy zarabiający najmniej, a mieszkający poza większymi miastami, są u nas wypychani z rynku pracy. Często nie zarabiają po opłaceniu podatków tyle, by wynająć mieszkanie lub dojeżdżać do dużych miast gdzie jest praca.

Obniżenie opodatkowania pracy najmniej zarabiających to jedyna zmiana zwiększająca podaż pracy Polaków, którą można przeprowadzić w miarę szybko i która samoistnie może mieć w miarę zauważalny efekt.

Po drugie, imigracja stanowi jedyny szybki sposób znacznego zwiększenia podaży pracy w Polsce. Do tej pory mieliśmy sporo szczęścia. Ukrainców do Polski przyciągnęły nie nasze działania, a Wowa Putin. Ukraińcy zostali wypchnięci ze swojego rynku pracy. Według doniesień ONZ ponad półtora miliona Ukraińców stanowią uchodźcy wewnętrzni, a ponad cztery miliony Ukraińców otrzymuje pomoc humanitarną. Napaść Rosji na Ukrainę oraz recesja na tamtejszym rynku uratowała podaż pracy w Polsce w latach 2016 i 2017.

Ale obecna imigracja nie jest trwała. Poprawa sytuacji na Ukrainie lub zachęty dla Ukraińców w innych państwach UE pozbawią nas pracowników, którzy uratowali naszą gospodarkę w ostatnich dwu latach. Czesi właśnie zwiększają liczbę pozwoleń na prace dla Ukraińców. Niemcy też rozważają podobne działania. Albo szybko staniemy się preferowanym rynkiem pracy dla Ukraińców, albo stracimy ich.

W dłuższym okresie jeśli chcemy gonić zachód niezbędnym jest, żebyśmy się nauczyli, tak jak oni zasysać dobrych pracowników z zagranicy. Jeśli tej umiejętności nie opanujemy, nigdy nie dogonimy zachodu.

Po trzecie, podnieść wiek emerytalny. Niedawno wprowadzone obniżenie wieku emerytalnego jest kosztowne dla budżetu, ale póki co, nie jest tak szkodliwe dla rynku pracy jak się powszechnie uważa. Ponad połowa z przechodzących na przyspieszone emerytury nie pracowała i nie szukała pracy.

Jednak utrzymanie obniżonego wieku emerytalnego, będzie z czasem coraz bardziej szkodliwe. Dzisiejsi 50cio i 40to latkowie, gdy zostaną 60cio latkami – będą inni niż dzisiejsi 60cio latkowie. Będą zdrowsi, będą lepiej wykształceni, częściej będą posiadać kwalifikacje i nawyki przydatne w gospodarce rynkowej. Wypchnięcie ich z rynku pracy za dekadę czy dwie niższym wiekiem emerytalnym będzie zbrodnią przeciw naszemu dobrobytowi.

Po czwarte, uelastycznić czas pracy. Skończyć z fikcją dokumentacyjną. Obecny kodeks pracy stworzony jest dla dużych zakładów przemysłowych pracujących w trybie zmianowym. Osoby zatrudnione w ten sposób to mniejszość pracujących. Wiele osób nie chce/nie może pracować co dzień na pełny etat na terenie zakładu. Wiele prac nie nadaje się do wykonywania w reżimie 8h x 5 dni, lub podobnym. Praca w domu, czy w nieregularnym czasie pracy jest podejmowana, ale podejmowana jest pozakodeksowo.

Po piąte, ułatwić zatrudnianie w małych i średnich firmach. Wyłączyć oraz złagodzić działanie niektórych przepisów kodeksu pracy w małych i średnich przedsiębiorstwach. Przykładowo koszt zwolnień chorobowych jest nieproporcjonalnie wysoki w małej firmie.

Po szóste, pośrednictwo pracy przestawić na skuteczność w zatrudnianiu. Urzędy powinny administrować usługi zatrudnieniowe dostarczane przez niepubliczne komercyjne i niekomercyjne podmioty. Obiektem działań powinny być osoby niepracujące (a nie bezrobotni!), a miernikiem zmiana stopy zatrudnienia na obszarze działania urzędu. Dziś urzędy pracy rozliczane są z rejestrowania bezrobotnych oraz skuteczność w administrowaniu programami adresowanymi do bezrobotnych.

Po siódme zlikwidować KRUS. KRUS ogranicza podaż pracy osób z terenów wiejskich. Istotą KRUS jest dotowanie do przebywania w obrębie produkcji rolnej. Sposób działania KRUS zniechęca najmniej produktywnych rolników i członków ich rodzin do szukania pracy poza rolnictwem.

Po ósme, zwiekszyć standard komunikacyjny kolejowych połączeń podmiejskich oraz innego podmiejskiego transportu zbiorowego. Kolejnictwo priorytetyzuje połączenia długodystansowe. Remonty i inne przerwy oraz opóźnienia w ruchu kolejowym najbardziej dotykają połączenia lokalne, które nie stanowią niezawodnego transportu do pracy w dużych miastach z obszarów podmiejskich.

To na początek. Bo w Warszawie i kilku innych miastach wypadałoby rozwinąć lokalne połączenia kolejowe, by te nieliczne duże ośrodki miejskie, które mamy mogły rzeczywiście być metropoliami, dającymi pracę Polakom pracującym w mniejszych ośrodkach

Po dziewiąte, inwestować w profilaktykę zdrowotną wydłużająca okres trwania w dobrym zdrowiu oraz tworzyć warunki do tworzenia miejsc pracy dostosowanych do starszych pracowników. Obecnie około 1,7 mln osób jako przyczynę braku aktywności zawodowej wskazuje zły stan zdrowia. Udział najstarszych grup wieku w całym zasobie osób w wieku produkcyjnym będzie coraz większy. Podaż pracy tej grupy zależy, w dużym stopniu od okresu trwania w dobrym zdrowiu oraz dostosowania warunków i czasu pracy do możliwości tej grupy.

Po dziesiąte, zwiększyć dostępność opieki dziennej nad dziećmi i osobami starszymi. Potrzeba zaopiekowanie dzieci jest jednym z istotniejszych czynników ograniczających podaż pracy kobiet. Obecnie około 1,7 mln osób pozostaje nieaktywne ze względu na sprawowanie opieki wobec dzieci lub innych osób zależnych. Dostępność ekonomiczna i geograficzna żłobków i przedszkoli ma istotny wpływ na szybkość powrotu na rynek pracy kobiet pracujących oraz na podaż pracy kobiet mniej związanych z rynkiem pracy.

Po jedenaste, zwiększyć liczbę tanich mieszkań na wynajem w dużych miastach, czyli tam gdzie jest praca. W krótkim okresie sztukować, można interwencją państwa. W średnim i dłuższym konieczne jest usunięcie barier do budowy tanich mieszkań.

Tu konczę wymienianie możliwych działań. Sam oceń, które mogą zadziałać szybko i znacznie zwiększyć liczbę pracujących…

1 comment… add one
  • QWerty Feb 14, 2018, 10:54 am

    Bardzo trafnie i celnie. Dodałbym też ograniczenie różnych debilnych przepisów parkingowych/transportowych itp., szczególnie dopóki komunikacja jest jaka jest. Np. czemu na mieszkanie można zarejestrować i 10 samochodów z danym adresem z abonamentem parkingowym, de facto fundującym darmowy parking, ale żadnemu pracownikowi nie mogę tego załatwić. W okolicach Warszawy znam osoby, co nie chcą dojeżdżać do Warszawy do pracy, bo nie mają jak dojechać/zaparkować tak żeby się to opłacało i miało sens.
    To są minimalne szczegóły, ale to właśnie one skumulowane decydują: słaby dojazd, jeszcze gorszy parking, brak komunikacji, słaby dojazd do szkół i nieprzewidywalność planu lekcji (w stylu dziś 12-14, jutro 7-16), niemożność samozwolnienia lekarskiego (kurwa narzekamy na mało lekarzy, a dalej mamy wymogi że lekarz musi osobiście fizycznie zbadać i dopiero wystawiać zwolnienie za durne przeziębienie, receptę na różne pierdoły w stylu leki na alergię, badać przed szczepionką, badania okresowe, to są rzeczy co prawie wszędzie na świecie są robione zdalnie lub pielęgniarki/farmaceuci/asystenci lekarscy/felczerzy itp., lub sami zainteresowani), brak elastyczności godzin pracy.
    Niestety ale transportowa polityka miejska nie jest tworzona przez ludzi (albo przez wzgląd na ludzi), którzy dojeżdżają do pracy z, w danym momencie, najgorzej skomunikowanych przedmieści, dowożąc po drodze 3 dzieci do szkoły i składając papiery w urzędzie oraz robiąc zakupy, a przez studentów/pseudo-akademików i polskich yuppie, ok. 30tki, co dojeżdżają 3 stacje metrem i 2 przecznice na rowerze, tak, popijając sojowe latte ze starbunia, kosztujące tyle co szkolne obiady tej trójki dzieci razem wzięte.
    Wyobraź sobie matkę, co musi odwieźć 3 dzieci do szkoły po drodze do roboty i zrobić zakupy albo rano albo wracając. To z myślą o niej powinna być tworzona polityka transportowa. A jest tak, że ona nie może zaparkować przed biurem za darmo (za abonament). Ale może tam stać samochód 70letniego pana Władka spod 15tki, który rusza go dokładnie raz w tygodniu żeby pojechać do kościoła.
    Wysłałbym cały wydział transportu ratusza na 0,5 roku do zamieszkania w promieniu takim jak Tarczyn, Dziekanów Leśny, Leszno i Mińsk Mazowiecki od Warszawy. Wprowadziłbym im takie zasady jak KP przewiduje i dał każdemu po 2 lalki do rozwiezienia do 2 innych szkół. I każdemu tak na dzień dobry pon-pt przez pół roku. Może by zrozumieli, że w polityce transportowej nie chodzi o pieprznięcie paru drzewek i ścieżki rowerowej w miejsce pasa na Świętokrzyskiej i “usuwanie barier” poprzez usuwanie przejść pod/nadziemnych, tylko o wygodę autentycznych mieszkańców, którzy w mieście pracują.

Leave a Comment