Co się dzieje na rynkach finansowych? – 6
10. Druga Fala
Najgorsze przed nami. Na nasz piaskowy zamek spadła pierwsza fala kryzysu. Ku uciesze i zdziwieniu fala się cofnęła, a zamek nadal stoi. Radość jest przedwczesna. Za chwilę będzie druga fala.
Pierwsza fala kryzysu miała postać zaniku płynności (dostępności finansowania). Obawy o płynność i wypłacalność instytucji finansowych wywołały zanik płynności, oraz spowodowały długo oczekiwane delewarowanie (spłacanie długu) amerykańskich konsumentów i firm. Pękły bańki na nieruchomościach, surowcach i papierach wartościowych. Tanieją wyprzedawane aktywa. Nawet dobre firmy i wypłacalni konsumenci mają problem z pozyskaniem kredytu.
Nasi politycy i dziennikarze tłumaczą, że płacimy za cudze grzechy, ale generalnie jest dobrze. Bzdura. Żyjemy na kredyt. Od ponad 30 lat Polacy wydają więcej niż zarabiają. Więc nie dziwmy się, że gdy światowa podaż pieniądza maleje, to kredytodawcy pytają, czy Polsce nadal pożyczać. Nie dziwmy się też, że za pożyczone pieniądze musimy płacić więcej. Jak każdy dłużnik zależymy od kredytodawców. A niedługo ci będą jeszcze mniej łaskawi.
Szykujmy się na drugą falę. Spadek wzrostu gospodarczego w USA, a następnie w Europie Zachodniej dotknie nas szybciej i boleśniej niż nam się wydaje. W USA zaczęła się właśnie najbardziej dotkliwa od 20 lub 30 lat recesja. W trzecim kwartale bieżącego roku wydatki amerykańskich konsumentów spadły o 3,1%. Jest to największy spadek od roku 1980. Jest tym bardziej niepokojący, że podczas dwóch ostatnich recesji wydatki amerykańskich konsumentów nie spadały. Chyba Amerykanie się przestraszyli i stracili apetyt do dalszego zadłużania się. A pamiętajmy, że upadek Lehmana i spadki na giełdach miały miejsce dopiero w końcu tego kwartału, więc zostaną odzwierciedlone w zachowaniu konsumentów i producentów dopiero w biężącym kwartale...
Co gorsza cały czas nie wiemy ile jest strat na papierach wartościowych opartych o pożyczki dla Amerykanów o obniżonej zdolności kredytowej, oraz w których instytucjach ulokowane są te straty. Takie AIG wydało już 90 z 123 miliardów dolarów, które uzyskało od rządu i nikt (poza AIG) na rynku nie wie na co poszły te pieniądze.
Co się stanie, gdy Zachód zacznie od nas mniej kupować i będzie pożyczać nam jeszcze mniej chętnie niż obecnie? Nasz wzrost gospodarczy spadnie w 2009 do 2-3% PKB. Jest też rosnące ryzyko wydarzenie kryzysowego, które może przybrać postać kryzysu naszych instytucji finansowych, lub kryzysu braku waluty na pokrycie naszych zagranicznych zobowiązań.
Najbardziej zagrożone instytucje to banki i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Ponieważ już kilku znajomych opieprzyło mnie pytaniem „co siejesz panikę” ograniczę się do zacytowania październikowego „Przeglądu Stabilności Systemu Finansowego” autorstwa NBP:
„Ryzyko nieodnawiania krótkoterminowego finansowania wzrasta w niektórych małych i średnich bankch pozyskujących finansowanie głównie od innych instytucji finansowych. Utrzymuje się nadwyżka jednomiesięcznych zobowiązań nad aktywami z terminem zapadalności do jednego miesiąca.”
Co się zaś tyczy towarzystw funduszy inwestycyjnych to ludzie wyciągają z nich pieniądze w ilości grożącej zawieszeniem wymiany jednostek uczestnictwa w funduszach na gotówkę. Fundusze w trzech kwartałach tego roku sprzedały jednostek za 65 miliardów złotych, a umorzyły jednostek za 91 miliardów złotych. Czyli w sumie z funduszy ubyło 26 miliardów złotych. Od wiewiórek rynkowych wiem, że w ostatnich dwóch tygodniach, było jeszcze gorzej. Po spadkach na giełdzie kolejna fala inwestorów rzuciła się umarzać jednostki i omało nie doprowadziła do zwieszenia wymiany jednostek na gotówkę.
Pierwsze głośno upublicznione kłopoty polskiego banku lub funduszu mogą wywołać panikę. W takiej sytuacji liczy się szybka i adekwatna do sytuacji reakcja nadzoru finansowego, banku centralnego i rządu. Chciałbym się mylić, ale jeśli będziemy mieli ten kłopot to trudno liczyć na szybką i adekwatną rekację naszych miłosciwie panujących. Kluza szef Komisji Nadzoru Finansowego w szczycie kryzysu wysłał list do TFI z zapytaniem czy zamierzają zawiesić wymianę jednostek na gotówkę – dobrze, że list ten nie dostał się do gazet tydzień, dwa temu, gdy ludzie wypłacali dużą kasę z TFI – nadzorca naszych isntytucji finansowych mógł sam wywołać panikę. Skrzypek prezes NBP jest taki jak każdy widzi, nie będę się nad nim pastwił, zauważę tylko, że jego wypowiedzi o oddalaniu w czasie przystąpienia do Euro, oraz zwalnianie w NBP ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie wprowadzania Euro podwyższają ryzyko, że zagraniczni pożyczkodawcy mogą się odwrócić od Polski. A nasz rząd? Biedaki ostatnio dyskutowali o tym, że gdyby była prawdziwa panika i państwo musiało postawić państwowy system rozliczeń międzybankowych to zajęłoby im to ponad pół roku, bo szybciej nie są w stanie zamówić komputerów – jakby była taka koniczność to taki system należy postawić w jeden weekend, po pół roku to już nie będzie banków.
Na szczęście inspirowana przez Balcerowicza zamordystyczna polityka nadzoru instytucji finansowych, restrykcyjna polityka pieniężna, oraz mały w porównaniu do naszych sąsiadów deficyt budżetowy powodują, że pierwsza fala nie zmyła naszego zamku piaskowego znad brzegu morza, i stoi w całkiem dobrym stanie.
Niestety w czasach prosperity mieliśmy deficyt budżetowy. Więc teraz zamiast oszczędności mamy długi, które musimy zrefinansować. A co gorsza rząd w czasie takiego kryzysu powinien zwiększyć swoje wydatki, które z braku oszczędności trzeba finansować zwiększonym pożyczaniem, które właśnie jest droższe i trudniej dostępne.