Unia Europejska tak. Unia kolesiów, nie dziękuję.

Dowiedziałem się ostatnio o istnieniu European Economic and Social Committee. Zacne to ciało ustanowiono trakatem rzymskim z 1957. Składa się z 344 związkowców, przedstawicieli organizacji pracodawców i różnych innych (np. były wiceprzewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego).  Jego członków nominują rządy państw UE.  A celem tego zacnego grona, to wcale nie żart, jest: „umacnianie demokratycznej legitymizacji Unii Europejskiej”. Zdrowie wasze, w gardła nasze!

 

Czym się zajmują? Przekazywaniem opinii o ważnych dla Europy kwestiach Radzie Europy, Komisji Europejskiej i parlamentowi europejskiemu.  To też nie żart. Tylko ciekawe po co w takim razie wybieramy europosłów…? A już wiem! Żeby było bardziej demokratycznie! Rządy wybierają swoich ludzi, żeby w Europie mówili co jest ważne. To tak na wypadek gdybyśmy się pomylili w wyborach do europarlamentu.

Jak to działa w praktyce? Na przykład taki Marian Krzaklewski (pamiętasz go?) w 2009 bez powodzenia startował w wyborach do europarlamentu z listy PO. No cóż nie udało się. Ale w 2010 zaczynała się nowa pięcioletnia kadencja European Economic and Social Committee więc wdzięczna PO wybrała Mariana. Za nas. Obiecali chłopakowi Europę, to jak ci głupi wyborcy nie potrafili stanąć na wysokości zadania dostał chłopak Europę. Podobnie trafił tam Krzystof Pater, w latach 2001-2004 wiceminister a potem minister pracy. W 2005 w wyborach parlamentarnych bez powodzenia kandydował do senatu, a od 2006 jest członkiem European Economic and Social Committee. Przy okazji trafili tam też Władysław Serafin (ten od kółek rolniczych) i Dorota Gardias (ta od pielęgniarek). Tu ściągnęłem całą listę dwudziestu jeden przedstawicieli z Polski w European Economic and Social Committee. Miłej lektury.

Nasi, a raczej rządowi wybrańcy nie harują za darmo ma się rozumieć. Roczny budżet całej tej organizacji to ponad 90 mln Euro. A sam budżet na podróże i diety jej członków w 2012 to ponad 19 mln Euro. Czyli jedyne 55 tys. Euro rocznie na głowę.  Można trochę podróżować i trochę diet zebrać. No i z wdzięczności za wybór trochę mniej pyszczyć przeciw rządowi co tak szczodrze nominował do europejskiego stołka. No i jak donoszą z Brukseli, wystarczy tylko podpisać listę wcale nie trzeba siedzieć na całych nudnych obradach. Z czego wielu korzysta.

Co to wszystka ma wspólnego z „umacnianiem demokratycznej legitymacji” nie wiem. Rząd za nasze pieniądze nominuje ludzi, polityczne spady oraz różnych zawodowych działaczy społecznych, którzy mają wypowiadać opinie, czyli to samo co już robią europosłowie wybrani przez nas…

0 comments… add one

Leave a Comment