Kryzys to dopiero będzie – 20

Wbrew zapewnieniom Rostowskiego Grecji nie uratowano

Tydzień po uratowaniu Grecji ten kraj znowu jest w centrum uwagi. Tylko dlatego, że Grecji nie uratowano. Bowiem nawet według oficjalnych prognoz po dekadzie reform zadłużenie Grecji zmniejszone zostanie do 120% PKB – czyli tyle ile wywołało obecny kryzys. 

Negocjacje pomiędzy poważnymi stronami mają to do siebie, że zazwyczaj doprowadzane są do momentu gdy ostatnia cieńka nić dobrej woli łącząca obie strony trzeszczy. Europa właśnie dochodzi do takiego punktu z Grecją.

Grekom dano ratunek, który ich nie uratuje. W zamian kazano zgodzić się na 10+ lat wyrzeczeń podczas których standard życia spadnie o ok 1/3 (bo tyle potrzeba by Grecja była kosztowo konkurencyjna z Europą północną), a państwo będzie współrządzone przez urzędników z UE egzekwujących postanowienia pakietu „ratunkowego”.
 
Premiera Grecji Papandreou dociska nie tylko UE, ale również rodzima opozycja, która krytykując rząd tworzy nierealistyczne oczkiwania wśród obywateli. Kilkanaście tygodni temu zapowiedzią referendum w/s pozostania lub opuszczenia strefy Euro Papandreou sprawdził blef opozycji, która krytykując rząd domagała się m.in wyjścia ze strefy Euro.
 
Tym razem Papandreou ogłaszając wolę przeprowadzenia referendum w/s pakietu pomocy UE i restrukturyzacji greckiej gospodarki jednym ruchem zaszantażował opozycję oraz zakreślił granicę ustępstw wobec UE. Jeśli opozycja odrzuci referendum to autorytet opozycji do krytykowania rządu osłabnie. Jeśli jednak referendum zostanie przeprowadzone a Papandreou wygra to wzrośnie autorytet władzy Papandreou. Tak czy inaczej  zostanie wyznaczona granica ustępstw dla Brukseli – chececie więcej ustępstw to szykujcie się na więcej referendów.
 
Gdyby natomiast Papandreou przegrał referendum lub upadł rząd to opozycja będzie musiała sobie radzić z bałaganem i gniewem ludu po przejęciu władzy i nieuchronnym wdrożeniu oszczędności. Będzie to bardzo niewygodne dla dzisiejszej opozycji. Oraz będzie bardzo niewygodne dla UE bo w takim wypadku Grecja ogłosi jednostroną upadłość i sama zadecyduje jak dużo lub jak mało swych zobowiązań spłacić.
 
W środę (2 XI) parlament grecki zaczyna trzydniowe obrady podczas których ma być głosowane wotum zaufania do rządu oraz dyskutowane reforendum. Tego referendum nie będzie, grecka konstytucja wymaga większości 3/5 głosów do uchwalenia referendum a dziś wieczorem jak donoszą greckie agencje Papandreu ma już tylko większość jednego głosu. Po za tym jedyne referendum jakie było w Grecji miało miejsce w latach 70ych po odzyskaniu niedpodległości, gdy zdecydowano o wygnaniu rodzin królewskiej. Nie wiem więc czy ńic porozumienie pomiędzy Grecją a UE utrzyma się czy trzaśnie – nie wiem czy upadłość ta będzie uzgodniona czy będzie konfrontacyjna. Ale wiem, że z każdym dniem się zbliża.
Dziwnie więc jestem spokojny, że tak jak piszę drugi rok  Grecja ogłosi niewyłacalność bądź w 2011 bądź w 2012. Utrzymuje mnie w tym przekonaniu nie tylko dynamicznie rosnący dług Grecji (sięga coś pod 160% PKB!), ale również wyciąganie pieniędzy z greckich banków przez Greków. Poniżej widzisz wykres ilustrujący rozjazd pomiędzy depozytami które finansują greckie banki, a kredytami na których banki powinny zarabiać (w bezpiecznie prowadzonym systemie bankowym depozyty i kredyty powinny być mniej więcej równe):

Źródło: Bank Centralny Grecji

Jeszcze lepiej ten rozjazd ilustruje różnica pomiędzy depozytami, a kredytami (dane które widzisz poniżej sięgają sierpnia, ale z doniesień prasowych wynika, że we wrześniu i październiku rozjazd ten tylko się pogłebił):

Źródło: Bank Centralny Grecji

W rezultacie już od 2009 roku greckie banki i greckie państwo są na kroplówce pieniędzy z Europejskiego Banku Centralnego oraz z Greckiego Banku Centralnego (który również jest finansowany przez EBC):

 
p.s. tytyułowe słowa Rostowskiego z lipca br to: "Uważam, że problem grecki jako taki jest już rozwiązany i zrobiono kilka bardzo ważnych kroków w kierunku rozwiązania szerszego problemu strefy euro" a jeśli nie możecie uwierzyć dziennikarzom, którzy podają te słowa to tu macie Rostowskiego w radiu gdy je wypowiada.
 
Jeśli Rostowski tak samo dobrze rozumie sytuację Polski jak rozumiał sytuację Grecji to nic tylko szykować dużą piwnicę na zapasy i inwestować w działkę do uprawy ziemniaków i kapusty. Chyba, że wolicie pocieszać się jak prezes NBP Belka, który po salonowemu obraża się, że straszenie Polski obniżką ratingu "jest nie na miejscu".
 
Sorry, nie na miejscu to jest pierdnięcie w salonie. A ministrowi finansów i prezesowi NBP płacimy by dobrze dbali o nasz byt gospodarczy. A mi się widzi, że nasi włodarze gospodarczy tak odjechali od rzeczywistości, że gdzieś pomiędzy 2013 a 2016 będziemy na gwałt ciąć wydatki i podwyższać podatki… 🙁

 

0 comments… add one

Leave a Comment