Szkoła Wyższa Feudalna – 6

Znajomi pytają mnie co się tak czepiłem tych szkół i uczelni, taki fajny blog ekonomiczny był, a teraz tylko szkoły i uczelnie, uczelnie i szkoły. Cóż uważam, że od tego czy młodzi Polacy staną się myślącymi i tworzącymi obywatelami, czy też będą sfrustrowanymi i oddtwórczymy poddanymi zależy dobrobyt całej Polski oraz mój. Jeśli Polskie szkoły i uniwersytety się nie zmienią to czarno widzę swoją emeryturę.

Dlatego dziś o tym czy istnieje optymalna ilość wykładowców przypadających na studentów, czy też nie? Bowiem nasze ministerstwo nauki uważa, że owszem tak. W rozporządzeniu o minimach kadrowych definiuje ilu i jakich wykładowców musi przypadać na określoną liczbę studentów.

Życie jednak jest bogatsze. Jak bogatsze, pokazują dostępne w USA dane, faktyczna ilość studentów na wykładowców nie tylko się zmienia zarówno w górę, jak i w dół, ale również bardzo się różni pomiędzy poszczególnymi dziedzinami wiedzy. Przy tym minima kadrowe równiez ingerują w dopuszczalną proporcję profesorów, doktorów i innych wykładowców – uniemożliwiając tym samym eksperymentowanie z najlepszym sposobem uczenia i de facto zakładają, że istnieje jakaś magiczna proporcja profesorów, doktorów i doktorantów, która jest idealna dla wszystkich uczelni i wszystkich studentów. Różni to nasze uczelnie od amerykańskich, które oferują bardzo różne sposoby uczenia.Tam współistnieje zarówno Harvard, gdzie pierwszoroczny wykład z ekonomii prowadzony jest dla około 1200 studentów, a wiele zajęć prowadzą doktoranci, oraz małe uczelnie na których wykłady prowadzone są przez profesorów dla co najwyżej kilkunastu studentów

Co wazniejsze w USA ilość studentów przypadających na profesora zmienia się na każdej uczelni zgodnie z popytem studentów, podażą profesorów, oraz aktualnymi pomysłami na sposób uczenia. Tam nikogo nie dziwi, że dyplomy przyznane na takim kierunku jak ekonomia mogą być przyznawane w proporcji 60 na jednego profesora, a zaledwie cztery lata póżniej w proporcji 100. U nas natomiast minima kadrowe podniesione do rangi rozporządzenia i uświęcone podpisem ministra nie zmieniają się wcale, a gdy już kiedyś się zmienią to razem dla wszystkich uczelni.

Przyznam, że osobiście nie mam pojęcia jaka jest właściwa dla każdej uczelni i każdego wydziału liczba profesorów przypadających na studentów. Ale jestem spokojny, że poszczególne amerykańskie uczelnie, każda ustalając tę proporcje po swojemu dokonuja lepszego wyboru niż polski minister w Warszawie decydujący na jeden i ten sam sposób za wszystkie uczelnie pomiędzy Bugiem a Odrą.

– dane do niniejszego wpisu zaczerpnięte z „Faculty without Students: Resorource Allocation in Higher Education” William Johnson, Sarah Turner, Journal of Economic Perspectives, Vol 23, Number 2, Spring 2009

Inne wpisy o uczelniach:

Ministerstwo rozwiązywania problemów własnego autorstwa

Polskie prawo upadłościowe nie przewiduje bankructwa uczelni państowych.  – Ale rzeczywistość jest nieubłagalna. Spada ilość osób młodych, a niedługo spadnie ilość studentów. Zamiast wprowadzić normalność, czyli pozwolić na upadłość niewypłacalnych uczelni państwowych minister Kudrycka wymyśliła, że uczelnie państwowe, które mają zbyt duży deficyt zamiast rektora z profesorskiego wyboru dostaną rektora z ministerstwa na trzy lata restrukturyzacji finansowej uczelni.  

A co o naszych uniwersytetach myślą studenci?Polacy chętnie wyjeżdżają na studia poza polskimi uczelniami, ale z zagranicy już niewielu szuka okazji studiowania w Polsce.

Nasze kiepskie uczelnie –  Wedle wszystkich dostępnych mierników jakości polskie uczelnie na tle uczelni międzynarodowych wypadają słabo.

Szkoła wyższa feudalna – 

2 comments… add one
  • Art Nov 10, 2009, 7:47 am

    “Jeśli Polskie szkoły i uniwersytety się nie zmienią to czarno widzę swoją emeryturę.”
    Panie Pawle.
    Ton nieco przesadzony.
    Założę się, że widzi Pan swoją emeryturę realnie, i to nie od dziś przecież.
    Oraz o to, że nie ona będzie stanowić podstawę Pana dochodów na emeryturze.
    Co innego z emeryturą Kowalskiego. Ten dostanie obuchem w głowę. Najgorsze, że mimo przebijających się od czasu do czasu informacji na ten temat, zdecydowana większość jest tego zupełnie nieświadoma.
    Pozdrawiam.

  • Robert Nov 10, 2009, 3:47 pm

    Znajomi – dokładnie – nie rozumieja istoty sprawy, poniewaz w momencie gdy skonczy sie nasz wzrost wydajności &gospodarczy dzieki miedzy-sektorowym przesunięciom sily roboczej &alokacji kapitału, Polska – jeżeli mamy zrobić coś więcej niż być tylko centrum serwisowym UE/Europy Centralnej – musi osiągnąć wzrost wydajności endogenicznie (wewnętrznie go wytworzyć!). Czyli przez wydajność R&D/szkolnictwo wyższe/kapitał ludzki/ gospodarkę opartą na wiedzy (jak kto woli to opisać).
    Budowa kapitału ludzkiego to podstawa konkurencji w XXI wieku – nie stać nas na nic innego (nie mamy populacji, zasobów naturalnych, ani strategicznego pozycjonowania) niż na knowledge economy.
    Nie zbudujemy kapitału ludzkiego bez zmian w (centralnie sterowanym) szkolnictwie wyższym, które produkuje poddanych a nie osoby twórcze – dokładnie tak jak to opisujesz.
    DLATEGO PROSZĘ KONTYNUOWAĆ TEMAT!! 🙂

Leave a Comment